Tatry Zachodnie 17-20.01.2008

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Tatry Zachodnie 17-20.01.2008

Post autor: horolezec »

Nasz wyjazd w założeniach miał być efektownym rozpoczęciem sezonu zimowego. Plany wydawały sie do zrealizowania, choć zdawaliśmy sobie sprawę, iż być może ze względu na prognozy, które były nam przed wyjazdem znane trzeba będzie z czegoś zrezygnować na miejscu. Nigdy bym się jednak nie spodziewał, iż nastąpi porażka z gatunku totalnych.

Nie zdziwię się, jeżeli podniosą się na forum głosy oceniające nasze zachowanie w innych kategoriach niż porażkowe. Zdania są bowiem podzielone nawet między nami. Ja osobiście podczas trwającej kilkanaście godzin podróży powrotnej dręczyłem się myślami o klęsce, jaką poniosłem na górze, walczyłem ze swoimi wielkimi ambicjami, natomiast Dorota była z nas bardzo zadowolona, przebąkiwała coś o sukcesie i najlepszej decyzji, jaką mogliśmy podjąć....

No ale zacznijmy od początku. W środę po pracy szybko się pakujemy (jak zwykle zapominając wielu istotnych drobiazgów) i lecimy na pociąg. Zaczęły się ferie, więc mamy stosunkowo szybkie połączenie bezpośrednie. Zakopane wita nas .....deszczem i brakiem śniegu. Różne już warunki zimowe widziałem w tym mieście po przyjeździe, ale tak brudno, szaro i mokro to tam jeszcze nie było. Jakie warunki taka i frekwencja, więc w okolicach dworca zupełne pustki. Szybko łapiemy busa i mkniemy do Kościeliskiej. W dolinie zero ludzi i piękna lodowa polewa na całej szerokości tego popularnego traktu. Przez moment myślimy nawet o założeniu raków, ale kiedy z lasu wyszedł człowiek w nie obuty i podążył przed nami, uznaliśmy, że nie będziemy się ośmieszać:) Decyzja była słuszna, gdyż co chwile zdarzały się odcinki wytopione do kamieni, tudzież lodowo-błotna breja. Szkoda mi było naszych butów, a co dopiero raków:)

Trochę nam zeszła ta walka na kościeliskim lodowisku, więc nie było sensu wybierać się na jakąś wielogodzinną trasę. Na taką ewentualność byliśmy (przynajmniej teoretycznie) przygotowani. Z myślą o dniu następnym, kiedy to miało nastąpić historyczne przejście postanowiliśmy zrobić rekonesans i przetrzeć szlak, którym mieliśmy następnego dnia schodzić. Wybraliśmy się zatem na Tomanową Przełęcz. Szlak do Wyżniej Tomanowej Polany przetarty stosunkowo dobrze. W nocy spadło trochę świeżego śniegu, ale nie sprawił on nam jakichś wielkich trudności. Im bliżej było rozstaju szlaków tym pogoda była gorsza. Wiatr nie wiał może z porażającą siłą, ale skutecznie utrudniał poruszanie. Na rozstaju skończyły nam się ślady i jak na złość pogorszyła się widoczność. Mieliśmy więc mgłę, wiatr i coś co określiłbym jako śniego-grad. Niby znam tą drogę z lata, ale w tej mgle zupełnie się pogubiłem i wszedłem w zły żleb. Niestety dla nas zbyt późno się zorientowałem o błędzie, byliśmy zbyt wysoko by zrobić korektę i wrócić przed zmrokiem. Wzmagał się wiatr, a my zapadaliśmy się po pas. Nie pozostało nic innego jak odwrót. W drodze powrotnej ćwiczymy hamowanie czekanem przy mniej lub bardziej planowanych zjazdach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fatalne warunki w żlebie i nieprzetarcie szlaku na Tomanową postawiły pod dużym znakiem zapytania trasę dnia następnego. Plan był taki – o 4 rano wychodzimy ze schroniska, idziemy przez Ornak, Błyszcz, Kamienistą, Smreczyński, Tomanowy i wracamy Tomanową Przeł. Od znajomego, który pokonał tą trasę samotnie w warunkach zimowych otrzymaliśmy liczne wskazówki co do wariantów, możliwych trawersów i listę miejsc, w których należy iść wyjątkowo czujnie. Dysponowaliśmy też orientacyjnym zestawieniem czasów potrzebnych na poszczególne odcinki. Zejście z przełęczy musiało się odbywać w zapadającym zmroku i dlatego tak istotna była świeża znajomość tej drogi. Z nielicznych osób nocujących tego dnia w schronisku nikt nie dotarł w tamte okolice i nie miał zbliżonych do nas planów. Zgodnie postanawiamy zatem, że nie można sie porywać na tą trasę, skoro w zejściu możemy się mocno zdziwić co do warunków. Z żalem, ale jednak rezygnujemy (kolejny raz!!!) choćby z Kamienistej, na którą tak chciałem wejść tej zimy i ograniczamy plan do osiągnięcia przez Ornak i Liliowy Karb Bystrej. Wieczorem poznajemy Jacka z Gdyni (świat jest mały!), który chodził do tej pory sam. Ochoczo się do nas przyłącza.

