
...chałupy rozrzucone na wzgórzach...
fot. Alan

...białe połacie pól w słońcu skrzą się i mienią, jakby usiane diamentami...
fot. Ola
W dobrych nastrojach docieramy na Wdżary Niżne. I niestety to tyle na co nas stać. Dowodzący Główny Fotograf (DGF) zarządza odwrót ze względu na późną już porę, ale także na niepokojącą pogodę. Robi się coraz zimniej i wiatr stale się wzmaga. Urozmaicamy sobie nieco powrót i schodzimy szlakiem zielonym do jego początku, czyli do Barcic. W końcówce zdajemy się na świetną orientacje w terenie naszego DGF. Wchodzimy na odkryty grzbiet i przez moment zmuszeni jesteśmy walczyć z porywajacą wichurą. W takich warunkach trudno jest podziwiać okoliczne krajobrazy. Umyka nam widok na Makowicę. Postanawiamy nie wracać drogą, bo to nudne, ale niejako na przełaj przez pagór, bodajże o nazwie Grabowce(460m). Do domu docieramy już po ciemku. Nie wchodzimy jednak do środka, tylko udajemy się do stajni. Zapoznajemy się z końmi. Każdy z nich jest innej maści i wzrostu. Naszym ulubieńcem staje się Dragon, bo jest najbardziej pogodny, daje się głaskać i drapać za uchem. To taki pstrokaty, niewysoki konik o łagodnym spojrzeniu. Ale niezły z niego spryciarz. W boksach przy klaczach ma swojej roboty dwa źrebięta. I to przy jakich wysokich, w porównaniu do Dragona klaczach. Ponoć stało się to tak, że klacze niczego nie podejrzewając polegiwały na padokach wygrzewając się w słońcu. Dragon przeskoczył płot i wykorzystał sposobność. Klacze grubły i grubły aż wszystko się wydało.
Wieczór mija nam przy gorącej kolacji i grzańcu na wspominkach i na oglądaniu zrobionych zdjęć. Ola i Alan mają jeszcze siłę późną porą pokonywać płoty i wzniesienia na pobliską górkę by studiować mapę nieba. Ja sobie tę atrakcję odpuszczam. W niedzielę chcemy iść na Wielkiego Rogacza. Mam nadzieję, że tym razem uda nam się odpowiednio wcześnie wstać. Bardzo chciałabym dotrzeć też na Radziejową, wszak jestem kolekcjonerką klejnotów Korony Gór Polski, i Radziejowej do kolekcji mi brakuje.
Niedziela okazała się być dniem słonecznym i już bezwietrznym. Wsiadamy do samochodu i jedziemy do Piwnicznej. Żeby nie tracić czasu zatrzymujemy się na parkingu nieopodal wyciągu. Dalej w górę powszechnie znanym, głównym szlakiem beskidzkim (oznakowanym czerwono) przez Obidzę i Przełęcz Gromadzką do szlaku niebieskiego prowadzącego na Rogacze. Tą drogą wiosną zeszłego roku schodziłam z Wielkiego Rogacza. Większość ludzi chodzących po górach wie jak bardzo malownicza i bogata widokowo jest ta trasa. To istny taras wychodzący na różnorodne pasma gór, od Tatr Wysokich począwszy.

...od Tatr Wysokich począwszy...
fot. Alan
Niestety stacja narciarska w Suchej Dolinie z całą swoją infrastrukturą i muzyką obcojęzycznych szlagierów przez moment burzy nastrojowość tego zakątka przyrody. A jeszcze bardziej podjeżdżające z warkotem na Obidzę śnieżne skutery, na których jakże ochoczo "popisują" się przed swoimi latoroślami tatusiowie. "Popisują się" brawurowymi pląsami tratując przy okazji malutkie świerki. W drodze powrotnej jakże przykro było patrzeć na efekt tej "zabawy" Przytłaczające wrażenie potęgowała cisza na tym opuszczonym już nierównym "polu walki". Jak wyrzut sumienia jawiły się pozostawione głębokie ślady skuterów, ktore zadały śmiertelne ciosy drzewkom. Co za barbarzyństwo!

...przykro było patrzeć na efekt tej "zabawy"...
fot. Izabela
Jak już wspomniałam, trudno przy w miare dobrej pogodzie, nie zatrzymać się, by choć chwilę nie pokontemplować widoków, nie mówiąc już o foceniu. Uwieczniane zostawały, już od Obidzy, Tatry Wysokie, i jakże pięknie widoczne Trzy Korony w Pieninach. A nawet Kralova Hola w Tatrach Niżnich. Babia Góra jawiła się z wierzchołkiem jakby cukrem posypanym. Już od momentu przejścia na szlak niebieski powrócił kameralny nastrój i turystów po drodze spotykalismy niewielu. Wielkigo Rogacza (1182m n.p.m.), pomimo częstych postojów osiągnęliśmy o przyzwoitej porze, więc śmiało ruszyliśmy na Radziejową.

...trudno nie zatrzymać się, by choć chwilę nie pokontemplować widoków...
fot. Ola

...Tatry Wysokie...
fot. Alan

...nawet Kralova Hola w Tatrach Niżnich...
fot. Alan
Radziejowa(1262m n.p.m.) to najwyższy wierzchołek pasma Beskidu Sądeckiego. To bardzo atrakcyjny szczyt nie tylko poprzez to, że wybitny dla swego pasma, ale dlatego,że wejście na Radziejową wiąże się z możliwością posmakowania panoramy dookolnej na Tatry i Gorce, Beskid Niski, Pieniny,Pasmo Jaworzyny. Od niedawna( 2006r.) udostępniono na niej turystom wysoką wieżę widokową.
Zachód słońca zastał nas już powracających grzbietem Wielkiego Rogacza. To dopiero było spektrum. Najpierw się wybłękiciło, a niższe pasma gór wydały się zatopione jakby w chmurzastym morzu Tetydy. Szczególnie jeden moment dostarczył nam emocji. Nie potrafię opisać tego co działo się na horyzoncie. To istne science fiction. Niepokojaco piękny spektakl gry światła i chmur tuż nad najwyższymi szczytami Tatr. DGF zrobił niesamowite zdjęcie.

...istne science fiction...
fot. Alan

...Pieniny...
fot. Alan
Trasę od Obidzy do parkingu pokonaliśmy już w ciemności. Wieczór, dobrym już zwyczajem spędzamy na posiadzie. Gospodarz gorąco zachęcał nas do przyjazdu wiosną lub latem, byśmy wzięli udział w konnym rajdzie na Prehybę. Propozycja została przyjęta z entuzjazmem. Byc może odrobinę zbyt wielkim entuzjazmem, bo nazajutrz efektem była późna gotowość wyjścia na szlak. W sylwestrowy poniedziałek jak bumerang wróciła chęć zdobycia jesli nie Prehyby, to choćby Wietrznych Dziur. Postanowiliśmy ruszyć szlakiem z Rytra. Dzień okazał się pochmurny, a w powietrzu wisiał opad śniegu. Podjechaliśmy najbliżej jak tylko się dało. A dało się na ostatni parking tuż przed zakazem kołowego ruchu. Szlakiem niebieskim weszliśmy na leśną drogę do Doliny Wielkiej Roztoki. To ta sama dolina, z której pochodzi słynny Rogaś Marii Kownackiej, wcale nie fikcyjny jak się okazuje. Zaczyna padać śnieg. Mijamy, po prawej stronie kapliczkę i pniemy się stromo w górę. Kilka razy przechodzimy zamrożony potok. Światło bardzo rozproszone, gdzieś zanikły wszelkie barwy. Jest spokojnie i cicho. Poddaję się urokowi chwili.Patrzę na bezlistne gałęzie drzew opatulone przez śnieg jak wyszukaną mufką. Prawdziwy majstersztyk. Patrzę na gałęzie z zeschłymi liśćmi na których krople wody naśladowczo zamieniły się w lodowy liść. Prawdziwe dzieło sztuki.Widzę jak pojedyńcze płatki śniegu mozolnie zabudowują przestrzeń, podziwiam budulec wysublimowany w kształcie. Szczerze mówiąc wokół mnie jest tak dziewiczo, że mam opory burzyć swoim przemieszczaniem się tę nieskaziltelność.

...mijamy, po prawej stronie kapliczkę i pniemy się stromo w górę...
fot. Izabela

...patrzę na gałęzie z zeschłymi liśćmi...
fot. Izabela

...podziwiam budulec wysublimowany w kształcie...
fot. Izabela
Docieramy na grzbiet Wdżarów. W to samo miejsce do którego doszliśmy pierwszego dnia. Nie mamy najlepszego czasu, jednak postanawiamy iść dalej. Podchodzimy stale w górę. Po drodze mijamy polanki śródleśne. Dochodzimy do Wdżarów Wyżnych. Tu na jednym z drzew dostrzegamy tabliczkę. To miejsce śmierci przewodniczki beskidzkiej, która zginęła tu w 1991r. tragicznie wraz z 2,5 letnim synkiem. Zastanawiamy się co było powodem? Domyślamy się,że na skutek porażenia piorunem. Później nasz domysł potwierdza informacja na ten temat w przewodniku. Aura nie zachęca do dalszego marszu. Wszystko wokół pogrąża się we mgle. Idziemy jeszcze kawałek stromo lasem pod górę. DGF po namyśle zarządza jednak odwrót. No cóż, schodzimy. Na otarcie łez mała lekcja instruktażu i próba zejścia w rakach. Idzie całkiem niezle. Już o zmroku docieramy na parking i wracamy do naszej Wsi w Dolinie. Szykujemy sobie kolację. Potrawy gotują się na prawdziwym piecu. Fajnie jest. Po kolacji pokój ustrajamy w palące się świece. Okno na obrzeżach pięknie wyrzeźbił nam mróz. Komin od kominka daje nam ciepło. Pachnie pomarańczą. Siedzimy sobie, sącząc małe co nieco i lecą wspominki o wspólnych wyprawach, których już się nazbierało, snują się przyszłe plany wyjazdów w góry... Jest czarownie i coraz weselej, jak przystało na Nowy Rok.
Już po toastach i życzeniach staję w oknie i powraca to, co dane było mi przeżyć przez te kilka dni. W zimowych górach byłam pierwszy raz. I doświadczyłam w nich jakby trzech stanów: pierwszego, gdy wiał "halny" i gdy musiałam z niejakim trudem wbijać stopy w twardą skorupę śniegu by się utrzymać i posuwać do przodu, drugiego, gdy śnieg miejscami miał konsystencję sorbetu w wersji zmrożonej, i gdy musiałam starać się być uważną, i trzeciego gdy śnieg utworzył białą puszystość, i wtedy wkładałam zwiększony wysiłek by utorować sobie drogę. Góry zimą są wymagające. Jednak takie też mnie pociągają. Próbuję jakoś ogarnąć przeżyte wrażenia.
Przypomniało mi się, co wyraził o relacji człowieka i przyrody Blaise Pascal " Czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim".

Izabela

Alan, Ola
Pozdrawiam
Izabela








