pytanie II
taaa ,słoneczny dzień lipcowy przychodzimy na Siodełko o 8.01 (mamy 29 mi. do odjazdu ,a pora na tyle wczesna ,że można jeszcze od biedy podpadać pod łojanta ,a na tyle póżna ,że już publiki co niemiara ,i to tej mało kumatej),ubrani ,jak na K2 (z braku skorup zakładamy buty narciarskie),kawałek liny holowniczej wystaje z plecaka ,krokiem marynarza podchodzimy do kasy ,żądamy głosno w jedną stronę i prosimy głosem O Rydzyka o zyczenia szczęścia ,omiatamy wzrokiem siedzący tłum z miną żegnającego się ze światem Spartanina w 9 godzinie walki i lans jest nasz
luknij na moje panoramy i galerie
Pochodzisz trochę jesienią po jakimś podmokłym terenie i przestaną razić.dagomar pisze:no własnie ja mam problem ,otóż moje stare buty po 8 latach się rozpadają i muszę kupić nowe. Jak kupię szturmowe Han-Wagi ,wygodne i nieprzemakalne ,w dodatku z daleka rażące nowością ,to najbardziej sponiewieranym spojrzeniem nie dam rady zatrzeć tego lansu. Może je czymś wysmarować?
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
A jak to po tym beskidowaniu śmigniesz je jeszcze olejem do skór, oczy wylezą gawiedzi...mefistofeles pisze:Przecioraj je po Beskidach 3 dnidagomar pisze:Jak kupię szturmowe Han-Wagi ,wygodne i nieprzemakalne ,w dodatku z daleka rażące nowością ,to najbardziej sponiewieranym spojrzeniem nie dam rady zatrzeć tego lansu. Może je czymś wysmarować?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Jam tylko skromny amator, gdzie mi do profesora Tomtoma, ale ośmielam się stwierdzić, Dagomareczku, że klapa kompletna z tym Twoim lansem. By użyć starego wyrażenia - Ty w ogóle nie czujesz bluesa (w kwestii lansu).dagomar pisze:taaa ,słoneczny dzień lipcowy przychodzimy na Siodełko o 8.01 (mamy 29 mi. do odjazdu ,a pora na tyle wczesna ,że można jeszcze od biedy podpadać pod łojanta ,a na tyle póżna ,że już publiki co niemiara ,i to tej mało kumatej),ubrani ,jak na K2 (z braku skorup zakładamy buty narciarskie),kawałek liny holowniczej wystaje z plecaka ,krokiem marynarza podchodzimy do kasy ,żądamy głosno w jedną stronę i prosimy głosem O Rydzyka o zyczenia szczęścia ,omiatamy wzrokiem siedzący tłum z miną żegnającego się ze światem Spartanina w 9 godzinie walki i lans jest nasz
Che, che,he, he. Niezłe. Tak samo jak hasło w leksykonie Tomtoma. Chyba już chwytam o co chodzi i dojrzewam do mocnego postanowienia o byciu lanserem. Dagomar i Tomtom, gdybyście mieli jeszcze parę porad utrzymanych w tym tonie, to proszę napiszcie.dagomar pisze:taaa ,słoneczny dzień lipcowy przychodzimy na Siodełko o 8.01 (mamy 29 mi. do odjazdu ,a pora na tyle wczesna ,że można jeszcze od biedy podpadać pod łojanta ,a na tyle póżna ,że już publiki co niemiara ,i to tej mało kumatej),ubrani ,jak na K2 (z braku skorup zakładamy buty narciarskie),kawałek liny holowniczej wystaje z plecaka ,krokiem marynarza podchodzimy do kasy ,żądamy głosno w jedną stronę i prosimy głosem O Rydzyka o zyczenia szczęścia ,omiatamy wzrokiem siedzący tłum z miną żegnającego się ze światem Spartanina w 9 godzinie walki i lans jest nasz
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
...Szlakiem Herbacianym po Grani Krupówek - od Gazdowej Kuźni do Zamoyskiego. W te i we wte, trzy razy na dzień i jeszcze raz po ciemku! Koniecznie środkiem, między pochylonymi lampami!tomek.l pisze:od lansu jest już krok do śmieszności
to balansowanie na cienkiej linie
I czasem puszkę piwa otworzyć antenką od komóry...
Buzery, rajery, bażanty, lans i szpan!