Wstajemy zgodnie z planem i o 4 już jesteśmy w drodze na Iwaniacką Przęł. Ten odcinek mija nam szybko, bo śniegu jest bardzo mało. Jacek był poprzedniego dnia na Ornaku, twierdzi, że szlak przetarty. Niepokoi nas dający się już w lesie we znaki wiatr, który niestety się wzmaga. Zaczynamy podejście na Ornak, wieje dość mocno, ale nie to jest najgorsze. To co wczoraj wydawało się Jackowi przetarte, dzisiaj zwyczajnie nie istnieje – wszystko zawiane, pozostały jedynie jakieś kontury ścieżki. Trzymamy się jej, zmieniając się z Jackiem przy torowaniu. Jeszcze przed osiągnięciem grani czuje się zupełnie wypluty. To brnięcie w świeżym śniegu po kolana, to plątanie się nogi w skrytą głęboko w śniegu kosówkę, do tego silny wiatr – to wszystko sprawia, że idziemy już 1h dłużej niż podają znaki.
W końcu osiągamy grań i dopiero wtedy się zaczęło. Wychodzę pierwszy, uderza mnie niesamowita fala powietrza, na którą zupełnie nie byłem przygotowany (no nie w takiej sile!). Klnę coś tam pod nosem, co widać jeszcze bardziej rozzłościło towarzysza Halnego, bo siła podmuchu wzrosła i nie dałem rady utrzymać się w pozycji stojącej. Zapierałem się kijkami, odwróciłem plecami, ale na nic się to zdało – pierwszy raz w życiu wiatr powala mnie jak kłodę na ziemię i znosi w głęboki śnieg poniżej grani. Dorota i Jacek przerażeni stoją w bezruchu i jak widać nie palą się do wychodzenia wyżej. Wygrzebuję się z zaspy i zaczynam się śmiać. Bo czy nie śmiesznie wyglądają teraz nasze schroniskowe plany? Jak długa jest grań Ornaku każdy wie. Skoro leże zaraz po wyjściu na grań to co będzie dalej. Najbardziej obawiałem się końcowego odcinka – Siwych Turni. Co roku tworzą się tam spore nawisy, a grań mocno się zwęża. Przejście tego odcinka wymaga czujności w normalnych warunkach, a teraz? No cóż...

