W tym jest prawie o wszystkim.
Najlepiej wyposażeni ......... jakich udało nam się spotkać
Powiedzmy krótko - Pajakt - dałeś ciała i spróbuj się teraz jakoś z tego wysupłać. Masz szansę, nie zabrnąłeś zbyt daleko. Na jednym z górskich forów była gorsza wsypa. Dwóch młodych userów tak się zaprzyjażniło z sąsiadem z kwatery, że mu zaproponowało wspólną wycieczkę do Słowacji. A tam się im nowy kolega przestał podobać. Szczególnie gdy zaczął deszcz padać a on, ten nowy kolega, z braku czegośinnego sporządził sobie nakrycie głowy z plastikowej reklamówki. No i nasi młodzi userzy zrobili mu bardzo wyraźne zdjęcie (Twoje, pajakt, to pryszcz) i umieścili na forum gwoli nie tyle przestrogi przed brakiem odpowiednio wypasionych kurtek ale śmichu i zabawy. Inny głęboki intelektualista wśród userów umieścił na forum zdjęcie faceta "w cywilu" na ścieżce na Nosal, sądząc z pozy robiącego siusiu w krzaki. Zdjęcie było zrobione w porze, w której wszystkie domy wczasowe w Zakopanem wręcz się prześcigają w zaoferowaniu ich na jakąś kursokonferencję lub szkolenie. Facet przyjechał, w garniturku i prochowcu, nudził się na obradach to i poszedł na spacer na Nosal. A, że piwko pewnie trzepnął to parcie na pęcherz było. To i poszedł w krzaki sobie ulżyć i pewnie nawet nie przypuszczał, że intelektualista mu zrobi zdjęcie i umieści gwoli ubawu dla swoich kumpli o zbliżonym intelekcie. Bywają różne gry i zabawy ludu polskiego.
Jestem gorszego sortu...
No przejrzałeś mnie starytomtom pisze:Na przyklad pajakt? Wyobrazam sobie triumfalnie zamieszczone zdjecie z podpisem "nieodpowiedzialny starzec nieswiadomy zagrozen zywcuje w adidasach i pumpach Gran Koscielcow"
Z takimi zdolnościami zatrudnij się w EzoTV. Tarot, bajania, wróżenie dłoni. "Wieelka psziszłość przet Tobom Paanie..."
gb pisze:Autor - według mnie - okazałby męskość samemu występując o zamknięcie lub nawet skasowanie wątku
Dałem się przekonać, że wątek jest nie trafiony. Ale nie uważam, żebym dał ciała. Nie uważam, żebym miał się z czego wysupływać. Możecie mieć inne zdanie, które szanuję, ale gdyby wszyscy mieli jedankowe, to na forach jak to byłoby o 3/4 mniej ruchuJanek pisze:Powiedzmy krótko - Pajakt - dałeś ciała i spróbuj się teraz jakoś z tego wysupłać. Masz szansę, nie zabrnąłeś zbyt daleko.
Reasumując: w tej sprawie nie dojdziemy do 100% porozumienia, ale dla spokoju nas wszystkich mogę przyznać, że wątek nadaje się do skasowania.
W tym roku bylem na Lodowym Wierchu ze slowackim przewodnikiem. Czlowiek ok 60-ki. Chodzil w zwyczjanych butach na twardej podeszwie, bez membran, wibramow, wodotryskow. W starej zwyczjnej kurtce, z kijem wystruganym chyba z leszczyny i parasolem. Jego stroj nie wynikal z braku pieniedzy na cos lepszego, ale z braku potrzeby posiadania takowych rzeczy.
Ostatnio zmieniony pn 08 paź, 2007 przez mario, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie przesadzaj, bo są tu tacy co to jeszcze pamiętają.staszek pisze:W latach 50 i 60 nasi rodzimi taternicy wspinali sie w trampkach na konoplanych linach. Standartowa kurtka zimowa to byla kurtka puchowa albo kożuch i czekan z drewnianym styliskiem.