Ostatnio zmieniony ndz 21 paź, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Gorąco proszę o jeszcze parę przykładów ekstremalnego lansu, naprawdę dawno się tak nie uśmiałem. Pozdrawiam.Zygmunt Skibicki pisze: ...Szlakiem Herbacianym po Grani Krupówek - od Gazdowej Kuźni do Zamoyskiego. W te i we wte, trzy razy na dzień i jeszcze raz po ciemku! Koniecznie środkiem, między pochylonymi lampami!
I czasem puszkę piwa otworzyć antenką od komóry...
Buzery, bażanty, lans i szpan!
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Proszę bardzo. Tegoż ci u nas dostatek wielki...Erynie pisze:Gorąco proszę o jeszcze parę przykładów ekstremalnego lansu, naprawdę dawno się tak nie uśmiałem. Pozdrawiam.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Cha, cha,cha,cha. Genialne. Naprawdę zdrowo sie uśmiałem. Trochę mnie to zainspirowało i chyba już niedługo podzielę się z wami moim planem lansu w okolicach przełęczy Kondrackiej, bo to chyba włąsciwy rejon na tego typu postawy. Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś pomysły na ekstremalny lans, to bardzo proszę o zapoznanie mnie z nim na łamach tego szacownego forum.Zygmunt Skibicki pisze: Proszę bardzo. Tegoż ci u nas dostatek wielki...[/url]
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Uważaj! Chodziła kiedyś "po ludziach" nazwa Przełęczy Kondrackiej - "Przełęcz Herbaciana", ale dawno już zapomniano o tamtej nazwie. Ja bym sie aż tak nie fatygował - zawsze to kawałek drogi do przejścia, a fiakier tam nie dojeżdża. Nie lepiej załatwić sprawę na Grani Krupówek? Więcej publiki, a i zapocić się nie trzeba... No i bliżej do "źródełek", a lanserka to zajęcie bardzo... wysuszające - nie tylko portfel.Erynie pisze:... już niedługo podzielę się z wami moim planem lansu w okolicach przełęczy Kondrackiej, bo to chyba włąsciwy rejon na tego typu postawy...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Chyba masz rację KOndracka za daleko.W takim razie mam inny pomysł i proszę o wyrozumiałość, bo to będzie moja pierwsza próba lansu. Wyposażony w liny, uprząż i inne czekany przyczajam się rano w lesie koło polany Strążyskiej, wiecie tam gdzie się rozchodzą szlaki na Giewont i do Siklawicy, i kiedy zbierze się już odpowiednia ilość osób(wybrałem Strążyską z racji tego, że tam na odpowiednią ilość osób nie będę musiał długo czekać) wychodzę z lasu od strony ścian Giewontu(tylko nie ze zwykłego szlaku!) i staram się sprawiać wrażenie kogoś kto szuka ustronnego miejsca z dala od rozwrzeszczanej gawiedzi i tłumu pesudoturystów. Miejsce musi być tak wybrane, żeby sprawiało wrażenie oazy spokoju, ale równocześnie na tyle wyeksoponowane aby wszyscy dokładnie widzieli ile sprzętu mam na sobie. Leniwym ruchem, strudzonego taternika rozkładam liny, uprząż itd. na trawie, cały czas starając się aby były doskonale widoczne dla przechodzących obok turystów i sprawiam wrażenie jakbym nie zauważał ciekawskich spojrzeń, bo przecież jestem pochłąnietym swoją pasją i nieco zblazowanym wspinaczem. Kiedy już się z tym uporam, wyjmuję z plecaka skserowaną do potężnych rozmiarów mapę dróg wspinaczkowych idących przez ściany Giewontu z dobrze zaznaczoną, najlepiej czerwonym kolorem, jedną z nich(niech będzie, że żlebem Kirkora). Teraz przybieram skupiony wyraz twarzy i spoglądam raz to na wspomnianą mapę, raz to na ściany, jakby konfrontując wykres z rzeczywistością. Od czasu do czasu kiwam znacząco głową i uśmiecham się pod nosem. Po około 20 min. składam papier wyciagam piwo i opróżniam butelkę potęznym haustem, w czasie ok. 2 sekund. Po tej czynności uznaję, iz rytuał dobiegł ku końcowi i spokojnym krokiem oddalm się w kierunku wylotu doliny z zamyśloną miną. Mam nadzieję, że nie jest tak źle i moja prpba nie spotka się waszą miażdżącą krytyką. Jesli macie jakieś sugestie to chętnie ich wysłucham(przeczytam). POzdrawiam.
