Hannibal pisze:ruda napisał(a):
oj tak...jak czasami jeżdżę z rodzicami po Kielcach samochodem, to gdy ktoś jedzie szybko i wykonuje jakieś dziwne manewry to rodzice od razu stwierdzają, ze to na pewno warszawiak...
Wynika to po część z adaptacji do panujących tu warunków.
Natężenie ruchu wymusza pewne sposoby jazdy. Przeniesienie sposobu jazdy z sennego miasteczka by zakorkowało Warszawę w ciągu 15 minut (w godzinach szczytu ale nie tylko)
Na Monte Cassino jechaliśmy takim vanem z Polskiego Domu Pielgrzymkowego. Prowadzonym przez zakonnicę. Przebijając się przez Rzym siostrzyczka robiła takie "numery", że mnie kierowcy, wstyd przyznać od ilu lat, serce i żołądek wędrowały do gardła. Ale tylko przez pierwsze kilka minu. Potem się zorientowałem, że tam po prostu inaczej nie idzie jecha i się uspokoiłem. Tego absolutnie nie widać z poziomu chodnika. Potem wyjechaliśmy za miasto, na autostradę i jechaliśmy spokojniutko, prawie wszyscy nas wyprzedzali. Ale tylko dzięki temu mogliśmy coś zobaczyć za oknami.
Ale fakt - każde wielkie miasto ma coś charakterystycznego, wynikającego m.in. z poziomu technicznego rozwiązań drogowych. Z moich osobistych doświadczeń:
Berlin i Wiedeń - elegancja, precyzja, kultura, brak stressu
Praga - jeden wielki koszmar - nigdy więcej - samochód zostawić pod kwaterą czy hotelem i do metra
Paryż - koszmar, zrezygnowałem po dwóch godzinach, wspaniałe metro
Budapeszt - bardzo miło, prawie jak w Wiedniu
Stambuł - straszliwy ale uporządkowany rozgardiasz, wszyscy dla wszystkich życzliwi; pierwszy dzień straszny, potem frajda
Florencja - męczarnia, zwłaszcza w centrum; trzeba mieć nerwy jak postronki aby nie przejechać tysiące Japończyków, którzy łażą jak chcą i gdzie chcą a jest ich chyba tyle co w Tokio; lepiej zdać się na własne nogi
Jestem gorszego sortu...