Iwona pisze:ja nie widzę potu na twarzy, koloru oczu, oświetllenia ale obaz podupadającej góralszczyzny.
Czy nie przesadzasz trochę z tą podupadającą góralszczyzną? No i co to jest ta góralszczyzna? Że coraz mniej cyfrowanych portek, cuch i parzenic? To jest tylko signum temporis. Na podkrakowskiej wsi też już trudno spotkać tzw. strój krakowski, nawet w niedziele. A kiedyś to było normalne, co więcej nawet panienki z miasta i to zupełnie odległego od Krakowa takie stroje miały, np. do sypania kwiatków podczas procesji na Boże Ciało, moje siostry takie miały.
A ta nowa góralszczyzna ma się dobrze, dużo buduje, czasami nawet aż za dużo, kształci dzieci, już nie tylko najstarszy idzie na studia, co było normalką w latach 50-ych, ale wszyscy, dziewczyny też, co jeszcze niedawno byłoby uważane jako bluźnierstwo lub coś nieprzyzwoitego. Nie wszyscy co prawda wracają bo to niemożliwe ale nawet ci co osiadli w Warszawie, Krakowie i innych dużych miastach zachowują kontakt z swoimi "korzeniami" a niejeden coś buduje na stare lata lub odnawia stary dom po dziadkach
Iwona pisze:chyba na potrzeby gawiedzi
Gawiedź do fotek lubi bardziej kompletne "umundurowanie"
Iwona pisze:ale tak od niechcenia, na odczepne.
Jakoś nie widzę tej dumy w tym zdjęciu. Widzę raczej człowieka chorego, zapewne psychicznie
Iwona pisze:Nie uważem, ze Boguś chciał pokazać człowieka-pijaka i że wstawił to zdjęcie by z niego zadrwić.
To dlaczego nie uchyli rąbka tajemnicy po krytyce? Urażona duma zawodowca? A może ma nas za gawiedź?
Po Koszalinie czy Poznaniu też krąży sporu takich "bezprizornych", ludzi z nikąd. Wszędzie są tacy, nawet w najbardziej zamożnych miastach świata. Ale gdyby ktoś zrobił im zdjęcie i umieścił w konkursie o tytule "Koszalinianie" lub "Poznaniacy" to czułbym się osobiście urażony
Zdania nie zmieniam.
PS.
Lat temu wiele po Kościeliskiej w okolicach starego kościółka często można było spotkać mocno starszą już kobietę, najczęściej pod pobliską restauracją (ale nie Wnuk, był wtedy zabity deskami). Potrafiła podejść i poprosić aby jej postawić kieliszek wódki. Ale trzeba było wypić razem z nią, sam widziałem, że jak ktoś jej kiedyś postawił, zapłacił i wyszedł to wylała zawartość do zlewu. Parę razy jej postawiłem, bardzo dobrze się z nią rozmawiało, zaryzykuje powiedzieć, że zachowywała się jak dama a wręcz można było mieć wrażenie, że powinienem być usatysfakcjonowany, że mogę z nią wypić. Później znajomi mi powiedzieli, że pochodziła ze znakomitej rodziny góralskiej ale się po niej życie w czasie wojny "przejechało", nie chcieli zdradzić nazwiska.
Gdybym kogoś poprosił aby zrobił zdjęcie jak z nią piję tą wódkę i potem bym je umieścił na wystawie czy w inny sposób publicznie to czułbym się potem nietęgo...
Jestem gorszego sortu...