To jest, Kolego, herezja a nie lans. U profesora Tomtoma macie Kolego dwóję przez duże D. Zupełnie nie czujesz bluesa. A dałem czytelną wskazówkę - ludzie mają się odwracać i mówić - o, ku**a, to chyba był Erynje. Takie zabawy z liną i szpejem to jest, kolego, ochronka. Przykro mi ale raczej nie będzie z Ciebie lansera.Erynie pisze:Chyba masz rację KOndracka za daleko.W takim razie mam inny pomysł i proszę o wyrozumiałość, bo to będzie moja pierwsza próba lansu. Wyposażony w liny, uprząż i inne czekany przyczajam się rano w lesie koło polany Strążyskiej, wiecie tam gdzie się rozchodzą szlaki na Giewont i do Siklawicy, i kiedy zbierze się już odpowiednia ilość osób(wybrałem Strążyską z racji tego, że tam na odpowiednią ilość osób nie będę musiał długo czekać) wychodzę z lasu od strony ścian Giewontu(tylko nie ze zwykłego szlaku!) i staram się sprawiać wrażenie kogoś kto szuka ustronnego miejsca z dala od rozwrzeszczanej gawiedzi i tłumu pesudoturystów. Miejsce musi być tak wybrane, żeby sprawiało wrażenie oazy spokoju, ale równocześnie na tyle wyeksoponowane aby wszyscy dokładnie widzieli ile sprzętu mam na sobie. Leniwym ruchem, strudzonego taternika rozkładam liny, uprząż itd. na trawie, cały czas starając się aby były doskonale widoczne dla przechodzących obok turystów i sprawiam wrażenie jakbym nie zauważał ciekawskich spojrzeń, bo przecież jestem pochłąnietym swoją pasją i nieco zblazowanym wspinaczem. Kiedy już się z tym uporam, wyjmuję z plecaka skserowaną do potężnych rozmiarów mapę dróg wspinaczkowych idących przez ściany Giewontu z dobrze zaznaczoną, najlepiej czerwonym kolorem, jedną z nich(niech będzie, że żlebem Kirkora). Teraz przybieram skupiony wyraz twarzy i spoglądam raz to na wspomnianą mapę, raz to na ściany, jakby konfrontując wykres z rzeczywistością. Od czasu do czasu kiwam znacząco głową i uśmiecham się pod nosem. Po około 20 min. składam papier wyciagam piwo i opróżniam butelkę potęznym haustem, w czasie ok. 2 sekund. Po tej czynności uznaję, iz rytuał dobiegł ku końcowi i spokojnym krokiem oddalm się w kierunku wylotu doliny z zamyśloną miną. Mam nadzieję, że nie jest tak źle i moja prpba nie spotka się waszą miażdżącą krytyką. Jesli macie jakieś sugestie to chętnie ich wysłucham(przeczytam). POzdrawiam.
Za moich młodych lat to się nosiło w Tatrach takie spodnie, za kolano, ze spinką. Do tego podkolanówki. Ale w "terenie". Natomiast w schronisku spinka musiała być odpięta, sznurówki popuszczone a skarpeta zsunięta, tworząc modną w danym roku ilość fałd. Tu nie było rzeczy przypadkowych - lanserzy się rozpoznawali po stopniu popuszczenia sznurówek, ilości fald a nawet sposobie sterczenia sprzączek - zero przypadku - kto tak nie miał od razu sam się eliminował. Boję się Erynje, że tego nie jesteś w stanie zrozumieć i Twoje studia w Katedrze Lansologii u prof. Tomtoma widzę w czarnych barwach. Sukcesy w lansie możesz jednak odnieść - np. w Beskidzie Sądeckim albo Pieninach.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Chyba powinieneś wrócić kilka postów wyżej - do "tomek.I" z godz. 19:08...
Lans to nie błazenada!
Może w czym innym byłbyś lepszy?
Przemyśl to...
Widzę, że Janek już ci odpowiedział wyczerpując w zasadzie cały temat. Lepiej przeczytaj, to co napisał i to dokładnie.
Lans to nie błazenada!
Może w czym innym byłbyś lepszy?
Przemyśl to...
Widzę, że Janek już ci odpowiedział wyczerpując w zasadzie cały temat. Lepiej przeczytaj, to co napisał i to dokładnie.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
nie czujesz bluesa w kwestii żonglerki słownej i zabawy postami ,JaneczkuJanek pisze:nie czujesz bluesa (w kwestii lansu).
