I nagle, za sprawa Andrzeja i pozostałych Kuracjuszy, staje się jednym z bohaterow tej bajki. Nie potrafie opisac uczucia, które mnie ogarnia, wchodząc w Papirusowa drabine. Brakuje mi slow by oddac to co czuje, kiedy po pokonaniu pierwszych trudności udaje się nam wniknac w tajniki Zlotej Drabiny i Złotego Kotla, by stamtąd zagladnac w Niemiecka drabine, niestety, tylko zaglądnąć…pogoda się zalamuje. W lodowatym deszczu przemierzamy jeszcze raz Zlota drabine, dobrze ze jest tam nowiutki hak zjazdowy…
Ale po kolei…
Na kuracje przyjechałam o dwa dni za pozno. Niestety, podczas pobytu w Alpach Wloskich nabawilam się fatalnej infekcji i lekarz zabronil mi jakiejkolwiek działalności gorskiej. Lekceważę jednak opinie lekarza i wyjeżdżam na Banska aby tam w pelni gotowości poczekac na polepszenie. Po dwoch dniach jestem przekonana ze mogę udac się do Brncalki. Dla treningu, dzien przed wyjazdem na Slowacje, biegne przez Orla Perc.




W piątek 17 sierpnia, poznym popołudniem, mój przyjaciel odwozi mnie na przystanek Bela Voda i stamtąd, wśród zapadających ciemności i burzowych chmur, wchodze samotnie w bajkowy swiat.
Czarny Szczyt 2436m

Piekny, dostojny, honorny, jego poludniowa sciana, choc nie tak slawna jak ta Zamarłej Turni czy Ostrego Szczytu, zalicza się do najpiękniejszych urwisk w Tatrach. To potężne jak blizna wyglądające zaciecie, to Papirusowa Drabina.
Wstajemy wczesnie, slonce ledwie zdążyło zalac swymi promieniami Doline Dzika kiedy ja już pelna emocji biegam wokół schroniska i fotografuje. Pogoda wspolpracuje z nami, w powietrzu unosi się zapach przygody. Za chwile wejde na terra nova w moim tatrzańskim zyciu.


Podchodzimy na zebro wyprowadzające na dolny prog Doliny Dzikiej.

Kuracjusze będą za chwile przekraczac potok.

Niestety, kuracjuszka Basia wpada do potoku i dla niej oraz Janka wyprawa się konczy. Inni Kuracjusze jeszcze nie wiedza o tym, ponieważ grupa rozproszyla się nieco na zebrze ale kiedy się o tym dowiadujemy jest nam bardzo smutno.
A wiec w zmniejszonym skladzie kontynuujemy wycieczke.
Zza zebra wynurza się wdzieczna postac Bożenki, dla mnie godna podziwu gorolazka bezszlakowka i wzor do naśladowania.

Za nia oczywiście kto??? Spaslaczek!!!

Wśród zieleni dolnego progu można odpocząć.

Gorny prog Doliny dzikiej wita mnie nie tylko nowymi dla mnie widokami ale także ciekawa kolorystyka.



Od gornego progu kierujemy się w strone Przeleczy Stolarczyka. I wtedy ja widzę. Oto i ona. Moja legenda, moja magiczna nazwa…Papirusowa drabina.


Polowe drabiny pokonujemy stosunkowo latwo ale pod przelecza zalupa stromieje. Zakladam wiec moje, jak to Andrzej mawiac zwykl, buty z przyssawkami i zapierdzielam pierwsza by założyć jakies stanowisko i ściągnąć reszte kuracjuszy.

Aby dojsc na przelecz pozostaja nam jeszcze ostatnie metry sympatycznego żywczyka.

Wreszcie! Kuracjusze zmeczeni nieco emocjami rozkladaja się wygodnie na Przeleczy Stolarczyka. Każdy znajduje jakies miejsce dla siebie, jako ze tloku raczej nie ma. Ja z trwoga oglądam piętrzące się przede mna Papirusowe Turnie i choc omijamy je od polnocy, nie wiem jeszcze ze będzie to dla mnie najtrudniejszy psychicznie odcinek.

Spojrzenie na polnoc.

A to Kolowy. Zostanie zdobyty wkrotce.

