Mój pierwszy raz;)
Mój pierwszy raz
Oj,Mariusz!! Małe sprostowanie.Po pierwsze,to nie urodziłam się w Zakopanem tylko w Żywcu.W Zakopcu zamieszkałam,jak byłam radosną piętnastką.A wtedy wszyscy są skorzy do miłostek
A że ja się zakochałam w górkach,to taki już chyba wybryk natury.Na Świnicy po raz pierwszy byłam hmm-w drugiej klasie liceum.A-jeszcze pamiętam,że idąc z niej na Kasprowy zeszłam trochę ze szlaku(oglądałam sie na prawo i lewo-góry jakieś czy coś tam były??!!)i omal nie zeszłam poza granicę naszej cudnej ojczyzny.Jak widać trafiłam jednak na dobrą drogę.Pozdrawiam mocno....dzięki za rozmowę.
Mój pierwszy raz
Dla mnie temat jest rewelacyjny. Pierwszy raz byłem w Tatrach mając lat 6. Byłem wtedy na pewno na Gęsiej Szyi. Potem jeździłem w Tatry niemal co roku i zdobyłem wszystkie szczyty, na które można wejść turystycznie w Polsce (byłem nawet na Kominiarskim Wierchu zanim zamknięto szlak).
Ale co tam. Dwa lata temu byłem z córkami (jedna miała 1,5 roku, druga 4,5) na Gęsiej Szyi i ta młodsza to jest dopiero debiutantka. A w lecie 2003 byłem z córkami (każda o rok starsza
na Gęsiej Szyi, Nosalu, Kopieńcu, Sarniej Skałce i nad Czarnym Stawem (pod Rysami i Gąsienicowym) a także w Chochołowskiej i nad Smreczyńskim. W tym roku młodsza większość trasy także chodziła sama, choć w dół wolę ją nosić w nosidle. Czasem zresztą nosiłem obydwie (żeby było szybciej). Maluchy już załapały tatrzańskiego bakcyla, więc wszystko jeszcze przed nimi.
Ale co tam. Dwa lata temu byłem z córkami (jedna miała 1,5 roku, druga 4,5) na Gęsiej Szyi i ta młodsza to jest dopiero debiutantka. A w lecie 2003 byłem z córkami (każda o rok starsza
Niestety - ja pierwszy raz w Tatrach byłem jako "staruszek" już.
Zadbałem jednak o to by moja córcia nie była "poszkodowana".
Miała 4 latka jak zdobyła Gubałówkę. Na dodatek nie lewą(?)
stroną kolejki a prawą. Mało uczęszczaną ścieżką.

Na zdjęciu Asia podczas popasu - w drodze na Gubałówkę.
Jeszcze jedna historyjka w związku z Jej wiekiem utkwiła
mi w pamięci. Jadąc pociągiem do Zakopanego nie kupowaliśmy
biletu dla Asi gdyż brakowało jej kilka dni do ukończenia czwórki.
Wracajc była już "pełnoletnia" i powinna posiadać bilet.
Sprytni (czytaj: oszczędni, oszuści - jak kto woli) rodzice nie kupili
biletu dla Myszki. Mała Mysza (nie taka mała) - zmęczona usnęła.
Konduktor przyszedł, popatrzył na przykrytego dzieciaka, sprawdził
bilety i poszedł sobie.
Pierwszy i ostatni raz jechała w Tatry za darmo.
Zadbałem jednak o to by moja córcia nie była "poszkodowana".
Miała 4 latka jak zdobyła Gubałówkę. Na dodatek nie lewą(?)
stroną kolejki a prawą. Mało uczęszczaną ścieżką.

Na zdjęciu Asia podczas popasu - w drodze na Gubałówkę.
Jeszcze jedna historyjka w związku z Jej wiekiem utkwiła
mi w pamięci. Jadąc pociągiem do Zakopanego nie kupowaliśmy
biletu dla Asi gdyż brakowało jej kilka dni do ukończenia czwórki.
Wracajc była już "pełnoletnia" i powinna posiadać bilet.
Sprytni (czytaj: oszczędni, oszuści - jak kto woli) rodzice nie kupili
biletu dla Myszki. Mała Mysza (nie taka mała) - zmęczona usnęła.
