Programowa rewolucja w liceach (projekt)
Programowa rewolucja w liceach (projekt)
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html? ... 552734.565
No fajnie - do tej pory tylko absolwenci dennych liceów po ukończeniu studiów, częstokroć zostawali głąbami (choć niekiedy sprawnymi zawodowo). Teraz cała nadzieja w gimnazjach - jak tam nie wyuczą młodego człowieka jak np. prawidłowo posługiwać się językiem polskim, to już analfabetą pozostanie.
Ostatnio jedna firma reklamuje się, że urządza wielki WYPRZ swoich towarów. Ja bym tej firmie dał WDUP.
No fajnie - do tej pory tylko absolwenci dennych liceów po ukończeniu studiów, częstokroć zostawali głąbami (choć niekiedy sprawnymi zawodowo). Teraz cała nadzieja w gimnazjach - jak tam nie wyuczą młodego człowieka jak np. prawidłowo posługiwać się językiem polskim, to już analfabetą pozostanie.
Ostatnio jedna firma reklamuje się, że urządza wielki WYPRZ swoich towarów. Ja bym tej firmie dał WDUP.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Hah dobre !
Dlatego niezmiernie się cieszę, ze w tym roku kończę liceum
Fakt, sama po sobie widzę że np w klasie maturalnej inne przedmioty, których ktoś nie zdaje są pewnym obciążeniem, ale nauczyciele na ogół dobrze o tym wiedzą dlatego dają pewne luzy. I da się to załatwić normalnie. Ale nie wyobrażam sobie, żeby była konieczność eliminacji wszystkich pozostałych. Chociaż marna podstawowa wiedza w każdej dziedzinie zawsze w życiu jest potrzebna. Tak to przyszłe społeczeństwo będzie wyrastać na ograniczonych ludzi, którzy jeśli znajdą sie w sytuacji wykraczającej poza ich wykształcenie, nie będą wiedzieli co ze sobą zrobić!
Druga sprawa to taka, że oni zamierzają wymagać od uczniów kończących pierwsza klasę, żeby zdeklarowali się co chcą robić w życiu? A co za tym idzie jakie przedmioty muszą zdawać na maturze?! Zapewniam że naprawdę nie wielki odsetek młodzieży w wieku licealnym wie co chce robić nawet w 3 klasie! I podejmują decyzję w ostatniej chwili. A co dopiero mowa tu o "pierwszakach", którzy nie wiedzą nawet jeszcze gdzie jest toaleta.
Abstrakcja..
Druga sprawa to taka, że oni zamierzają wymagać od uczniów kończących pierwsza klasę, żeby zdeklarowali się co chcą robić w życiu? A co za tym idzie jakie przedmioty muszą zdawać na maturze?! Zapewniam że naprawdę nie wielki odsetek młodzieży w wieku licealnym wie co chce robić nawet w 3 klasie! I podejmują decyzję w ostatniej chwili. A co dopiero mowa tu o "pierwszakach", którzy nie wiedzą nawet jeszcze gdzie jest toaleta.
Abstrakcja..
Ostatnio zmieniony sob 09 lut, 2008 przez cyganeria, łącznie zmieniany 1 raz.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Ja za nią... (...)
To jest racja, Gosia. Nie pamiętam dokładnie do kiedy musiałem ostatecznie zadeklarować wybór Uczelni i kierunku. Chyba jakieś dwa miesiące przed maturą. Przez ostanie trzy dni chodziłem jak błędny bo nie miałem chyba z dziesięć koncepcji. Co ostatecznie zadecydowało? Nie przyznam się!
Jestem gorszego sortu...
No właśnie.. teraz jest to samo. U nas wstępne deklaracje musieliśmy oddać jakoś bodajże w listopadzie (nie pamiętam, mogę się mylić, ale na pewno jeszcze przed grudniem), a termin tych właściwych minął właśnie w ten czwartek i wiem ile zamieszania było, bo ciągle ktoś biegał do sekretariatu (nawet teraz- we ferie) i dokonywał korekty. Albo tylko poziomu, albo niektórzy nawet przedmiotu. Więc nie rozumiem, czego oni wymagają od ludzi, którzy nawet z nie do końca pełnym zdecydowaniem lub świadomością wybrali profil nauczania w liceum.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Ja za nią... (...)
