Świetnie napisane. Całkowicie się zgadzam. Pozostaje tylko jedna sprawa; jaką formę miałyby przyjąć apele do nastolatków, żeby odniosły skutek? Zawsze obawiam się, że zwykłe przestrzeganie przed niekorzystnymi warunkami, może być dla nich czymś w rodzaju zachęty, bo odczuwa się w w tym wieku nieustanną chęć do "sprawdzania się",a pochwalenie się zimową wyprawą w ekstremalnych warunkach to świetna okzaja do przedstawienia siebie jako twardziela itd.Zygmunt Skibicki pisze:
Ano... według mnie, to jest decyzja podjęta przez człowieka doświadczonego w decydowaniu w takich warunkach, bo wielokrotnie w takich sie znalazł, trafiały mu sie różne pogody - czasem się poprawiały, ale nie raz pogarszały, wędrował przy różnych stanach swej kondycji, ale i psychiki... Po prostu zebrał duże doświadczenie i potrafi na szlaku sporo przewidzieć zanim nastąpić może kompletna klapa z pogodą, z nim, albo z jednym i drugim na raz.
No, to jeszcze mi powiedz (a może ktoś inny mi powie?), ile trzeba mieć takiego doświadczenia?
Ile lat trzeba je zbierać?
Jaka jest szansa, by mógł mieć odpowiednio szeroką wiedzę o warunkach terenowych i swoich w nich reakcjach, czyli właśnie wystarczające doświadczenie turystyczne nastolatek?
No właśnie! Każdy człowiek ma jakieś tam doświadczenie i zawsze może uznać je za wystarczające do podjęcia wyzwania.
Ha! A wyzwanie?
Ile lat (i zim!) trzeba chodzić po górach, by patrząc z odległości kilku kilometrów na ośnieżone szczyty, prawidłowo ocenić choćby stopień trudności skalno lodowego szlaku?
Z całym szacunkiem do Was drodzy Nastolatkowie, ale na podstawie doświadczeń i spisanej historii rodzaju ludzkiego nie macie żadnych szans na dysponowanie odpowiednią wiedzą do samotnych górskich wędrówek zimą, bo to się zbiera grubo ponad dziesięć lat i to zakładając kilkutygodniowe coroczne jej pogłębianie, a odpowiednio wprawny "aparat analityczno magazynujący" do przyjmowania i gromadzenia tej wiedzy zaczyna dojrzewać mniej więcej około Pierwszej Komunii, pełną "gotowość" osiągajac coś koło matury.
Jakby co, to nie do mnie miejcie o to pretensje, ok?
..........
Powiecie może, że przecież nie każdy ginie, wielu dało radę, mówili że było "lajtowo", to i wam się uda...?
No właśnie! Jasne, że może się udać, ale tylko UDAĆ !!! Może nastąpić szczęśliwy zbieg okoliczności i przebrniecie zamierzony szlak nie mając nawet bladego pojęcia, jak blisko byliście tragedii. Jedynie to jesteście w stanie osiągnąć... No to, czym się tu chwalić przed rówieśnikami...?
Przepraszam, że to trochę taki "Akt Strzelisty", ale mam dość odbierania co chwila wiadomości, że oto jakiś 16-latek polazł sam, zleciał i zamarzł, a to znów 19-latek potknął sie i zjechał 150 metrów z jakiejś grzędy...
Chcecie poczytać, ilu takich było w ciągu ostatnich miesięcy?
Mam taki zbiór news'ów...!
Dwa lata temu szedłem na rakietach z PIlska na Babią, śniegu było około 1 metra. W okolicach Mędralowej spotkałem dwójkę 16-17 latków, którzy w kompletnie przemoczonych adidasach i dzinsach, zapadali się po pas w śniegu i wygladali na kompletnie wyczerpanych. Jak się okazało, szli na Małą Babią. Próbowałem ich odwieść od tego przedsięwzięcia używając podobnych argumentów, jak te które padły tutaj przy okazji wychodzenia w góry zimą. Popatrzyli na siebie i wybuchli śmiechem. Idąc dalej usłyszałem stłumione: "co to za ch...?" No i proszę mi napisać , jak można by rozegrać taką sytuację, żeby skutecznie przemówić im do rozsądku i jak apelować do młodych ludzi , którzy takie porady traktuja w większości jak pouczania mamy na temat wkładania ciepłej czapki zimą.



