nieznany górski turysta
Wędrowcy: mefistofeles, MiG
Uwaga - zdjęcia się powiększą nieco po kliknięciu
_______________________________________________________________
Wstęp, czyli prolog
Kolejny wyjazd, który okazał się czymś innym niż był planowany. Choć ogół się nie zmienił (Karpaty, pod dwa tysiące metrów npm, z namiotem i całym sprzętem) to pierwotny plan zakładający przejście ukraińskiej Czarnohory okazał się chwilowo nierealny. Zamiast tego uderzyliśmy w słowackie Niżnie Tatry.
***
17 sierpnia 2007, 18:07
okolice Gniezna 120 m n.p.m.
Ruszyłem. Asia nie płakała - przywykła;) Moja mama też, ale ona zawsze przeżywa moje wyjazdy. Teraz podziwiam przez okno pociągu gnieźnieńską katedrę. Za niecałą godzinę mam przesiadkę w Poznaniu.
***
Dzień pierwszy, czyli ruszamy
Zakopane - Poprad - Ružomberok - Donovaly (autobus) - Kozí Chrbát - Przełęcz Hiadelska
Wysiadłem z pociągu w Zakopanem. Pogoda paskudna - lało i zimno. Michał miał przybyć za kilka minut, więc do autobusu do Popradu mieliśmy bezpieczną rezerwę. Spotkanie, porównanie wielkości plecaków i pojechaliśmy. Autobus szczelnie oblepiony reklamami uniemożliwiał jakiekolwiek podziwianie widoków, jednak za Łysą Polaną zaczęło się przedzierać trochę promieni słońca.
W samym Popradzie spędzić mieliśmy ponad godzinę. Wystarczyło, żeby znaleźć czynny w sobotę kantor i jeszcze ponudzić się na dworcu. Zaraz potem autostrada powiodła nas do Ružomberoka. Kolejna godzina czekania - smażony ser, ostatnie zakupy, obskurny kibel i stromo pnącą się drogą pojechaliśmy do miejsca startu - kurortu Donovaly, gdzie zaczyna się Szlak Bohaterów SNP - czerwono znakowana graniówka Niżnich Tatr.
Donovaly - tu zaczęliśmy - photo by MiG

Tu słoneczko świeciło na całego, pogoda wręcz wymarzona. Na zegarku godzina 14, a szlak obliczony na 3,5 godziny. Ruszyliśmy. Szlak wił się pomiędzy hotelami wznosząc się do góry i odsłaniając panoramę zarówno Niżnich Tatr jak i Wielkiej Fatry. Po pół godzinie znaleźliśmy się w lesie. Skończył się zgiełk, skończyli sie ludzie na szlaku. Lasem szliśmy niecałą godzinę, potem zaczęły się łąki. Przyjemny szlak wprowadził nas na miejsce pierwszego (i jak się okazało ostatniego tego dnia) słodkiego lenistwa - Kečkę (1225 m). Na błękitnym niebie kłębiły się piękne białe chmury. Niedaleko nas dzwoniły owce. Sielanka.
Następnie czekał nas Kozí Chrbát (1330 m). Podczas średnio stromego podejścia zwróciłem uwagę na to, ze chmury po drugiej stronie nie wyglądają aż tak sielankowo. Pionowa smuga mgły sugerowała silny opad. Mimo to zachowaliśmy spokój - w końcu za nami świeciło piękne słońce.
Kečka - widok na Kozí Chrbát i Prašivą

Owce na Kečce - photo by MiG

Nagle usłyszeliśmy grzmot. Za nami łąki. Przed nami szczyt. Zaraz za szczytem las. Zaczęliśmy biec. Ulewa (na szczęście nie była to 'poważna' burza, doliczyłem się najwyżej 5 wyładowań) dopadła nas na szczycie przy wejściu do lasu. Strome zejście podczas deszczu nie było rzeczą zbyt przyjemną, ale po pół godzinie byliśmy już na siodle Hiadleskiej Przełęczy (1099 m).
Byłoby to wyjątkowo urokliwe miejsce gdyby nie jeden drobiazg - linia wysokiego napięcia. Przy północnym skraju polany resztki ławek i kontener na śmieci znaczyły miejsce przeznaczone do biwakowania. Nie byliśmy sami - stał tu już jeden namiot.
Wykorzystaliśmy chwilę przerwy w deszczu by rozstawić nasz przenośny domek i zmęczeni poszliśmy spać.
***
Dzień drugi, czyli podziwianie czas zacząć
Przełęcz Hiadelska - Vel'ka Chochula - Latiborska Hola - Utulnia pod przełęczą Ďurkovej
Wstać o szóstej oczywiście nam się nie udało. O siódmej też. Dopiero po ósmej wygrzebałem swój zezwłok z namiotu. Widok w dół doliny szybko mnie roztrzeźwił - cała dolina skryta we mgle, z wolna przelewającej się przez siodło przełęczy. Trochę szukaliśmy źródełka, zjedliśmy śniadanie i przed 10 ruszyliśmy do góry.
Biwak na Przełęczy Hiadelskiej

Podejście na Prašivą liczyło ponad pół kilometra w pionie. Las dość szybko ustąpił kosodrzewinie ta zaś rozdzieliła się na płaty. Przed szczytem po raz pierwszy odsłoniła się najwyższa część Niżnich Tatr - z Dziumbirem na czele. W oddali szeroki stożek wydawał się być Kral'ova Holą. W druga stronę zabudowania Donovaly i Fatra.
Szeroki grzbiet prowadził łagodnie w stronę Vel'kej Chochuli (1753 m). Pogoda się poprawiała, widać też było ludzi.
widok z Vel'kej Chochuli

Szlak cały czas prowadził otwartym terenem ukazując panoramy w różnych kierunkach. Pięknie prezentowały sie Góry Choczańskie, Tatry Zachodnie były jednak nieco zamglone.
Dłuższy postój zrobiliśmy sobie na Latiborskiej Holi (1643 m). Czy to co widzieliśmy to był orzeł się pewne nigdy nie dowiemy, bo kiedy wyjęliśmy aparaty nie chciał się już ustawić skrzydłami do zdjęcia. Wyglądał jednak bardziej 'orlo' niż wszystko co obaj dotąd widzieliśmy.
Światło i cień

Po prostu ładny widok

Chmury wydawały z siebie czasem delikatny pomruk, dawały jednak piękne spektakle światła i cienia. Podziwiając je dotarliśmy na skalisty wierzchołek Ďurkovej. Stąd było już tylko na dół do malutkiej Utulni pod przełęczą Ďurkovej (zwanej też od niedawna Utulnia pod Chabencem). Jest to de facto małe schronisko - z gospodarzem i prostym bufetem serwującym piwo, herbatę i zupę. Gospodarz wyjaśnił nam panujące w chatce zasady i skasował po 70 Sk. Pomieszczenie sypialne to całe poddasze z rozłożonymi na podłodze materacami. Wygodnie i przytulnie.
Obiad ugotowaliśmy sobie sami z ryżu i mielonki. Po 8 godzinach marszu smakował wybornie.
Widok z Ďurkovej na Góry Choczańskie

otoczenie Utulni pod przełęczą Ďurkovej

***
19 sierpnia 2007, 21:00
Útulňa pod Chabencom, 1623 m n.p.m.
Dzisiaj śpimy pod dachem. Wczoraj w namiocie było ciszej, za to tu nie musimy się gimnastykować. Nawet dało radę się umyć (choć to już odrobiny gimnastyki wymagało). Pogoda piękna. Chmury dodają panoramom plastyczności, choć czasem wydadzą groźny pomruk. Wczoraj przez takie "mruczenie" przebiegliśmy wierzchołek Kozich Chrbatów, dziś na szczęście przeszło bokiem.
c.d.n.