Ostatecznie postanowiliśmy iść dalej tak daleko jak się da. Przekonała nas głównie bardzo wczesna pora. Gdybyśmy zawrócili, bylibyśmy w schronisku o 10, a perspektywa siedzenia w bufecie z tłumem spacerowiczów jakoś nie bardzo nam odpowiadała. Zaczęliśmy więc walkę. Piździło okropnie, po twarzy waliły nam drobinki niesionego przez wichurę pyłu śniegowego. Co chwilę zatrzymujemy się, odwracamy tyłem i zapierając się kijkami „odpoczywamy”. Widoczność się pogarsza. Kto był gdzieś wysoko w górach zimą, gdy wokół jest totalne mleko ten wie, że orientacja nawet w najłatwiejszym terenie staje się bardzo utrudniona. Na grani jest to o tyle niebezpieczne, że bardzo łatwo wejść na nawis. Ledwo wlekąc nogami docieramy na Siwą Przełęcz ok. 11. To przecież 7 h od wyjścia ze schronu – rekord świata!! Jestem zły, bardzo bliski rezygnacji. Gdzie tu Bystra?! Dorota chce wracać, widzę jak bardzo jest zmęczona, że ma dość tej mordęgi. Głupio mi z tego powodu. Doskonale wiem, że ona tu jeszcze jest tylko ze względu na mnie. Wiem, że sama już dawno by zawróciła. Jest ze mną zimą już któryś raz z rzędu, ale nigdy nie mieliśmy takiej pogody. W pamięci miała zapewne ubiegłoroczny wyjazd w lutym na Starorobociański, piękną słoneczną pogodę... Pytam jak sie czuje...Mówi, że jest jej ciepło, że jest sucha, że jeszcze ma troche sił. Dzielna jest ta moja mała Dorotka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jacek proponuje, żeby spróbować chociaż dojść do głównej grani. Bierzemy zatem dziaby i ruszamy przez Siwe Turnie. Widoczność fatalna, ale wiem, że nawisy są tu po mojej prawej, więc zakładam ślad idąc dużo poniżej grani. Na przemian głęboki śnieg, trawy, lód...Odcinek zajmujący latem 20 minut, forsujemy w 1 h. Fakt osiągnięcia głównej grani wywodzimy ze słupka granicznego. Ja już wiem, że dalej nie pójdziemy. Jacek namawia, żebyśmy odpoczęli dłuższą chwilę i jednak spróbowali. Nie był nigdy na Bystrej. Tłumaczę mu, że to jeszcze kawał, że grań jest od północy podcięta, a podejście przez Błyszcz wypluje nas tak, że nie damy rady zejść. Mimo tych wszystkich racjonalnych argumentów przeciwko dalszej drodze przemawia do mnie jego zdanie – osiągnięcie najwyższego szczytu TZ w tych warunkach to będzie duży wyczyn. I już prawie ambicja wzięła by górę, gdyby nie Dorotka. Siedziała skryta w wykopanym dołku i wołała mnie. „Zobacz co się dzieje z naszymi śladami Łukasz”. No tak, o tym nikt z nas facetów nie pomyślał. Skoro widoczność jest na 5 m to jedyną bezpieczną drogą zejścia będą nasze ślady. Problem polegał na tym, że nawet te tuż poniżej nas w ciągu 10 minut niemal zupełnie znikły. Gdybyśmy poszli na Bystrą, ze śladów nie zostałoby zupełnie nic. To przekonało mnie, żeby natychmiast wracać. Schodziliśmy bardzo czujnie, wielokrotnie gubiąc ślad i chodząc w kółko celem jego odnalezienia. Po zejściu na Siwą Przełęcz widoczność trochę się poprawiła, więc dalsza droga nie była już tak stresująca. Oczywiście nadal piździło, ale rozmowy o szarlotce pozwalały nam na pokonywanie żywiołu w całkiem dobrych humorach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na Iwaniacką dostajemy się z końca grani dupozjazdami w 15 minut. Po drodze spotykamy kilka osób, które wycofały się już z podejścia na Ornak To już koniec emocji na dziś. Czy odnieśliśmy sukces? Dorota twierdzi, że tak.

Jacek następnego dnia opuszcza schronisko i schodzi do Zakopca. My wstajemy ok. 6 i zbieramy się celem powtórnego atakowania Tomanowej Przełęczy. Wychodzimy ze schroniska, a tu leje. Nie tam żaden śnieg, czy nawet śnieg z deszczem tylko zwyczajne deszczyk, który po 15 minutach marszu przechodzi w ulewę. Mając w pamięci pierwszy dzień, szybko dajemy sobie spokój. Mówi się trudno. Na szczęście jesteśmy w Kościeliskiej, a tu atrakcji nie brakuje, tym bardziej, że Dorotka nie była ani w jaskiniach, ani w Wąwozie Kraków. Ten drugi przechodzimy aż do końca, czego akurat nie polecam. Wąwóz za słynną barierką nie jest bardziej urokliwy, za to faktycznie niebezpieczny – spadają kamienie i lawiny. Posiedzieliśmy sobie później w jaskiniach (zupełnie sami!) i dość mocno przemoczeni wróciliśmy do schroniska. Na noc zlazło trochę więcej osób i wszyscy bez wyjątku potwierdzili nasze przypuszczenia co do warunków panujących wyżej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Niedziela to czas powrotu. Po drodze odwiedzamy jeszcze na prośbę Doroty cmentarz na Pęksowym Brzysku – bardzo klimatyczne miejsce.