Nie moge w to uwierzyć normalnie, ten pomysł chodził mi po głowie każdego dnia w liceum, szczególnie podczas otwierania książki od historii więdzac że idę na informatyke. Tylko wdrożenie tej reformy bedzie holernie trudną sprawą, nie wiem jak oni to wszystko zorganizują. Najlepsze by było chyba tak jak teraz, klasy profilowane ale już właśnie okrajane z konkretnych przedmiotów.
Ja, szczerze mówiąc, nie kryję, ze w chwilach kryzysu też klęłam na całą fizykę, biologię, chemię i te wszystkie inne, kiedy w perspektywie miałam noce zakuwania z historii (ja widzisz odwrotnie, lars), bo wybieram się na prawo. Ale nie przesadzajmy znowu z tym okrajaniem. Jednak luzy ze strony nauczycieli wystarczą w zupełności, ale nie zupełna eliminacja i wyrastanie społeczeństwa nieprzystosowanego. Nie kryjmy się, w życiu wiedza z każdej dziedziny jest potrzebna - zawsze mi to tata powtarza
I wiem, ze ma rację.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Ja za nią... (...)
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
u mnie było tak, ze będąc w klasie mat-fiz miałem względny luz na biologii, ale już historię facet traktował poważnie (nie - "mój przedmiot jest najważniejszy" tylko, "są rzeczy,które musicie wiedzieć"). Przedmioty spoza profilu miałem w zwykłym wymiarze godzin, za to matematyki miałem dużo więcej (w sumie chyba do 6 godzin w tygodniu).
Janku - jak to było ze szkołą podczas okupacji? Wtedy też chyba uważali, że Polakom poza rachunkami nic nie jest potrzebne?
Janku - jak to było ze szkołą podczas okupacji? Wtedy też chyba uważali, że Polakom poza rachunkami nic nie jest potrzebne?
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Hehe, i to wszystko ma się dziać w liceum OGÓLNOkształcącym, paranoja! A później będziemy się dziwić, że jeden z drugim dyrektor/prezes/minister nie ma żadnego pojęcia o świecie
A problem leży tu:
A problem leży tu:
I w tym, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby zmienić ten program i zmienić sposób nauki. Bo faktem jest, że wykuwanie na pamięć wielkiej ilosci informacji z różnych przedmiotów jest a) bez sensu, b) nierealne.Ministerstwo Edukacji tłumaczy, że reforma jest konieczna, bo wykształcenie wyższe chce zdobyć aż 80% młodzieży, a obecne treści programowe są zbyt obszerne dla wszystkich.
Ja ogólnie klnełem tylko na historie reszta mnie nawet jakoś ciekawiła ale wiem jak było z innymi. U mnie właśnie pół klasy poszło na humanistyczne kierunki i daje sobie głowe uciąc że oni nic już nie pamietają z takiej chemi czy fizyki. Ale żeby zaliczać te przedmioty musieli tracic wiele czasu, ktory mogliby poświęcić na coś co im sie przyda na strudiach i w konsekwencji w dalszym życiu.
Ale taki urok LO. Ja teraz troche żałuje że jestem po nim.
Ale taki urok LO. Ja teraz troche żałuje że jestem po nim.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
lars - spytaj się Janka co było w programie ogólniaka w latach 50... Same niepotrzebne rzeczy. Łaciny, greki i inne takie. I matura bodaj z 10 przedmiotów...
Taka jest idea liceum OGÓLNOkształcącego, ze ma wypuszczać człowieka wszechstronnie wykształconego. Kogoś kto może potem aspirować do elity narodu. A obecnie jakby w modzie jest z jednej strony bycie głąbem z matmy u "tumanistów", z drugiej zaś pogarda dla np literatury u "umysłuw ścisłych".
PS Jeszcze za Giertycha popełniłem taki tekst: http://mefistofeles.salon24.pl/21318,index.html
Taka jest idea liceum OGÓLNOkształcącego, ze ma wypuszczać człowieka wszechstronnie wykształconego. Kogoś kto może potem aspirować do elity narodu. A obecnie jakby w modzie jest z jednej strony bycie głąbem z matmy u "tumanistów", z drugiej zaś pogarda dla np literatury u "umysłuw ścisłych".
PS Jeszcze za Giertycha popełniłem taki tekst: http://mefistofeles.salon24.pl/21318,index.html
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
No tylko niestety ta idea upada i upadac będzie. Coś już nie te czasy. A skoro upada może warto jednak coś zmienic, bo samą ideą 'davincich' nie wytworzymy. Z resztą na co komu dziś człowiek wszechstronnie wykształcony? Przyszłość to specjalizacja. I niestety takie LO na start NIC nie daje. Może warto jednak by tą idee zmienić i ostatecznie...zlikwidować? 
