Żywność liofilizowana
Żywność liofilizowana
Często w czasopismach górskich można spotkać się z reklamą-ofertą żywności liofilizowanej. Wiem, że raczej w Taterki nie zabiera się czegoś takiego, ale jeśli ktoś z Was delektował się tego typu jedzonkiem, to proszę o kilka słów.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Nigdy nie miałem z tym do czynienia, ale tu można sobie co nieco poczytać:
http://www.sztukaprzetrwania.pl/survival_10.php
MiG
PS. a armia amerykańska używa podobno "preparatów" (inaczej się tego nie da nazwać), których jedna puszka ma do 1.000 kcal
http://www.sztukaprzetrwania.pl/survival_10.php
MiG
PS. a armia amerykańska używa podobno "preparatów" (inaczej się tego nie da nazwać), których jedna puszka ma do 1.000 kcal
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Jadałem kiedyś takie rzeczy w Tatrach. Wrzucało się to do wody zagotowanej na małym palniku gazowym typu EPI-gaz. Nawet dobre było, ale dawno i nie pamiętam, co konkretnie jadłem. Szkoda jednak kasy. Wystarczą smaczne i tanie potrawy gotowe bez liofilizatów, w szczególności czeskie lub słowackie, np. makaron w sosie pomidorowym "Amore Mio" - do nabycia w Smokowcu. Mają tę zaletę, że są lekkie, pożywne i nie zajmują za dużo miejsca w plecaku. Fajnie jest tak coś sobie w Tatrach ugotować, a najlepiej nie tylko dla siebie
.
Trochę informacji o żywności liofilizowanej znajduje się tu:
http://www.sztukaprzetrwania.pl/liofilizaty.php
Mi takie jedzonko kojarzyło się głównie z minimalną wagą prowiantu, ale używanie tego w Tatrach jest chyba lekką przesadą. No chyba że dla zwykłej przyjemności - aby sobie np. na zboczach Mięgusza przyrządzić na EPI zupkę gulaszową z mięsem wieprzowym.


P.S. Ramparam, czy ci piwo cuchnie, czy pachnie to rzecz gustu. Dla mnie np. cuchnie kompot ze śliwek, a duzo ludzi wprost go uwielbia. Ja raczej nie wnoszę piwa do TPNu, ale po długim szlaku lubię sobie skosztować tego złocistego (schłodzonego!) napoju w schronisku. :]
http://www.sztukaprzetrwania.pl/liofilizaty.php
Mi takie jedzonko kojarzyło się głównie z minimalną wagą prowiantu, ale używanie tego w Tatrach jest chyba lekką przesadą. No chyba że dla zwykłej przyjemności - aby sobie np. na zboczach Mięgusza przyrządzić na EPI zupkę gulaszową z mięsem wieprzowym.

P.S. Ramparam, czy ci piwo cuchnie, czy pachnie to rzecz gustu. Dla mnie np. cuchnie kompot ze śliwek, a duzo ludzi wprost go uwielbia. Ja raczej nie wnoszę piwa do TPNu, ale po długim szlaku lubię sobie skosztować tego złocistego (schłodzonego!) napoju w schronisku. :]
Nie kusi mnie pichcenie w Taterkach np.pod Chłopkiem, zadałam pytanie dla mnie przyszłościowe,a gdzie jak nie na tym forum, otrzymałabym wyczerpujące odpowiedzi...Mariusz pisze:używanie tego w Tatrach jest chyba lekką przesadą.
Kert & Maiusz &... widzę,że dla niektórych "Piwo-płynnym chlebem"
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Ja się w góry nie ruszam bez puszeczki mielonki wieprzowej, przysmaku śniadaniowego czy konserwy turystycznej. Ewentualnie może być pasztecik (łatwiejszy do rozsmarowania). Do tego pieczywko, czekolada i mineralna. Piwko sporadycznie też się zawieruszyło w plecaku. A te wszystkie liofilizaty niech spadają. Nie ma u nas takich gór, żeby schroniska czy sklepu po drodze nie było.
PS. Kompocik śliwkowy jest super.
PS. Kompocik śliwkowy jest super.
Zabierasz taki zestaw na jednodniowe wycieczki,czy też na pobyt w schroniskach?Piotr pisze:Ja się w góry nie ruszam bez puszeczki mielonki wieprzowej, przysmaku śniadaniowego czy konserwy turystycznej. Ewentualnie może być pasztecik (łatwiejszy do rozsmarowania).
Ja wolę przygotować sobie kanapki na kwaterce,chociaż może nie wiem co tracę
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."





