SZWAJCARIA
Ten wyjazd miał rozpocząć się aklimatyzacją na Piz Bernina. Po całodziennej jeździe samochodem dojechaliśmy wreszcie do miejscowości Pontresina na nocleg. Pogoda nie była zbyt optymistyczna, prognozy na kilka kolejnych dni, nadesłane z Polski wyglądały raczej marnie. Braliśmy i taką ewentualność pod uwagę, wszak lato tego roku nie rozpieszczało. We mgle, siąpiącym deszczu nie było najmniejszego sensu pchać się do góry, zwłaszcza że opisy w przewodnikach mówiły, że dojście do najbliższego schroniska nie należy do najłatwiejszych w trudnych warunkach. Plan wyjazdu był dość napięty więc postanowiliśmy odpuścić Piz Bernina i tym samym dać sobie więcej dni i szans na cel główny jakim była Monte Rosa.
Zamiast zdjęć: http://www.summitpost.org/mountain/rock ... rnina.html
WŁOCHY
Po zostawieniu samochodu na campingu w Alagnie , zapakowaniu plecaków na ok.tygodniowy pobyt w górach, rozpoczęliśmy realizowanie planów jakie powstawały od dość dawna.
Celem pierwszego dnia było dojście w okolice schroniska Gnifetti(3611m) i nocleg w namiocie gdzieś niedaleko. Jak się jednak okazało tego dnia dane nam było zanocować nieco niżej, w okolicach schroniska Mantowa. W Alpy zawitała „zima”. Nie było innego wyjścia jak czekać na rozwój sytuacji. Czas spędzaliśmy przy schroniskowej ławie w doborowym towarzystwie 9 osobowej grupy Polaków z klubu Annapurna. Świat jest jednak mały.
Kiedy smsy z kraju zaczęły zwiastować lepsze czasy, a na niebo próbowało wedrzeć się słońce, postanowiliśmy zostawić nasz namiot i przedrzeć się na kolejny nocleg do schr Gnifetti. To była trafna decyzja. Niezbyt wygórowana cena za nocleg (dzięki zniżkom ubezpieczenia OEAV), ciepło z kominka, wygodne łóżko, tego nam było trzeba. Ranek wprawił nas w dobre nastroje. Za oknem optymistyczna pogoda, z dołu grupy pierwszych zespołów podążających do góry. Pożegnaliśmy przemiłą obsługę schroniska i zaczęliśmy zdobywać kolejne metry trasy w kierunku Signalkuppe. W celu aklimatyzacji postanowiliśmy zanocować w bivacco Balmenhorn(4161m). Jest to doskonałe miejsce wypadowe na okoliczne 4tysięczniki : Liskam, Piramide Vincent, Corno Nero, Ludwigshole, Parrot.
Pierwsze dni podczas aklimatyzacji nie należą do szczególnie przyjemnych. Człowiek łatwiej się męczy, pobolewa go głowa, żołądek ma cię w nosie. Na szczęście nie było większych ekscesów. Czwórka Czechów właśnie wracała z Liskama , powolutku, noga za nogą w kierunku tymczasowego domu. Czas spędzony z naszymi sąsiadami wspominam bardzo sympatycznie. Wspólne rozmowy po czesku, polsku i angielsku, popołudniowe topienie śniegu na wodę do herbaty, wypytywanie się o dokonania z danego dnia. Jak się okazało Czesi dostali się tu od strony szwajcarskiej przez lodowiec Grenz. Udało im się zrealizować praktycznie wszystkie plany, tylko Dufora odpuścili z racji panujących warunków. Nastawieni optymistycznie coraz lepszą pogodą ruszyliśmy i my na okoliczne szczyty.
Ostatni etap wędrówki po Monte Rosa to dotarcie do schr.Signalkuppe. Poranny, zmrożony śnieg skrzypiał pod rakami. Każdy kolejny krok zbliżał nas do celu głównego. Wiało coraz bardziej dokuczliwie ale wreszcie nastąpił ten długo oczekiwany moment(pierwsza próba rok temu od strony szwajcarskiej) i byliśmy oto w najwyżej położonym schronisku w Europie-Margherita (4554m) Ciekawe jak się będzie spało? Popołudnie spędziliśmy na grze w karty, zerkaniu na Matterhorn przez okno. Na dwór wychodzić się nie kwapiliśmy. Wiatr siekł po policzkach. Jedynie na zachód słońca zabraliśmy aparaty i poszliśmy uwiecznić ten moment.
Rano, postanowiliśmy jeszcze wejść na pobliski Zumstein Sp. (4563m) by choć z bliska zobaczyć Duforspitze. Niestety warunki śniegowe panujące na grani wejściowej na Dufira utarły nosa nie tylko nam. Żadna z ekip nie odważyła się pchać na szczyt. Wycieczki kończyły się zatem na wspomnianym Zumstein Sp, z którego widoki również były interesujące.
Niestety wszystko co dobre się kiedyś kończy, musieliśmy zacząć schodzić, czekała nas długa droga, odkopywanie spod śniegu namiotu i dotarcie na kolejkę do Alagny.
FRANCJA
Gdyby była dobra prognoza na kilka dni i gdyby umiejętności pozwoliły, chcieliśmy zobaczyć jak wygląda Mont Blanc a może i widok z niego. Pogoda miała niby być ale być może za kilka dni…dni, których nam już brakowało. Postanowiliśmy więc spróbować przedostać się do schr. Tete Rousse i tam wspólnie postanowić co dalej. Aura wpuściła nas wprawdzie do schroniska ale też skutecznie przytrzymała w nim na kolejny dzień. Wiało, lało, sypało śniegiem. Żal nam było kolegów z Polski, którzy dzielnie spali(jeśli ratowanie rozrywanego wiatrem namiotu można nazwać spaniem) w namiotach przed schronem. Gra w remika, lekcje bryża, bieganie po wodę na lodowiec (w schronisku 5l =12,5E), ciekawe rozmowy z nowopoznanymi i wielce sympatycznymi kolegami, którzy przyjechali pod tę górę już drugi raz.
Kiedy nadszedł dzień ostatecznego wyboru dalszego działania, postanowiliśmy większością głosów, że niestety ale zawracamy. Była 13 po południu, na dworze przewalały się chmury, wiało, słońce nieśmiało próbowało się przedzierać przez chmury, w nocy dosypało sporo śniegu, była odwilż. W tej sytuacji nie uśmiechało mi się, pchać na kuluar. Żal był ogromny ale nawet dziś nie żałuję podjętej decyzji. Nawet jeśli wiem, że naszym kolegom udało się wejść na szczyt. Podczas zejścia w kierunku tramwaju du Mont Blanc zaczęło solidnie lać, a gdzieś w górze toczyły się kamienne lawiny.
SZWAJCARIA
Rok temu wracając do domu postanowiliśmy odwiedzić Alpy Berneńskie i Grindewald. Tym razem również chcieliśmy zawitać w te rejony. Raz, że mieliśmy dzięki temu krótszy kawałek drogi do przejechania, a dwa po lekturze „Białego Pająka” po prostu musiałam go zobaczyć. Tym razem nie nocowaliśmy jednak w samym Grindewaldzie, a w oddalonym od niego o 10km Lauterbrunnen –fantastyczne widoki, wodospady.
Przydatne informacje: pytajcie, jeśli coś Was interesuje.
Dziękujemy pieknie Ewie vel diablakowi 1223 i Adamowi za podsyłanie nam prognoz pogody
KILKA ZDJĘĆ Z WYJAZDU
Monte Rosa

Od lewej:
1.widok z okolic schr. Mantowa w kierunku P.ta Indren
2.biv. Balmenhorn
3.przygotowywanie miejsca pod namiot
4.schr. Mantowa


Od lewej:
1.schr. Gnifetti i Punta Giordani
2.Asik rozpoczyna przygodę z Alpami
3.Lyskam
4.Piękne i paskudne zarazem seraczyska

Od lewej:
1.tramwaje na przełęcz niedaleko Lisjoch
2.Corno Nero
3.Parrot Sp, w tle Signalkuppe
4.zachód słońca ze schr.Margherita, po lewej Lyskam a na wprost Matterhorn
5.śmierć lodowca.
Chamonix

Od lewej:
1,2,4-rzut oka na masyw Mont Blanc z Chamonix
Eiger

P.S Komentarze w stylu: "na Waszym miejscu postąpił(a) bym tak..."; "Co by było gdyby..."; "Warunki pogodowe wyraźnie wskazywały na..." niekoniecznie są mi potrzebne
no i na sam koniec TATRY I TAK SĄ NAJPIĘKNIEJSZE