Liny były sizalowe (to pamięta nawet mój mąż, który zaczynał się wspinać w roku 1968), w kożuchu się nikt nie wspinał, a nic lepszego ponad kurtkę puchową na stanowisku nie wymyślono do dzisiaj.
"Wibramy" woziło się o ile wiem już od lat 50 ze Słowacji (w każdym razie w latach 60 panowały niepodzielnie). Na trudniejsze wspinaczki używało sie korkotrampek z uciętymi korkami i podklejonych mikrogumą, a nie żadnych trampek (całkiem inny rodzaj obuwia).
Czekany z drewnianym styliskiem typu "góra Kalwaria" to już nie za "moich czasów", chociaż do turystyki wcale nie były takie najgorsze.
Mam natomiast do dziś doskonały czekan turystyczny zrobiony na początku lat 80 w Fabryce Narzędzi Górniczych.
Głowica ze stali narzędziowej używanej do kopania węgla jest niezniszczalna.
Pozdrowienia
Basia
P.S.
Doskonałe tytanowe raki, haki i śruby lodowe woziło sie z Sowieckiego Sojuza, gdzie można je było wymienić za obuwie.
Ostatnio zmieniony pn 08 paź, 2007 przez Basia Z., łącznie zmieniany 1 raz.
staszek pisze:W latach 50 i 60 nasi rodzimi taternicy wspinali sie w trampkach na konoplanych linach.
Basia Z. pisze:Liny były sizalowe (to pamięta nawet mój mąż, który zaczynał się wspinać w roku 1968)
Basia chyba mnie miała na myśli z tym "pamiętaniem"Basia Z. pisze:"Wibramy" woziło się o ile wiem już od lat 50 ze Słowacji (w każdym razie w latach 60 panowały niepodzielnie).
- konopne trafiały się jeszcze w latach 50-ych ale chyba u desperatów, lub zupełnie bez pieniędzy. Sizal był powszechny tak od 56 roku a w latach 60-ych pojawiły się nylonowe zjazdówki tylko były cholernie drogie.
Wibramy, owszem ze Słowacji. Ja miałem kłopoty z racji numeru (46).
Tak nawiasem te turystyczne wibramy z tamtych lat z spółdzielni szewskiej z Popradu biją na łeb te wszystkie co teraz można kupić (ta spółdzielnia nadal istnieje - warto kupić, choć drogie). Zapuszczało to się taką miksturą (mi dał buteleczkę sp. Pan Tadeusz Gąsienica - Giewont z GOPR i był spokój z wodą, w środku wyłożone miękką skórką cielęcą, miękkie wykończenia u góry, tak samo język i wibram do wymiany - przykręcany na wkręty krzyżakowe i oczywiście klej. Warto było pojechać do przylepienia na Słowację - mieli lepsze kleje.
Z Słowacji przywożono też znakomite plecaczki szturmowe tzw. horolezki.
Dobre haki robiono "na lewo" w Poznaniu (źródło dawno nieaktualne).
Jestem gorszego sortu...
Ty, Pajakt, naprawdę nie wiesz o kogo chodzi? Ten facet istnieje.pajakt pisze:tomtom napisał(a):
Na przyklad pajakt? Wyobrazam sobie triumfalnie zamieszczone zdjecie z podpisem "nieodpowiedzialny starzec nieswiadomy zagrozen zywcuje w adidasach i pumpach Gran Koscielcow" happy
No przejrzałeś mnie stary happy
Z takimi zdolnościami zatrudnij się w EzoTV. Tarot, bajania, wróżenie dłoni. "Wieelka psziszłość przet Tobom Paanie..."
Jestem gorszego sortu...
Janek pisze: Basia chyba mnie miała na myśli z tym "pamiętaniem"
Mój mąż używał chyba od roku 1970 (około).Janek pisze: - konopne trafiały się jeszcze w latach 50-ych ale chyba u desperatów, lub zupełnie bez pieniędzy. Sizal był powszechny tak od 56 roku a w latach 60-ych pojawiły się nylonowe zjazdówki tylko były cholernie drogie.
Takie rzeczy jak liny, czekany, a nawet buty często sie kupowało poprzez kluby wysokogórskie lub turystyczne.
Pierwsze buty turystyczne zbliżone do "pionierek" kupił mi w latach 60 ojciec na Węgrzech. Były bardzo wygodne i tak na prawdę to nadawałyby się do lekkich wycieczek również i dziś, ale już się dawno rozsypały (po mnie odziedziczył je mój brat, jak z nich wyrosłam).Janek pisze: Wibramy, owszem ze Słowacji. Ja miałem kłopoty z racji numeru (46).
Tak nawiasem te turystyczne wibramy z tamtych lat z spółdzielni szewskiej z Popradu biją na łeb te wszystkie co teraz można kupić (ta spółdzielnia nadal istnieje - warto kupić, choć drogie). Zapuszczało to się taką miksturą (mi dał buteleczkę sp. Pan Tadeusz Gąsienica - Giewont z GOPR i był spokój z wodą, w środku wyłożone miękką skórką cielęcą, miękkie wykończenia u góry, tak samo język i wibram do wymiany - przykręcany na wkręty krzyżakowe i oczywiście klej. Warto było pojechać do przylepienia na Słowację - mieli lepsze kleje.
A większe plecaki szyto samodzielnie.Janek pisze: Z Słowacji przywożono też znakomite plecaczki szturmowe tzw. horolezki.
Mój mąż miał z Kielc (od Kazia - wiadomo) oraz wybite ze stanowisk zjazdowych na Zachodzie, później robiono również w różnych fabrykach narzędzi.Janek pisze: Dobre haki robiono "na lewo" w Poznaniu (źródło dawno nieaktualne).
Kostki na początku robił sobie sam.
Pozdrowienia
Basia
Otóż to.Janek pisze:Bluźnisz człowieku. Teraz możesz przyjechać do Zakopanego w garniturku a wyjdziesz ze sklepu ubrany jak na K2 i ze wszystkim co trzeba. Tylko kwestia kasy. W tamtych latach aby coś skompletować to była nielicha kombinacja.Jędrek pisze:No właśnie,sprzęt był zawsze
Takie mam wrażenie że "w tamtych czasach" człowiek dorabiał się stopniowo, przez co najmniej kilka lat. Aby "zdobyć" jako-taki lepszy sprzęt trzeba było być w klubie, coś się ten człowiek w międzyczasie uczył.
Zdecydowanie mniej było wypadków o jakich teraz mówią media:
"doskonale wyposażeni turyści zgubili ścieżkę i przez komórkę wzywali pomocy TOPR".
Bo jak ktoś miał czekan i raki to najczęściej też już coś umiał.
Pozdrowienia
Basia
A po wypadku w Spalonym Żlebie czytałem na słowackiej stronie co powiedział Pavel Rajtar ( dla niezorientowanych - znakomity słowacki ratownik i przewodnik) - "kupi sobie taki czekan i raki i już myśli, że jest horolezec"Basia Z. pisze:Bo jak ktoś miał czekan i raki to najczęściej też już coś umiał.
Jestem gorszego sortu...
Kamizelka puchowa.Basia Z. pisze: a nic lepszego ponad kurtkę puchową na stanowisku nie wymyślono do dzisiaj.
To już byś się na miły bóg do tego nie przyznawała..... nawet w imieniu Belfegora i zamierzchłych czasów. Bo i u nas podobnież (vide dyskusja na Brytanie) wybijają...oraz wybite ze stanowisk zjazdowych na Zachodzie
To chyba nawet bardziej jest sentyment. Ja mimo zaawansowanego gadżeciarstwa miewam rzeczy do których "przyrastam" zauważyłem, że z wiekiem mi się to pogłębia. Zresztą podobne zachowania zauważyłem u "dziadków" w skandynawii czy Alpach. Podjeżdża taki na parking samochodem za moje 8 letnie zarobki a ciuchy i sprzęt potrącił mu pędzący rydwan historii. Ale skoro działa to po co wymieniać?Mario pisze: Jego stroj nie wynikal z braku pieniedzy na cos lepszego, ale z braku potrzeby posiadania takowych rzeczy.
Pozdrawiam,
Kuba (starzejący się gadżeciarz)
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:





