Wiadoma sprawa. Ale niekiedy też nie da się inaczej.mefistofeles pisze:ja też. Ale czasem się nie da kręcić w miejscu. Poza tym to bardzo niszczy samochód.
Prawo jazdy
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Dlaczego nie? Moje myślenie nie było inne niż "Zdam, na pewno zdam za pierwszym razem,". I zdałam.mefistofeles pisze:oby nie
Koleżanka powtarzała, że pewnie nie zda, a ja jej cały czas "mów sobie, że zdasz". Tak mówiła, mówiła i zdała.
Po kursie za bardzo nie umie się jeździć, to fakt... ale to jakaś różnica czy się zda za pierwszym, trzecim czy dziesiątym razem? Może minimalna, a ile to kosztuje nerwów... ile pieniędzy.
Jeżdżę cały czas, a pogoda różna. Przymroziło trochę, a ja ponoć nie rozumiem co to znaczy jechać po takiej drodze. Nie rozumiem, przyznaję, bo niby skąd? Wiem tyle, że nie mogę hamować, ale to trudne.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
wiesz - to zależy od podejścia. Gdybym zdał za pierwszym razem wiedziałbym, ze było w tym więcej szczescia niż rozumu. Nadal uważam, że za tym trzecim razem też miałem sporo szczęścia. Ale jak ktoś dość butnie ogłasza publicznie, że zda za pierwszym razem to się trochę boję.Agaar pisze:Dlaczego nie? Moje myślenie nie było inne niż "Zdam, na pewno zdam za pierwszym razem,". I zdałam.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
A to jest też fakt. Najlepiej jeśli wszystko rozgrywa się w umyśle, a nie przed innymi.mefistofeles pisze:Ale jak ktoś dość butnie ogłasza publicznie, że zda za pierwszym razem to się trochę boję.
Z resztą oni takich pewniaków na samym początku oblewają - stąd tylu moich kolegów nie zdaje, którzy jeżdżą już po kilka lat i na pewno robią to o wiele lepiej niż ja.
Ech, ale ja to w ogóle nikomu nie powiedziałam o tym, że mam egzamin. Tylko wiedziała babcia i mama - bo były zaangażowane w dowiezienie mnie do Bdg.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Poślizg niekontrolowany to ułamki sekund w których młody-początkujący kierowca zwykle reaguje totalnym zdziwieniem i zerową próbą ratowania sytuacji lub też robi dokładnie to, co mu wpajano, że robić nie powinien. Pomijam tych, którzy reagują "instynktownie" dobrze, bo i tacy bywają. Dopiero lata jazdy i poślizgów właśnie uczą go właściwej reakcji na taką sytuację. Dużo też zależy od marki i możliwości samochodu.Agaar pisze: Wiem tyle, że nie mogę hamować, ale to trudne.
teoretycznie prawda, praktycznie zawsze przed wszelkimi egzaminami powtarzam sobie "kurcze, na pewno nie zdam" i ..zdaję za pierwszym razemAgaar pisze:Uważam, że pozytywne myślenie, to połowa sukcesu.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Domownicy stwierdzili, że kiedyś przy ślizgawicy wezmą mnie na jakiś duuuży plac żebym przekonała się, że gdy się wpadnie w poślizg, to nie idzie praktycznie nic zrobić.Iwona pisze:Poślizg niekontrolowany to ułamki sekund w których młody-początkujący kierowca zwykle reaguje totalnym zdziwieniem i zerową próbą ratowania sytuacji lub też robi dokładnie to, co mu wpajano, że robić nie powinien.
Tak? To ja mam zupełnie odwrotnie.Iwona pisze:zawsze przed wszelkimi egzaminami powtarzam sobie "kurcze, na pewno nie zdam" i ..zdaję za pierwszym razem Fuks, czy co?
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
bardzo dobry kierowca wychodzi z takich sytuacji, początkujący raczej nie. Poćwiczyć w bezpiecznym miejscu jak najbardziej warto, bo żadna teoria tego nie nauczy. Trzeba przejść kilka poślizgów, wyczuć o co biega i nabrać pewnych nawyków. Prawdziwa zima dla kierowcy to taka górska sytuacja lawinowaAgaar pisze:Domownicy stwierdzili, że kiedyś przy ślizgawicy wezmą mnie na jakiś duuuży plac żebym przekonała się, że gdy się wpadnie w poślizg, to nie idzie praktycznie nic zrobić.