Trawers Papirusowych turni od polnocy prowadzi waziutka i bardzo eksponowana percia w kruchym terenie. Wymaga ciągłej koncentracji i do tego wszystkiego nie jest prosty orientacyjnie. Nie jesteśmy pewni czy dobrze idziemy, bo teren staje się trudny, wiec Spaslaczek pelen poswiecenia idzie jako pierwszy na zwiady i jak puszcza to my podążamy za nim. Naszym zadaniem jest wejsc do głębokiego zlebu, wyprowadzającego na Papirusowa szczerbine. Znalezienie go i wejście do niego nie jest latwe ale jak widac…

W Szczerbinie, jak to w szczerbinie, malo miejsca, nie miescimy się wszyscy, a na dodatek lufa na południe calkiem calkiem. Improwizuje sobie z petli stanowisko, do którego się wpinam aby mnie kto nie zepchnął w tym tloku. Bozenka, która jest specjalistka w żywczyku, jak tylko widzi ze się wpinam, zaczyna się bac abym nie spadla…
W kopule szczytowej to już każdy orze jak może. Mnie wywiodlo gdzies na lewo, w niezle gładkości ale w koncu i ja wylaze, choc nieco spozniona na szczyt.

Po wpisaniu się do ksiazki wejsc, odpoczywamy chwile, napawamy się widokami i wlasna duma. To znaczy, mowie za siebie. Bylam dumna. Przyznaje nieskromnie.

Dla ciekawskich pokazuje zdjecie Przeleczy Stolarczyka i trawersu Papirusowych Turni. Zrobione zostalo podczas wycieczki na Kolowy Szczyt, nieco ponad Czarna Przelecza. Dodam, ze widok z Czarnej Przeleczy zrobil na mnie ogromne wrazenie. To takieTatry, jakie kocham. Dzikie, strzeliste, bez odrobiny zieleni…Tylko skala.

Wedle przewodnika, od Przeleczy należy isc najpierw nieco w gore, 20 m a potem percia „bystro” w dol a na dno zlebu. Strasznie się caly czas balam, ze bystro, to ja się znajde za chwile u podstawy sciany…Kiedy pozniej w schronisku, poroenywalismy swoje odczucia co do trudności drogi, lub jej odcinkow, okazalo się ze tylko dla mnie ten wlasnie odcinek był najtrudniejszy.
Wracac nie chcieliśmy ta sama droga choc i taka możliwość była brana pod uwage, jako ze niełatwo było znaleźć droge zejsciowa na Jakubowa Lawke. Kopula szczytowa jest bardzo stroma i z każdej strony strasza urwiska. Wprawdzie czytaliśmy kilkakrotnie opis ale mimo wszystko jakos nie mogliśmy drogi znaleźć.Zagladamy, szukamy…
Az w koncu dwaj czescy taternicy

Mowia nam, ze na jak ich gust to należy przejść jakies 20 m ta bardzo eksponowana skala, na której oni się znajduja a pozniej zejsc poniżej szczytu w latwy teren. Mam stracha jak diabli wlezc na te skale ale przekonuje się ze najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, pozniej już było w porządku.

Niestety, nie udaje nam się wejsc w Jakubowa Lawke. Perc wprowadza nas do zlebu, bardzo stromego ( jak go zobaczyłam kilka dni pozniej z drogi na Baranie Rogi, to powiedziałam ze gdybym wiedziała, ze jest taki stromy, to bym tam nie wlazła…)i opadającego poniżej Jakubowej Lawki. Znajduje się w nim takowa maczuga.

Zejście do schroniska odbywa się bez większych przygod . Dlugo jeszcze tocza się rozmowy przy stole na temat dzisiejszej wycieczki. Och, coz za wspanialy dzien to był!
Jastrzebia Turnia
Gdy widzi się ja z dolu, można pomyśleć – to tylko dla orlow. A jednak prowadzi na nia droga turystyczna, wprawdzie eksponowana i w razie niepogody wymagajaca asekuracji ( co kilkanaście metrow – nowe Bühlery, jako ze droga ta, która Sieczka wylazł na szczyt, dzis jest traktowana jako droga zejsciowa dla taternikow).
Dzis dzien odpoczynkowy. Co nie znaczy ze lezymy brzuchami do gory. Nie spieszac się i pieknej pogody oraz widokow zażywając wznosimy się do Czerwonego stawu.