Konduktor przyszedł, popatrzył na przykrytego dzieciaka, sprawdził
bilety i poszedł sobie.
Pierwszy i ostatni raz jechała w Tatry za darmo.
Pierwszy raz pojechałam w Tatry mając 24 lata.Pózno? Pewnie,że pózno ale lepiej pózno niż wcale
Było nas czworo.Dwie nowicjuszki :aciu: i para ‘starych wyżeraczy’.Na pierwszy ogień poszedł Kasprowy.Poszliśmy drogą przez Skupniów Upłaz do Murowańca.Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej.Problem pojawił się gdzieś tak w połowie drogi na szczyt.Nadzwyczajniej w świecie zaczęło sypać śniegiem - wrzesień i wiało coraz bardziej.Moja koleżanka panicznie boi się wiatru i dlatego zostałyśmy daleko w tyle za naszymi ‘przewodnikami’. Wiecie jakie to uczucie-w dół dalej niż w górę i ktoś kogo trzeba prosić o kilka następnych kroków.Nie będę się rozpisywać.Najważniejsze,że jakoś dotarłyśmy na szczyt i mogłyśmy się schować w budynku kolejki.Wkrótce nazbierało się tam trochę śmiałków takich jak my i razem zaczęliśmy schodzić.Na pamątkę tego zdarzenia dostałam od koleżanki klepsydrę.Stwierdziła,że sama nie przełamała by strachu przed wiatrem.Tak więc miałyśmy prawdziwy chrzest w Taterkach 
z tego co widze to bede oryginalny...
ja pierwsze spotkanie z górami nie licząć Gubałówki!, miałem w dolinie koscieliskiej -> jaskinia mroźna i powrót do kir...
wycieczka krótka ale wryła sie w moją psychike i namieszała tak bardzo że do dziś odczuwam skutki tamtego wyjazdu / wiosna `98 / w postaci coraz to wiekszej ciekawości tych naszych GÓR....
ja pierwsze spotkanie z górami nie licząć Gubałówki!, miałem w dolinie koscieliskiej -> jaskinia mroźna i powrót do kir...
wycieczka krótka ale wryła sie w moją psychike i namieszała tak bardzo że do dziś odczuwam skutki tamtego wyjazdu / wiosna `98 / w postaci coraz to wiekszej ciekawości tych naszych GÓR....
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Co tak naprawdę było pierwsze, to nie pamiętam - to był miesiąc miodowy moich rodzicow, a ja miałem roczek... A z tego co pamiętam, to pierwszy raz byłem właśnie w Zakopanem, dopiero w 2000roku. Pierwszego dnia byliśmy "aż" na sarnich skałkach, a z poważniejszych szczytów to na następny dzień "wdrapałem się" na Kasprowy za pomocą kolejki... W sumie łażenie zaczeło się dopiero potem, niestety w Tatry jeszcze nie wróciłem od tamtego czasu, ale do maja coraz bliżej...
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Oczywiście nie musze chyba dodawać, że już po drodze przez strązyską byłem wniebowzięty widokami i chciałem się nimi jak najbardziej "naćpać" 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
aaaaa, czyli takie małe, z błędnym wzrokiem i rozwianym irokezem,idące chwiejnym krokiem to byłeś TYYY ???Olav pisze:już po drodze przez strązyską byłem wniebowzięty widokami i chciałem się nimi jak najbardziej "naćpać"
oj chłopie, to Ty się lepiej ubezpiecz, przed pierwszym wejściem na Orlą
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Prawie OK, ale maly to ja raczej nie jestem, a irokeza też nie noszę... Za to propaguje szerokie portki, zwłaszcza w górach... A z tym chwiejnym krokiem, to różnie bywałoIwona pisze:aaaaa, czyli takie małe, z błędnym wzrokiem i rozwianym irokezem,idące chwiejnym krokiem to byłeś TYYY ???
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
tiaaaa, no to będę miała ubaw,przy skakaniu z Tobą przez płotyOlav pisze:Za to propaguje szerokie portki, zwłaszcza w górach..
po ostatnim wyjeździe, nic mnie już nie zaskoczyOlav pisze:A z tym chwiejnym krokiem, to różnie bywało
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
O pierwszym pobycie napisalem, ze go nie pamietam i nie licze, a "naćpanie" sie widokami tyczylo sie pierwszego wyjazdu ktory pamietam, czyli tego z 2000, czy nie przepraszam z 2001 roku.... A tak jak gor, tak swojego wzrostu z tamtego czasu nie pamietam 
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
tW Tatry trafilam bardzo niedawno.W ogole empirycznie nie znam gor.