Podsumowując wyjazd muszę stwierdzić, że tak fatalnych warunków jeszcze w Tatrach nie miałem. Pozostaje mieć nadzieje, że kolejne spotkanie, tym razem z doliną Mięguszowiecką w lutym wypadnie zdecydowanie lepiej.

Pozdrawiam!

Łukasz
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

horolezec pisze:Dorota była z nas bardzo zadowolona, przebąkiwała coś o sukcesie i najlepszej decyzji, jaką mogliśmy podjąć....
expedition succesful - all members alive. W tych warunkach Dorota chyba miała rację.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Bardzo fajna relacja. :) . Świetnie się ogląda takie zdjęcia w cieplutkim mieszkaniu. Podziwiam was, że w tak trudnych warunkach, zdecydowaliście się na tą wyprawę...
Bardzo dobrze, że posłuchałeś swojej dzielnej i mądrej Dorotki (uściski dla niej). Często kobieta jest tym głosem rozsądku, który pozwala otworzyć szerzej oczy zasłonięte przez męską ambicję. Czasem trzeba ją schować na potem...Niepotrzebnie się dręczyłeś myślami o klęsce. Dorotka miała rację - odwrót był sukcesem. Życie jest ważniejsze.
Szkoda, że pogoda Wam nie dopisała, życzę Wam wspaniałej na następny wyjazd.
Zdjęcie Giewontu - niesamowite !
Pozdrawiam serdecznie. Ala :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Dobrze się czyta Twoją relację. Nawiązując do Twojego wyjazdu, nie masz powodu, aby myśleć o tym w kategorii porażki - to po prostu pogoda była taka a nie inna i do niej trzeba było dostosować swoje plany i ambicje. Wiadomo, że można patrzeć na to z różnych perspektyw, ale czy nie uważasz, że wejście na Bystrą w takich warunkach byłoby bardziej "sztuką dla sztuki" niż czymś naprawdę sensownym? Jedynie "zaliczeniem" szczytu, bo na widoki były marne szanse?
PS. Jak wyglądało dojście do jaskiń? W miarę bezpiecznie można tam dotrzeć w zimie?
Awatar użytkownika
Kert

-#6
Posty: 1899
Rejestracja: ndz 24 paź, 2004
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Kert »

Podobno droga bywa ważniejsza od celu,
podobno kobiety szybciej dochodzą do takiego wniosku,
podobno,
ps.pogoda faktycznie zwalała z nóg w te dni ;)
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

Kercie - zapodasz jakieś obrazki czy trzeba Cię bedzie namawiać? :)
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Zakochani w Tatrach pisze:Bardzo fajna relacja.
Rafał pisze:Dobrze się czyta Twoją relację
Dziękuję Wam. Już myślałem, że nikt tu nie zajrzy.
Zakochani w Tatrach pisze:Bardzo dobrze, że posłuchałeś swojej dzielnej i mądrej Dorotki (uściski dla niej). Często kobieta jest tym głosem rozsądku, który pozwala otworzyć szerzej oczy zasłonięte przez męską ambicję.
Kert pisze:Podobno droga bywa ważniejsza od celu,
podobno kobiety szybciej dochodzą do takiego wniosku,
No nie pierwszy raz Dorota jest na naszych wyjazdach takim źródłem rozsądku i impulsem do wycofów :) W tym wypadku akurat rzeczywiście decyzja była słuszna, a dotarcie prawie na 2000 m było sukcesem w tych warunkach. Czasem jednak ten kobiecy rozsądek jest strasznie irytujący - gdyby tak się go trzymać kurczowo to nigdzie by człowiek nie wszedł w tych górach ;)
Rafał pisze:le czy nie uważasz, że wejście na Bystrą w takich warunkach byłoby bardziej "sztuką dla sztuki" niż czymś naprawdę sensownym?
Coś w ten deseń. Natomiast muszę Ci powiedzieć, że ja osobiście również z takiej sztuki dla sztuki czerpię przyjemność. Jednak i to ma swoje granice. Tak było właśnie na tym wyjeździe - chciało mi się krzyknąć - mam k..wa dość tych gór! :?
Rafał pisze:Jak wyglądało dojście do jaskiń? W miarę bezpiecznie można tam dotrzeć w zimie?
Wiesz, nie czuję się zupełnie kompetenty do udzielania takiej informacji. Jak sam widzisz na zdjęciach podczas naszego pobytu nie było tam ani grama śniegu, a to się w styczniu raczej zdarza chyba rzadko :) Moja mina w jaskiniach mówi wszystko o moim nastroju, ale jedna rzecz mi się podobała - pustki ;)
Aha - jeszcze Wąwóz Kraków - fajnie się "rozłazi" po koniec na Kamienne Tomanowe (duża przestrzeń) i słynny Żleb Trzynastu Progów :)
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