Inna sprawa, że nie tylko na śniegu-lodzie czy mokrej jezdni można wpaść w poślizg. Równie zdradliwe są drogi wysypane z drobnych kamyków. Leci się na tym, że hej
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
ja mam odwortnie. Za piewszym razem oblałem zaraz po tym, gdy uwierzyłęm, ze moge to zdac. Za drugim podchodziłęm z myślami "musze zdać" - oblałem. Za trzecim (kiedy rzeczywiście musiałem to zdać, bo oblanie kosztowałoby mnie 500 mniej więcej) się wyluzowałem gdy zacząłem myśleć - "pierdolę, jak obleję to mam to w dupie i przenosze się do Torunia".Agaar pisze:Powtarzam sobie w duchu, że dam radę i jakoś idzie
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
O kurcze, tam jakieś zasady obowiązują?
Ja śmigam już. Znaczy to może za dużo powiedziane, ale już coraz lepiej mi się jeździ, z większym wyczuciem niż na początku.
Mam tylko jeden wielki problem... wyjazd z garażu. Jak się wjeżdża, to lepiej trochę przy końcu skręcić w prawo - żeby łatwiej się wychodziło (mamy dość wąski garaż na ten samochód). Przy wyjeździe nie wiem w którą stronę i jak dużo kręcić. Denerwuję się, że przytrę o ścianę. Jednak na pewno to jest do opanowania.
Mefisto, jeździsz?
Ja śmigam już. Znaczy to może za dużo powiedziane, ale już coraz lepiej mi się jeździ, z większym wyczuciem niż na początku.
Mam tylko jeden wielki problem... wyjazd z garażu. Jak się wjeżdża, to lepiej trochę przy końcu skręcić w prawo - żeby łatwiej się wychodziło (mamy dość wąski garaż na ten samochód). Przy wyjeździe nie wiem w którą stronę i jak dużo kręcić. Denerwuję się, że przytrę o ścianę. Jednak na pewno to jest do opanowania.
Mefisto, jeździsz?
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Gratuluję.Hannibal pisze:Zapomniałem się pochwalić, że i mi się udało (było to ponad miesiąc temu)
Tak. "Ruszam" samochód kilka razy w tygodniu. Tyle, że to krótkie trasy, które specjalnie sobie wymyślam żeby pojeździć. Typu na zakupy, do koleżanki itp. Czasem do szkoły podskoczę.Hannibal pisze:jak świeżo upieczeni kierowcy - jeździcie regularnie?
Najdłuższa trasa, to jednego dnia ponad 100km. Czułam się wyśmienicie "po" i cieszyłam się, że jazda mnie nie męczy. Tia... po ok. godzinie zaczęła mi lecieć sama głowa.
Chyba już się u mnie w domu przyzwyczaili. Nie stoją w oknie gdy wyjeżdżam, wracam itd.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
Zdarza się i celowa jazda poślizgami (mnie stosunkowo często zimą) w sytuacji ,gdy jest ślisko ,a manewry wyprzedzania trzeba wykonywać szybko ,czy też są ostre zakręty. Tak jest po prostu łatwiej i szybciej ,niż jak ta krowa tamując ruch patrzeć w panice ,by czasem jakieś kółko nie pojechało trochę w bok.Iwona pisze:bardzo dobry kierowca wychodzi z takich sytuacji, początkujący raczej nie. Poćwiczyć w bezpiecznym miejscu jak najbardziej warto, bo żadna teoria tego nie nauczy. Trzeba przejść kilka poślizgów, wyczuć o co biega i nabrać pewnych nawyków. Prawdziwa zima dla kierowcy to taka górska sytuacja lawinowa czyli duuuża doza zalecanej przezorności.
Inna sprawa, że nie tylko na śniegu-lodzie czy mokrej jezdni można wpaść w poślizg
Co do odruchów ,tak ,owszem ,polecam ćwiczenie poślizgów zawsze i wszędzie ,gdzie samochód porusza się z niewielką prędkością ,grozi co najwyżej stuknięcie o krawężnik ,no i jest ślisko oczywiście ,każdy skręt na zalodzonej osiedlowej uliczce ,pustej drodze za miastem ,to się przydaje
luknij na moje panoramy i galerie



