Informacja:
Schronisko "Murowaniec" na Hali Gąsienicowej, Schronisko nad Morskim Okiem oraz Schronisko "Roztoka" nie udzielają dodatkowych noclegów - "podłóg".
Widać im (Murowańcowi i Morskiemu Oku, Roztoka zawsze była porządna) nadepnięto na paluszki - nie uwierzę aby tak z dobrej woli sami pozwolili aby tyle szmalu poszło na butach do Kuźnic i na Palenicę (Zygmunt S. - przepraszam za plagiat ale mis ię ten szmal na butach strasznie spodobał). Co niniejszym czyni dyskusję nieco bezprzedmiotową
Widzisz Horolezec - nikt nie lubi jak się z niego robi idiotę. Gdybym był kierownikiem schroniska i zależałoby mi tylko na szmalu to połknę jak kaczka każdy idiotyzm, każdą romantyczną opowieść jak to się koleś przedzierał przez góry do Murowańca, gdy na oko widać, że przylazł prosto z Kuźnic. Gdybym jednak był kierownikiem, który dba o standard schroniska to byłbym wkurwiony na maxa bo musiałbym mu dać ten nocleg mimo, że miałbym pełną świadomość że skurczybyk perfidnie przylazł o 21 prosto z Kuźnic i w dodatku w większości przypadków jedzie mu z gęby jak z browaru. Musiałbym choć należałoby mu dać kopa w tyłek i kazać wracać - w górach należy mieć latarkę. Ale palant się potknie, złamie nogę, wlezie na misia lub coś tam o mnie prasa obrobi tyłek. A więc dam, ale faceta tu więcej nie chcę oglądać (czarna lista) i nie ma to nic wspólnego z minioną epoką - na zachodzie każdy lepszy hotel i każda lepsza restauracja ma coś takiego - głównie na tych listach są zespoły muzyczne (wiem od córki - pracowała w recepcji jednego z niezłych hoteli w jednym z sporych miast - ta ich "czarna lista" przypominała trochę aktualną "listę przebojów"). Dlatego, Horolezec, nie mieszajmy ideologii z rezerwacją noclegów - no chyba, że wyznajesz zasadę, że kij "lustracyjny" zawsze jest dobry na wszystko.horolezec pisze:No i naprawde Janku - wpisywanie na czarną listę??? Brzmi to jak pomysł z dawnej epoki.
A teraz w sprawie rezerwacji. Obaj (Mefisto też) nie macie racji. Mefisto, pisząc, że w Tatrach nie sposób przewidzieć na pół roku naprzód pogody. Tomek - jakie pół roku - w tatrach nie sposób przewidzieć na godzinę naprzód. Trzeba po prostu coś założyć. Jak zarezerwujesz na okres tygodnia to masz dużą szansę, że trzy lub dwa dni będą dobre. Pozostałe też nie stracisz - leje, stonka się nie pcha, za głupim piwem czy kawą nie stoisz w ogonku godzinę, można pogadać z kumploszczakami, pograć w brydża, lub przeczytać coś czego za cholerę nie możesz przeczytać w domu a wypadałoby (ja np. w ten sposób przeczytałem na balkonie w Murowańcu "Doktora Faustusa" Manna, które to sążniste dzieło zabrałem do plecaka w ramach przydziału kilogramów na kulturę). Czyli pierwszy argument został zmiażdżony. Teraz argument Horolezca o niemożności zaplanowania urlopu bo nieobliczalny pracodawca itd. Nie jestem już czynny zawodowo ale swoje kontakty mam. No i jedno Ci powiem - w sprawnie działającej firmie (a nie u papudroków) plann urlopów jest jednym z podstawowych dokumentów i to święcie przestrzeganych. To jedno. A drugie - sytuacja na rynku pracy się zmieniła -jeśli trafiłeś na papudroka co Cię zwodzi w sprawie urlopu to go opuść możliwie szybko bo jeśli zwodzi w sprawie urlopu to będzie i zwodził w dziesiątkach spraw ważniejszych. Nie zapominaj jednak o czymś takim jak identyfikacja z firmą - czasami trzeba "odpuścić" i zrezygnować, nawet jak masz rezerwację w Murowańcu.
Coś Ci się chyba Tomek pomyliło. Od kiedy Tatry Polskie są rewirem działania dla klasycznego plecakowca. Taki facet codzień "ciorający wór" (Tomtom - chyba nie masz pretensji za zacytowanie) to ma pole działania w Beskidach jak się np. zapieprza od Krynicy po Żywiec, w Tatrach Niżnych, od biedy w Słowackich (bo spory obszar) ale na Boga, nie w Polskich. No chyba, że ktoś ma upodobania masochistyczne i zasuwa z Ornaku do Murowańca przez Czerwone Wierchu i to z ciężkim worem ale takie pomysły należy ścigać i wypalać gorącym żelazem. Wszak Czerwone Wierchy to jest wprost idealna trasa na wycieczkę z Zakopanego (z podjazdem busikiem do Małej Łąki i odjazdem busikiem z Kuźnic).mefistofeles pisze:Dzięki temu Murowanie dla klasycznego plecakowca wędrującego od schroniska do schroniska jest obecnie bezużyteczny.