horolezec pisze:Czasem jednak ten kobiecy rozsądek jest strasznie irytujący - gdyby tak się go trzymać kurczowo to nigdzie by człowiek nie wszedł w tych górach
:)) - typowo męskie podejście do sprawy :)) .A Dorotkę uściskałeś ?
Ala :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Kert

-#6
Posty: 1899
Rejestracja: ndz 24 paź, 2004
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Kert »

Alan pisze:Kercie - zapodasz jakieś obrazki
zapodam, cierpliwości - jeszcze mi halny w uszach huczy i zawalony jestem codziennościa
a jedno juz widziałeś ;)
Zakochani w Tatrach pisze: :)) - typowo męskie podejście do sprawy :))
Ala- znaczy jestem kobietą?
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Kert pisze:Ala- znaczy jestem kobietą?
??????? :think:
horolezec pisze:Czasem jednak ten kobiecy rozsądek jest strasznie irytujący - gdyby tak się go trzymać kurczowo to nigdzie by człowiek nie wszedł w tych górach
Kert pisze:Zakochani w Tatrach napisał(a):
- typowo męskie podejście do sprawy

Dlatego tak napisałam, że dość często to, co napisał horolezec - prawie te same słowa - słyszę od mojego męża :)) . Może nie zawsze, ale jednak w większości przypadków, okazywało się, że miałam rację w pewnych sytuacjach i ten kobiecy rozsądek czasem się przydaje - choć jest irytujący.
Pozdrawiam i też czekam na relację. Ala :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

horolezec pisze:Aha - jeszcze Wąwóz Kraków - fajnie się "rozłazi" po koniec na Kamienne Tomanowe (duża przestrzeń) i słynny Żleb Trzynastu Progów
A w wąwozie progi były zasypane czy też sprawiały jakieś problemy? Bo słyszałem, że normalnie są niektóre z nich dość problematyczne do przejścia (dla zwykłego człowieka).
Awatar użytkownika
horolezec

-#6
Posty: 1608
Rejestracja: wt 06 gru, 2005
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: horolezec »

Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

horolezec pisze:Już myślałem, że nikt tu nie zajrzy.
Zaglądają, zaglądają. ;)

Pogoda Was nie rozpieszczała - bywa i tak. Dobrze, że miałeś ze sobą kobietę. Bardzo dobrze.
W zasadzie, to nie rozumiem jaki jest sens iść wyżej/zdobywać szczyt za wszelką cenę, jeśli nie ma pogody, a już w ogóle w przypadku zagrożenia życia.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Agaar pisze:W zasadzie, to nie rozumiem jaki jest sens iść wyżej/zdobywać szczyt za wszelką cenę, jeśli nie ma pogody, a już w ogóle w przypadku zagrożenia życia.
W sumie Agaar - każdy chyba ma w sobie to, że lubi wyzwania. I np wejście nawet na łatwy szczyt w trudnych warunkach kręci - inna sprawa, w którym miejscu postawić nieprzekraczalną granicę. Ostatnio jak czytałem Wołanie w Górach spodobało mi się min takie zdanie. Jagiełło pisze, że pewien człowiek powiedział mu o rozwadze w górach ( czy coś w ten deseń) - i konkluzja i może dlatego żyję i piszę a te słowa a może dlatego nie osiągnąłem w górach nic wielkiego. Ja sądzę, że czasami warto przełamać granice i ruszyć dalej - to pcha ludzkość do przodu ( nie chodzi mi tylko o góry, żeby była jasność)
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem

http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

warto przełamać granice i ruszyć dalej - to pcha ludzkość do przodu ( nie chodzi mi tylko o góry, żeby była jasność)
No podoba mi sie twoje podejście :)
Ps: ee no Horolezec nie było tak żle,z babą żle, bez baby gorzej :D
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
tomek.l

-#6
Posty: 2968
Rejestracja: pt 14 sty, 2005
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: tomek.l »

Ale mimo wszystko prospołeczne
Wszedł, ale nie poleca :D
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

gb pisze:Nawoływanie i propagowanie zachowań - niezgodnych - z zasadami
Przecież horolezec wyraźnie napisał, że nie poleca. Gdzie więc jest tu propagowanie czy tym bardziej nawoływanie?
gb pisze:Stwierdzenie "przechodzimy aż do końca" - wydaje mi się mocno naciągnięte.
A przyczytałeś dokładnie to zdanie?:
horolezec pisze:Aha - jeszcze Wąwóz Kraków - fajnie się "rozłazi" po koniec na Kamienne Tomanowe (duża przestrzeń) i słynny Żleb Trzynastu Progów
To chyba wyjaśnia sprawę, a "urokliwość" to sprawa względna - jednym się podoba, innym mniej.
Awatar użytkownika
Smolik

-#6
Posty: 1619
Rejestracja: pn 30 lip, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: Smolik »

Dali byście gościowi spokój,był zobaczył,połaził,dał fajną relację z fotami,zima mu lekko w d.. dała :D .
Lepsze takie spędzanie czasu niż z nogami w miednicy przy "tańcu z lodami" czy cóś.Na "trzynaście progów" swego czasu i instruktorzy z kursantami łazili(nie zimą).
Nie był gościu pierwszy raz w zimie,a wy go tu straszycie Wąwozem Kraków.Niedługo wycieczka w zimie do Kir będzie śmiertelnym zagrożeniem....litości :x .
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Awatar użytkownika
Rafał

-#6
Posty: 1111
Rejestracja: pt 05 maja, 2006
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Rafał »

Absolutnie nie zaczepiam ani Ciebie, ani nikogo innego. Myślę, że horolezec napisze kilka słów na temat kiedy się pojawi i wtedy się wyjaśni dokąd dotarli. Natomiast co do rzekomego "zachęcania" - przecież on napisał coś wręcz przeciwnego - że nie poleca! Więc albo niedokładnie przeczytałeś albo ta alergia jest u Ciebie bardzo mocno rozwinięta. Tak czy siak szkoda czasu na takie kłótnie, a przede wszystkim szkoda tej relacji - niewiele osób na forum takowe zamieszcza.
PS. Wtrąciłem się tylko dlatego, że z kolei ja mam alergię na sytuację, gdy ktoś jest ganiony za to co napisał w swojej relacji - z rozmaitych, często błahych przyczyn. Po dłuższym czasie swojego pobytu na forum, bałbym się obecnie zamieścić tu całkowicie szczerą relację z części swoich wyjazdów.
Awatar użytkownika
Agaar

-#8
Posty: 5593
Rejestracja: ndz 07 sie, 2005
Lokalizacja: wielkopolska
Kontakt:

Post autor: Agaar »

Rafał pisze:Po dłuższym czasie swojego pobytu na forum, bałbym się obecnie zamieścić tu całkowicie szczerą relację z części swoich wyjazdów.
Eee tam. Czego się bać?
Większość ludzi zrozumie. Bywają i tacy, którzy zawsze się przyczepią. Jednak chyba nie chodzi o to, żeby wszystko wychwalać, prawda?

Jestem tutaj dość długo i nie bałabym się zamieścić szczerej relacji. W razie ataków zawsze można oddać. ;)
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
ODPOWIEDZ