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie gadaj, ze w czasach, gdy całe zawody odchodza do lamusa w ciągu roku specjalizacja jest kluczem. Specjaliwoac się mozna było kiedyś. Ktoś kto został kowalem mógłbyć nim przez całe życie. Teraz jest inaczej. Człowiek zmienai zawód kilka razy w życiu, więc bez wiedzy ogólnej i możliwiści szybkiego dostosowania się daleko nie zajedzie. Do tego dochodzi coraz częstsze łączenie się róznych dziedzin. Przykład - byłem kiedyś na wykładzie z bioinformatyki. Cholernie ciekawa rzecz, niestety olewanie biologii w liceum sprawiło, ze niewiele rozumiałem.lars pisze:Przyszłość to specjalizacja
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Problemem faktycznie może być to, że ktoś nie wie co chce robić w życiu. Na szczęście ja nie mam tego problemu.
Pozdrawiam
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Ale receptą nie jest odrzucenie tych przedmiotów, tylko zmiana programu i sposobu nauczania.lars pisze: U mnie właśnie pół klasy poszło na humanistyczne kierunki i daje sobie głowe uciąc że oni nic już nie pamietają z takiej chemi czy fizyki. Ale żeby zaliczać te przedmioty musieli tracic wiele czasu, ktory mogliby poświęcić na coś co im sie przyda na strudiach i w konsekwencji w dalszym życiu.
I później taki "specjalista" np. od informatyki oglądając w TV wieczorne wiadomości nic z nich nie zrozumie, bo wiedzy z geografii/historii/biologii nie staje...lars pisze: Z resztą na co komu dziś człowiek wszechstronnie wykształcony? Przyszłość to specjalizacja. I niestety takie LO na start NIC nie daje. Może warto jednak by tą idee zmienić i ostatecznie... zlikwidować?
Do niedawna standardem było, że na tym etapie (rozumiem, że to odpowiednik III klasy we wcześniejszym systemie liceum czteroklasowego) były wszystkie przedmiotyAgaar pisze: Druga klasa.... to po prostu jedna wielka masakra. Sama nie wiem jak to przetrwałam i to z całkiem dobrym wynikiem. Trzeba było się przygotowywać na fakultety i na wszystkie pozostałe przedmioty.
Nadziei w gimnazjum nie ma co pokładać a w ogóle teraz nauczanie opiera się na nauczaniu pod egzamin. Nie wiem dokładnie jak to z językiem polskim wygląda, ale w niemieckim (jestem nauczycielką niemieckiego) to tak, że wiele ważnych spraw trzeba będzie odpuścić, bo nie mieści się to w standardach egzaminacyjnych. Wytwarza się człowieka, który ma przejść pomyślnie przez machinę egzaminacyjną.Janek pisze:Teraz cała nadzieja w gimnazjach - jak tam nie wyuczą młodego człowieka jak np. prawidłowo posługiwać się językiem polskim, to już analfabetą pozostanie.
A wracając do polskiego jeszcze to wystarczy spojrzeć na maturę ustną dziś i dawniej.
Trudno jednoznacznie bo ja w Bochni (tzw. GG gdzie były szkoły z polskim językiem) chodziłem tylko do 1 i 2 klasy. Potem szkołę zlikwidowano na koszary. Po wyzwoleniu poszedłem w lutym 1945 roku od razu do czwartej klasy - uhonorowano zaświadczenie nauczycielki, do której chodziłem na tzw. komplety (raptem dwie osoby były w tym komplecie ale konspiracja była pełna, zeszyty pod koszulą, żadnych książek, wychodzenie o rozmaitych godzinach, różne drogi dojścia). Oprócz tego zaświadczenia była jeszcze rozmowa kwalifikacyjna.mefistofeles pisze:Janku - jak to było ze szkołą podczas okupacji? Wtedy też chyba uważali, że Polakom poza rachunkami nic nie jest potrzebne?
