No to sobie, kurna, nagruziłem. Zostałem uznany przez wpływową tutaj frakcję za niegodnego miana turysty górskiego bo... nie lubię ciorać wora, by użyć stylistyki mojego ulubionego autora, czyli Tomtoma. Nie ja jeden, drodzy przeciwnicy, nie ja jeden - pozwólcie, że przytoczę taki mały fragmencik z "Komina Pokutników" - mówi Jan Surdel:
" - Do diabła z tym całym alpinizmem, wiecie! Ile się przez to tracu, co się człowiek nawygłupia, wymarznie, nanosi tego pierońskiego plecaka.."
Ale kto tam będzie zważał na to, że Surdel też, Mefisto wywiesi moje zdjęcie na wszystkich brakach do TPN z napisem - "Uwaga - antyturysta nr 1". Całe szczęście, że na Słowacji nie ma bramek!
Ale wracając do tematu:
Chałubiński wielkim turystą był! Pomnik przeca mu kurna wystawiono. Konia z rzędem temu kto pokaże dowód, zapis czy co, że Chałubiński coś nosił. To jemu noszono a w dodatku muzykanci pogrywali. Kurna,nie stać mnie na takie bajery choć ubaw byłby po pachy tak podejść z kapelą pod Murowaniec i zapytać czy są dla nas miejsca, choćby na podłodze. Kapela potem by pograła na dobranoc glebantom. Co? Np. - "na wirsycku, na tym równym, zabił juhas bacę gównem. Kto nie wierzy niechaj biezy pokiel jesce gówno lezy".
Ale to tylko krotochwila. Natomiast fakty:
Kiedyś przed wiekiem, gdym był młodym człowiekiem poznałem takiego faceta, który cholernie dużo czasu na Hali Gąsienicowej spędził ale nigdy w życiu (tak twierdził) nie przyszedł tam z Kuźnic, Jaworzynk lub Boczaniem. Z Brzezin zresztą też - śmierć frajerom. No to jak? Ano zawsze wjeżdżał kolejką na Kasprowy i schodził z manelami. Nie wiem jak to robił ale potrafił wejść do kolejki o każdej porze i w dodatku za darmo. Sam tego doświadczyłem bo mnie kiedyś zabrał - połowa sierpnia, 12 w południe, przed kasą kłębi się wściekły tłum a myśmy spokojnie przeszli, facet na bramce pięknie się ukłonił i za chwilę byliśmy w wagoniku No i ten facet zawsze powtarzał - trzeba być ostatnim idiotą aby tak daleko wynosić, kiedy można tak blisko znieść. Nie powiem jego nazwiska, ale gdybym powiedział to byście padli zmiętym kalafiorem.
Ja, ja, herr Hauptman, zaraz padnie tu argument, że prawdziwy turysta brzydzi się kolejką a taka np. pani Zofia Paryska nigdy do niej nie wsiadła choć prawie całe życie mieszkała w Zakopanem. Jaki aż taki charakterny nie jestem, nie jestem miłośnikiem kolejki, nigdy bym nie dołożył ręki do jej budowy ale skoro jest to dlaczego nie skorzystać. Ew. obelgi proszę na PW, tu bywa młodzież szkolna, nie wolno gorszyć maluczkich.
Można sobie myśleć o tym co się chce ale ja na pytanie jak najlepiej się dostać z Hali Ornak na Halę Gąsienicową to odpowiem, że zejść do Kir, wsiąść do jakiegoś środka komunikacji i pojechać do Kuźnic a stamtąd np. przez Boczań (moja preferencja - nie lubię tych wapieni w Jaworzynce). Jak z przesiadką to jeszcze coś kupię świeżego do żarcia w Zakopanem. Tak na prawde to najlepiej byłoby helikopterem ale takich chodów w TOPR-e niestety nie miałem i nie mam. Ten facet, o którym wyżej, na samą myśl, że przez Czerwone Wierchy to by zrobił znaczące kółko na czole. Natomiast mój znany tu już wyczyn w postaci pójścia na Rysy z Murowańca i z powrotem nie wzbudził w nim dezaprobaty, wręcz przeciwnie.
Ja rozumiem, że czasami trzeba coś nieść, w zasadzie prawie zawsze się coś niesie, ale na Boga, nie róbmy z tego nabożeństwa i nie traktujmy jako ideologię turystyki górskiej.
Jak byłem pierwszy raz w Tatrach to tak gdzieś koło południa przywędrowaliśmy na Halę Gąsienicową. Rozłożyliśmy graty w "trumnie" i zastanawialiśmy się co by tu jeszcze dalej. I wtedy taka starsza pani, z zawodu nauczycielka, rozmawialiśmy po drodze, nagoniła nas do pójscia na Kościelec. Opróżniła swój plecak, potem włożyła do niego latarkę, sweter, skafander, przewodnik, mapę i kilka bułek, kawałek kiełbasy i cukierki). Poszliśmy w jej ślady i poszliśmy. Kawałek za schroniskiem nasza pani zdjęła plecak, otwarła i ..... dołożyła do niego kilka klamorów i powiedziała, że nie wypada chodzić z takim lekkim i że my mamy tak samo zrobić. Człowiek był młody i tak wychowany, że miał szacunek dla starszych to i dołożyliśmy te klamory, co tam, w dodatku, że bułek, kiełbasy i cukierków nie mieliśmy. Wleźliśmy na ten cholerny Kościelec, z ulgą zrzuciliśmy ten pierońskie plecaki i zjedli te jej bułki, kiełbasę i cukierki bo dobra kobieta poczęstowała. A potem jak ona na chwilę wyszła na stronę to, żeśmy te klamory wyciepali z naszych plecaków. Zdzichu co prawda chciał aby jej dołożyć jako równoważnik tych biłek, kiełbasy u cukierków ale go z Pawłem przegłosowałem. Ale od tego wówczas ciorania tych klamorów nabrałem takiego wstrętu do ciężkiego plecaka, że mnie aż do dzisiejszego dnia nie opuścił. Jestem osobnikiem do cna zdegenerowanym i zdemoralizowanym? Pewnie tak, skoro tak uważacie! Trudno, już się nie zmienię, taki już umrę.
