

W drodze powrotnej widzieliśmy wspinaczkę po lodospadzie na Holicy. Słychać było tylko chrzęst wbijanego w lód sprzętu i ta postać na lodzie... ciekawy widok, popatrzyliśmy dłuższą chwilę.

Po drodze - tam i spowrotem nie spotkaliśmy nikogo.
Na drugi dzień - pogoda, o jakiej marzyłam. Jedziemy na Siwą Polanę i spróbujemy wejść na Grzesia. Ludzie !!!! - puste Tatry. Na parkingu jeden samochód, nasz drugi. Przez całą Chochołowską - nikogo. W schronisku 3 osoby. Na szlaku w obie strony na Grzesia - nikogo



Tak, jak w ub. roku - drugi stopień lawinowy. Szlak przez las aż do Przełęczy Bobrowieckiej - dość dobrze przetarty, potem już tylko pojedyncze ślady na śniegu. Na dodatek - w górach wiało - widać było białe tumany wzbijające się z grani w powietrze. Na przełęczy też były porywy dość mocne i nawet chwilę zastanawialiśmy się, czy iść dalej. Zadecydowaliśmy jednak, że idziemy, najwyżej się wrócimy, jak będzie żle. Nie było najgorzej, w niższych partiach nawiany śnieg, trochę się wpadało. Wyżej już lepiej, śnieg ubity i było dobrze. A widoki... przy tej pogodzie...










Cieszyliśmy oczy niezbyt długo, bo po kilku minutach zaczęło mocno wiać i zacinać ostrymi drobinami. Nie były to porywy, tylko zawiejucha. Trzeba było schodzić, żeby przypadkiem nie sfrunąć

Jeszcze tylko na chwilkę do schroniska trochę zjeść i odpocząć i powrót na Siwą Polanę do autka. Na Polanie Chochołowskiej niespodzianka - zaspy i to wcale niemałe. Tu też wiało. Do samochodu dotarliśmy około 17.30, przy czołówkach. Wycieczka była piękna, choć czułam ją trochę w nogach.Widocznie za duża przerwa w łażeniu po górach
W czwartek znów pogoda wspaniała. Mieliśmy iść do Gąsienicowej, ale w Kużnicach podkusiło nas, by zobaczyć jak tam nowa kolejka na Kasprowy. No i niespodzianka
Na Kasprowym też troszkę wiało, ale tam to norma. Ludzi, jak zwykle sporo - ale nie tłumy, prawie sami Litwini i Ukraińcy zjechali na narty. Widoki.....Dolina Cicha w pierzynce z chmur......przecudnie !!!!







Poszliśmy na Beskid, skąd pięknie widać Świnicę i inne szczyty Doliny Gąsienicowej i nie tylko. Przejrzyste powietrze i układ chmur tworzyły prawdziwe widowisko



Zejście z Przełęczy Suchej - początkowo dość strome, potem łagodnieje. Nie było wydeptanego szlaku, trzeba było iść w śniegu, co w sumie było lepsze, niż wyślizgana ścieżka. Tylko stuptuty były konieczne. Tu też nie było tłoczno - schodziliśmy sami




W Murowańcu odpoczynek przy piwku i nikogo, jak wychodziliśmy to przyszedł jeden młody turysta. Wracaliśmy przez Boczań - że szlak pusty - to już nie muszę pisać...i zjawiskowe widowisko pt. zachód słońca nad Giewontem. Byłam zachwycona - tego mi brakowało, za tym tęskniłam całe długie trzy miesiące...Robiłam zdjęcia, filmiki, odwracałam się co chwila i szłam tyłem, bo dosłownie z każdym krokiem zmieniały się kolory na niebie i na tym tle góry prezentowały się wyjątkowo pięknie. Zdjęcia coś tam pokazują, coś tam......





Widowisko, jakiego żadne zdjęcie nie odda. Mój Anioł Stróż Górski i tym razem nie zawiódł...
W końcu zrobiło się ciemno i ze Skupniów Upłazu przez las szliśmy przy czołówkach, powoli, bo było dość ślisko, zwłaszcza ostatni odcinek przy wyjściu do Kużnic. Nie spotkaliśmy ani żywego ducha do samego Zakopanego. Dotarliśmy na kwaterę około 18 godz, ale wycieczka była SUPER. Ala


