No z greką to przesada. Chyba w 1948 zrobiono reformę i zlikwidowano wszelkie specjalizacje. Było tylko Liceum Ogólnokształcące i cześć. W przypadku jeśli dzieciak już w siódmej klasie miał jakieś predyspozycje to rodzice kierowali się raczej opinią o liceum - moje np. miało opinię, że znakomicie kształci z polskiego, historii i... matematyki. Ale biologia była kiepska tak więc np. w mojej klasie był tylko jeden chłopiec z rodziny lekarskiej, który szedł na medycynę. Wybierający się na medycynę szli do innego liceum.mefistofeles pisze:lars - spytaj się Janka co było w programie ogólniaka w latach 50... Same niepotrzebne rzeczy. Łaciny, greki i inne takie. I matura bodaj z 10 przedmiotów...
Matura była pisemna z polskiego i matematyki (1952 rok). Napisanie na piątkę nie zwalniało z ustnego. Ustny był z: polskiego, matematyki, fizyki, historii oraz z tzw. nauki o Polsce i świecie współczesnym. Wszystko w jednym dniu i za jednym wejściem na salę.
Podręczników nie było prawie wcale - np. matematyka była wykładana na podstawie przedwojennego podręcznika prof. Banacha (znakomity!!!!) a fizyka na podstawie akademickiego skryptu prof. Jeżewskiego z Łodzi dla studentów Politechniki (też znakomity - dzięki niemu "przetrwałem" pomaganie córkom).
@ Lars - powiem krótko - zastanów się co piszesz - pogrążasz się chłopie. Wizja informatyka, który na słowo Sokrates lub Galileusz sięga do google mnie jakoś nie entuzjazmuje. Podobnie jak leczenie się u lekarza, który nie wie co to prawo Archimedesa.
Jestem gorszego sortu...
Agaar fakt, bo u mnie po pierwszej i drugiej klasie też kilka przedmiotów odpadało, a w trzeciej liczba godzin w szkole zredukowała się, co mozna przyjemnie odczuć. Ja też na szczęście od dawna wiedziałam co chce robić, ale nie sądzę żeby reszta potrafiła się tak ustawić, żeby już w pierwszej klasie ukierunkować się na określony cel. Zwłaszcza, ze przez te 2 lata naprawdę wiele się może wydarzyć.. Zarówno może to dotyczyć systemów uczelni, które wtedy juz musiały by ściśle dostosowywać się do systemu liceów i juz 2 lata przed rekrutacją precyzować swoje wymagania co do niej. A trzeba zauważyć, ze niektóre uczelnie jeszcze do teraz dokonują zmian, co jest już kompletnie chore bo deklaracje dawno złożone, a tym samym młodzi ludzie tracą możliwość starania się o przyjęcie na daną uczelnię. Ale to tez jeszcze osobna bajka. Może to się również wiązać nawet z prywatnym życiem, które przecież ma ogromny wpływ na nasze decyzje.
Niemniej jednak tak diametralna zmiana przez zupełne wykopanie po 1 klasie innych przedmiotów nie jest najmądrzejszym rozwiązaniem i bynajmniej nie poniesie z sobą nic dobrego.
Dla mnie nie do zrobienia.
Niemniej jednak tak diametralna zmiana przez zupełne wykopanie po 1 klasie innych przedmiotów nie jest najmądrzejszym rozwiązaniem i bynajmniej nie poniesie z sobą nic dobrego.
Dla mnie nie do zrobienia.
(...) Ku przełęczom, Ku wierchom, Ku graniom...
Ja za nią... (...)
Ja za nią... (...)
Jeżeli znajomość tych dwóch panów czyni lepszym informatykiem to zapewne nie okroili by mnie z tego przedmiotu w którym o nich sie mówi.Janek pisze: Wizja informatyka, który na słowo Sokrates lub Galileusz sięga do google mnie jakoś nie entuzjazmuje.
A jeżeli chodzi o wiedze która czyni 'lepszym człowiekiem', to myślę że te 6 lat podstawówki i 3 lata gimnazjum w zupełności starczają żeby nabyć tej wiedzy ogólnej o wszystkim. W LO i tak to jest wszystko potem powtarzane. Myślę ze szkoła średnia to najwyższy czas żeby zacząć sie ukierunkowywać. Oczywiście zostawił bym język polski i matematykę. Ale wszelakie geografie historie biologie fizyki to tylko dla tych co im faktycznie sie przyda a ogólna wiedza z tych przedmiotów jak juz mówiłem została nabyta wcześniej o ile sie ktoś faktycznie uczył.
Ale co tam niech już będzie jak jest, w końcu to liceum OGÓLNOkształcące, nikt na szczęście nikomu tam nie karze iść.
P.S Janek, a mnie wizja informatyka po LO absolutnie nie entuzjazmuje.




