W dzień narodowego święta wraz z grupką przyjaciół
postanowiliśmy rozpocząć sezon zimowy.
Po ostatnich opadach świeżego śniegu,postanowiliśmy poskiturować
na "świętej górze narciarzy".
Przemierzając stoki Goryczkowego Kotła gdy mrożny wicher omiatał nasze lica,napawaliśmy się mieniącym się w blasku słońca dziewiczym puchem.Niestety im bliżej końca pogoda się pogarszała.
Szczyt przywitał nas podmuchami mrożnego wiatru.
Po odpoczynku i uraczeniu się małym rumowym wzmocnieniem dolanym do herbatki
Płynąc po puchowej kołderce chciałoby się by zabawa nie miała końca.
Niestety wszystko co dobre ma swój kres
Cóż do następnego razu







Pozdrawiam.
Smolik