Stalo sie to przypadkowo, i w kontekscie, jak to sie okresla,"stonki turystycznej"Ale to mi nie pasowalo, poszlam wiec samotnie na szlak. "Zaliczylam" Kasprowy, Czerwone Wierchy, Kope Kondracka za jednym zamachem. Dla mnie to byl wyczyn,ludzie z ktorymi przyjechalam uznali ze mi odblo.Oni zwiedzali najwazniejsza"gore" w Zakopanem- Krupowki.Ale od tej pory faktycznie mi odbilo:kompleksowo chlone Podhale i Tatry.Wtedy byl to dla mnie osobiscie trudny okres.Po raz pierwszy,stojac tak wsoko poczulam sie wolna, zapomnialam o nadziejach, zawodach. Wobec otaczajacych mnie gor czulam sie pylkiem. W tej ciszy czerpalam sily na nieuniknione zapasy z zyciem.
Wiem, ze juz nie odpuszcze.
Ciesze sie ze na Was trafilam.Jestescie mi bliscy poprzez swoja pasje, ktora rozumiem i podzielam.Odwazylam sie na pokonanie pewnych barier, a to nie bylo dla mnie latwe.Jestem osoba juz baaardzo dojrzala.
Ozywiscie nie bylam przygotowana na taka wedrowke i nabawilam sie fioletowych paluchow, ktore goily sie 1,5 roku. Ale co mi tam, w maju melduje sie na szlaku, i tyle.Dzieki Wam wiele sie ucze.W moim srodowisku nikogo gory nie interesuja tak jak Was i mnie oczywiscie, czyli nas.Tak to sie zaczelo...
Stalo sie to przypadkowo, i w kontekscie, jak to sie okresla,"stonki turystycznej"Ale to mi nie pasowalo, poszlam wiec samotnie na szlak. "Zaliczylam" Kasprowy, Czerwone Wierchy, Kope Kondracka za jednym zamachem. Dla mnie to byl wyczyn,ludzie z ktorymi przyjechalam uznali ze mi odblo.Oni zwiedzali najwazniejsza"gore" w Zakopanem- Krupowki.Ale od tej pory faktycznie mi odbilo:kompleksowo chlone Podhale i Tatry.Wtedy byl to dla mnie osobiscie trudny okres.Po raz pierwszy,stojac tak wsoko poczulam sie wolna, zapomnialam o nadziejach, zawodach. Wobec otaczajacych mnie gor czulam sie pylkiem. W tej ciszy czerpalam sily na nieuniknione zapasy z zyciem.
Wiem, ze juz nie odpuszcze.
Ciesze sie ze na Was trafilam.Jestescie mi bliscy poprzez swoja pasje, ktora rozumiem i podzielam.Odwazylam sie na pokonanie pewnych barier, a to nie bylo dla mnie latwe.Jestem osoba juz baaardzo dojrzala.
Ozywiscie nie bylam przygotowana na taka wedrowke i nabawilam sie fioletowych paluchow, ktore goily sie 1,5 roku. Ale co mi tam, w maju melduje sie na szlaku, i tyle.Dzieki Wam wiele sie ucze.W moim srodowisku nikogo gory nie interesuja tak jak Was i mnie oczywiscie, czyli nas.Tak to sie zaczelo...
Doskonale znam to smutne uczucie i też się cieszę,że wreszcie trafiłam do właściwego portu....Izabela pisze:W moim srodowisku nikogo gory nie interesuja
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Spoko, są do tego wprot stworzone (jak rozlożyć nogi, to zwieksza sie powierzchnia nośnaIwona pisze:tiaaaa, no to będę miała ubaw,przy skakaniu z Tobą przez płoty
Moje Tatry
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...
Ponad 100 km/h, trzech rywali, śmiertelne wypadki, ostre starcia, wąski tor, żądza zwycięstwa i... brak hamulców! To właśnie żużel...