W tym miejscu od sciezki na Jagniecy odchodzi wyrazna perc w kierunku Jastrzębiej Przeleczy.

Na Przeleczy dlugo kontemplujemy piekne otoczenie, cisze…

…a także przygotowujemy się do jutrzejszej wycieczki na Kolowy.
Na poniższym zdjęciu widoczna jest waziutka perc wiodaca przez Prokuratorska Lawke. Te droge musimy przejść, jeśli chcemy się dostac do doliny jastrzębiej i dalej na Kolowy Szczyt.

A tu fragment sciezki w Jastrzębiej Dolinie. Z gory wyglada wszystko prosto i jasno, natomiast nastepnego dnia, jako ze ciezkie mgly opadly w dolinie Jastrzębiej, mielismy troche kłopotów ze znalezieniem prawidłowej drogi.

Z Przeleczy widac również nasza dzisiejsza droge na szczyt Jastrzębiej Turni. Prowadzi ona ta rampa opasajaca kopule szczytowa gory.

Zwlekamy nieco z wejściem w droge, jakos nikt nie kwapi się jako pierwszy. W koncu Jedrula decyduje się a ja postanawiam mu towarzyszyc. Reszta kuracjuszy podaza za nami.
Z bliska droga wydaje się być znacznie dostepniejsza co nie zmienia faktu ze jest to najbardziej lufiasta droga, jaka szlam podczas Kuracji.

Na szczycie stromo i ciasno, ale pieknie i jak zwykle smak zdobycia szczytu jest niepowtarzalny.


Bardzo polecam te wycieczke po sniadaniu a przed obiadem.
Bielskie reminiscencje
Nie mogę powiedziec ze wizyta w Tatrach Bielskich była już zawsze moim marzeniem. To bylaby nieprawda. Jak już wspomialam, lubie tereny skaliste, pozbawione zieleni. Jednakowoz widok Tatr Bielskich , tuz po przekroczeniu granicy, zawsze przyciągał mój wzrok i podniecal swa niedostępnością, chocby dlatego ze to ścisły rezerwat.
Zadawalam wiec sobie pytanie, dla kogo te obite hakami sciany wspinaczkowe w owym rezerwacie? Dla kogo wyraznie pielęgnowane, z przycinana kosowka, sciezki?
W tym przypadku ogranicze się do relacji zdjęciowej.










Baranie Rogi 2536m

Po raz kolejny podchodzimy do Dzikiej Doliny, a wiec droga nad stawem, wejście w kosowki, przekroczenie potoku, wejście na zebro, dolny prog, gorny prog – rutyna. Troche to juz zmudne wiec zerkam w kierunku obiektu, który po mojej lewej coraz to się odslania.

Ladne, prawda? To Miedziane Lawki. Mroczny obiekt mego pozadania. Stamtąd już tylko rzut beretem na Lomnice. To plany na przyszly rok.
Pod Barania Przelecza wchodzimy w zeberko, ubezpieczone łańcuchami i drabinka.


Z przeleczy otwiera się widok na Doline Pieciu Stawow Spiskich i od razu budza się wspomnienia z zeszłego lata, kiedy to w najgorszej pogodzie jakiej nawet nie zyczy się wrogowi, wchodziłam na Lodowy. Posrednia Gran była laskawsza…


Droga od Przeleczy ku szczytowi jest bardzo rozdeptana i prowadzi wieloma perciami. Nigdy nie wiadomo, na która się zdecydowac. Wybrałabym najchętniej wariant graniowy i nawet probuje ale jako ze jestem w tym zamiarze osamotniona, zawracam i popierdzielam grzecznie sciezka. I tak jak droga ta niezbyt ciekawa za to widoki z Baranich Rogow – oszałamiające! Powiecie, coz w tym pieknego? Kamienie, kamienie, kamienie…



No i oczywiście ja wśród tych kamieni

Radosc ze zdobycia szczytu jak zwykle jest wielka.

Jedrula

Wracamy ta sama droga choc mnie kusila aby zajrzec na obiad do Terinki i z Hrebienioka magistrala do domu ale mój pomysl jakos nie zostal przyjęty z aplauzem…


To jeszcze nie wszystko, ale chwilowo nie mam czasu. Wkrotce ukaze się dokończenie.
Pozdrawiam Pięknoduchów
Uszba
Rodem z 321