A teraz przeanalizujmy możliwości „wypadowe turystyczne” z Murowańca:
1 dzień – Świnica przez Zawrat i zejście z Liliowego lub Kasprowego
2 dzień – Kościelec wraz z przejściem przez Stawy Gąsienicowe
3 dzień – Orla Perć np. do Granatów
4 dzień – Orla Perć od Granatów po Krzyżne i zejście Pańszczycą.
No i w zasadzie koniec repertuaru
Schronisko na Pięciu Stawach – czarna rozpacz
Orla Perć w zasadzie powtórka
Szpiglasowy – w zasadzie przechadzka.
Moim zdaniem to typowa dolina „przejściowa” – z Wodogrzmotów do schroniska i dalej przez Szpiglasową (lub Świstówkę) do Morskiego Oka – jak najbardziej (w lecie) jednodniówka z Palenicy.
Dla porządku dodam, że robiłem właśnie Mięguszowieckiego z Piątki przez Szpiglasową i dalej przez Hińczową na szczyt, zejście z Chłopka do Moka i powrót przez Świstówkę (ale to nie szlak)
Morskie Oko
1 dzień Rysy
2 dzień Chłopek
Gówniane trasy w jedną i drugą stronę tak samo
Roztoka
Przy obecnych układach granicznych jest tylko rezerwą dla Morskiego Oka (ew. opisana wyżej trasa z Wodogrzmotów przez Piątkę i dalej).
No i koniec polskich Tatr Wysokich, turystycznie. Przy niezłych warunkach pogodowych można to „załatwić” przez 10 dni i potem już tylko powtórki.
Ten „obrazek” zmienia się całkowicie w przypadku taternika (ale nie łajanta) – wtedy w samych Granatach jest na miesiąc robić. No i właśnie głównie dla taterników zostały pomyślane schroniska. Turyście dodatkowy wysiłek na podejście z Zakopanego nie przeszkodzi (np. w opisanych wyżej trasach „murowanieckich”), taternik powinien wchodzić w ścianę możliwie najmniej zmęczony – no i dlatego schroniska, kiedyś namiot czy koleba.
Padły tu propozycje systemu rezerwacji – opowiadam się za propozycją Basi, jest najbardziej wyważona i tak to było praktycznie za moich młodych lat, z tym, że okres wyprzedzenia rezerwacji był bez ograniczeń. Jeździłem na miesiąc i dłużej – z reguły robiłem jedną rezerwację na tydzień, ten pierwszy a potem to już telefonicznie, przeczekiwało się niepogodę w Zakopanem (ściślej na Krzeptówkach bo taniej), czasami wyskoczuło w Gorce lub Pieniny – NIGDY W ŻYCIU NIE SPAŁEM NA PODŁODZE. A techniczne możliwości komunikowania się z schroniskami były wielokrotnie gorsze.
Parę słów o Słowacji w tamtych czasach. Pewnie niewiele osób wie, że tak prawie do połowy lat 70-ych w Słowacji praktycznie prawie nie było kwater prywatnych. Były schroniska i domy wczasowe, te drugie nie dla turysty z Polski. Rezerwacja była konieczna i to nie tylko dlatego, że trzeba się przespać. Ryzyko przekimania gdzieś na dworcu było straszne – milicja jak zwinęła to odstawiała na Łysą Polanę. Rezerwowało się w Polsce – przez PTTK w Zakopanem. Działało to sprawnie. W dodatku – za złotówki!!! Młodzi znowu nie zrozumieją – limit wymiany koron na przepustkę był skromny. A potrzeby olbrzymie – nie tylko na sprzęt górski, którego tam było znacznie więcej i lepszego niż w Polsce. Moje córki nigdy nie miałyby do szkoły porządnych kredek f-my Hardmuth gdyby tata nie jeździł do Słowacji. Takich towarów było więcej, już nie pamiętam. Ooo, flamastry, porządne gumki (te do ołówka), piórniki oraz pluszowe niedźwiadki. Tak, tak – nie było lekko. Możliwość zakupienia noclegu za złotówki to był dar niebios. Tyle, że PTTK niechętnie załatwiało na krótki okres, o jednym dniu nawet nie było co gadać. No i brało się - tydzień w Slieskim, tydzień w Popradzkim, tydzień w Terince itd. Ojej - zapomnialem - można było za złotówki też jedzenie wykupić - śniadanie i obiadokolację, w Slieskim i Popradzkim to było nawet obowiązkowe - jak się było oszczędnym to wtedy można było sporo przywieść, nawet niezłe buty albo horolezkę (taki plecak "szturmowy") i sporą wiązkę haków. Powiadając jezykiem Franca Mauera - co Wy, k****, wiecie o Tatrach!