To miało być właśnie takie ,a nie inne
Potrafię być cholernie dobrym lanserem ,ale wstydzę się o tym pisać na Forum ,bo naprawdę głupio się wtedy czuję
luknij na moje panoramy i galerie
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
W kwestii tworzenia lansu to ja jestem raczej cienki Bolek, ale w rozpoznawaniu go, zwłaszcza tego robionego "na siłę" mogę się wypowiadać dość szeroko - naoglądałem się przez kilka dziesiątków lat.
Jeśli zaś coś takiego zrobisz na Siodełku w lipcowy poranek, wzbudzisz jeno gromki męski śmiech oraz głęboką matczyną troskę o zdrowie psychiczne dziatwy patrzącej na ciebie - Słowacy znają się na rzeczy dużo lepiej niż krupówkowa gawiedź, a przypadkowo zaplątany tam "zachrannik" może mieć pełne podstawy do natychmiastowego udzielenia ci pomocy medycznej nawet wbrew twej woli. Dobrze radzę - przed wyjazdem wykup ubezpieczenie na Tatry Słowackie z uwzględnieniem akcji helikopterowej!
Jeszcze jedno. Posłuchaj dobrze Janka, bo on z racji wieku ma sporo większe ode mnie doświadczenie w dostrzeganiu i bezwzględnym obnażaniu: palantologii stosowanej, jajarstwa dyndającego, buzerstwa podmiejskiego, smarkatego bajeringu oraz zwykłego wsiowego szpanerstwa.
Bez obrazy dagomarze, ale naprawdę - w poważniejszych tematach wychodzi ci znacznie lepiej...
Dagomarze, w poważniejszych tematach wychodzi ci znacznie lepiej...dagomar pisze:taaa ,słoneczny dzień lipcowy przychodzimy na Siodełko o 8.01 (mamy 29 mi. do odjazdu ,a pora na tyle wczesna ,że można jeszcze od biedy podpadać pod łojanta ,a na tyle póżna ,że już publiki co niemiara ,i to tej mało kumatej),ubrani ,jak na K2 (z braku skorup zakładamy buty narciarskie),kawałek liny holowniczej wystaje z plecaka ,krokiem marynarza podchodzimy do kasy ,żądamy głosno w jedną stronę i prosimy głosem O Rydzyka o zyczenia szczęścia ,omiatamy wzrokiem siedzący tłum z miną żegnającego się ze światem Spartanina w 9 godzinie walki i lans jest nasz
Jeśli zaś coś takiego zrobisz na Siodełku w lipcowy poranek, wzbudzisz jeno gromki męski śmiech oraz głęboką matczyną troskę o zdrowie psychiczne dziatwy patrzącej na ciebie - Słowacy znają się na rzeczy dużo lepiej niż krupówkowa gawiedź, a przypadkowo zaplątany tam "zachrannik" może mieć pełne podstawy do natychmiastowego udzielenia ci pomocy medycznej nawet wbrew twej woli. Dobrze radzę - przed wyjazdem wykup ubezpieczenie na Tatry Słowackie z uwzględnieniem akcji helikopterowej!
Jeszcze jedno. Posłuchaj dobrze Janka, bo on z racji wieku ma sporo większe ode mnie doświadczenie w dostrzeganiu i bezwzględnym obnażaniu: palantologii stosowanej, jajarstwa dyndającego, buzerstwa podmiejskiego, smarkatego bajeringu oraz zwykłego wsiowego szpanerstwa.
Nawet jeśli to by miała być "żonglerka słowna i zabawa postami", to winno to być robione dobrze, a ty poruszasz się w temacie "lanserki" niczym słoń w składzie porcelany. To miał być komplement, ale tu chyba i mnie... "nie wyszło". Wybacz, proszę.dagomar pisze:...nie czujesz bluesa w kwestii żonglerki słownej i zabawy postami ,Janeczku.
To może jednak posłuchaj swego głosu wewnętrznego i nie pisz, bo teraz to ja się wstydzę, że czytam takie banialuki kierowane do naiwnie, ale szczerze pytającego o sprawę Eryniego.dagomar pisze:Potrafię być cholernie dobrym lanserem ,ale wstydzę się o tym pisać na Forum ,bo naprawdę głupio się wtedy czuję
Bez obrazy dagomarze, ale naprawdę - w poważniejszych tematach wychodzi ci znacznie lepiej...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl


