Ja miałem dwie takie akcje. Pierwsza na ścieżce między Kasprowym, a Beskidem. Wędrowałem sobie spokojnie spod stacji kolejki na Świnicę z kolegą, aż nagle za naszymi plecami pojawił się polski żołnierz z krótkim karabinem pod pachą - biegł w naszą stronę i wymachiwał ręką (nie karabinem). Gdy nas wreszcie dopadł, stwierdził że ma prawie pewność, że idziemy ze Słowacji, z Doliny Cichej... A raczej nie stwierdził, tylko "wydyszał", bo chyba miał kiepską kondycję... Oczywiście poszliśmy w zaparte i powtarzaliśmy mu z 10 razy, że się myli. W końcu spisał mojego kolegę z legitymacji szkolnej, pomruczał i poszedł sobie.
Kiedy indziej (z tym samym kolegą) weszliśmy na Tomanową Przełęcz i postanowiliśmy pójść sobie na Ciemniak (ścieżka nieoznakowana), aż tu nagle z kosodrzewiny wyskoczyli zdezorientowani żołnierze PL, którym przerwaliśmy partyjkę pokera. Zrobiło się ciut nerwowo, ale kiedy wyjaśniliśmy, że nie chcemy przekraczać granicy, tylko iść na Ciemniak, to nas tylko spisali i zawrócili w dół.
Nie wspominam już o zwyczajnych przypadkach, kiedy różni SOPiści przyczepiali się, że siedzisz nie tam gdzie trzeba, o metr za daleko od ścieżki, itp...





