Szalone pomysły w Tatrach
Szalone pomysły w Tatrach
Chciałbym poruszyć nowy wątek na temat szalonych pomysłów w Tatrach jakimi chcieli nas uraczyć różni "mądrzy" ludzie. Czy natrafiliście gdzieś na inne szalone pomysły przytoczone poniżej.
Tatry jako miejsce szczególne miały wyjątkowe szczęście do szczególnie niedorzecznych pomysłów. Warto wymienić chociażby kilka dodając, że pomysłodawcy traktowali je najzupełniej poważnie.
Na przykład w 1902 r. powstał projekt zabudowania kolejki zębatej na Przełęcz Świnicką w celu eksploatacji tamtejszych różowych granitów. Na zboczach Kościelca chciano wykuć grobowiec dla wieszcza narodowego Juliusza Słowackiego lub tez umieścić tenże grobowiec na wyspie na Czarnym Stawie Gąsienicowym. Powstał też zamysł zbudowania na stokach Żabiego nad Morskim Okiem pomnika - kaplicy na cześć zasłużonego dla Zakopanego i Tatr hrabiego Zamoyskiego. Przed wojną rzucono myśl, by wybudować szosę wiodącą przez Przełęcz Tomanową - największe obniżenie w grani głównej. Chciano też przedłużyć szosę z Morskiego Oka do Dolinki za Mnichem i dalej przez Wrota Chałubińskiego do Doliny Koprowej. Istniały również pomysły zatopienia Doliny Pięciu Stawów i budowy wielkiej hydroelektrowni w Dolinie Roztoki. Należy także wspomnieć o projekcie wzniesienia opery górskiej w Dolinie Białego oraz o planach przedłużenia "ceprostrady" ze Szpiglasowej Przełęczy granią aż na Kasprowy.
Jeszcze niedawno na łamach prasy ktoś proponował nocną iluminację północnych zboczy Giewontu, zupełnie poważnie rozważano pomysł zlokalizowania miejskiego wysypiska śmieci Zakopanego na terenie TPN w Brzezinach. Dość kontrowersyjny wydaje się współczesny pomysł stworzenia "kolorowego zawrotu głowy", czyli bardzo znacznej rozbudowy infrastruktury narciarskiej w rejonie Kasprowego Wierchu.
W latach pięćdziesiątych, strzegące bardzo ważnej granicy wojsko, mierzyło z automatów do taterników wspinających się w rejonie Morskiego Oka. Organizowano na terenie Tatr rajdy samochodowe (na szosie do Morskiego Oka),treningi kajakarzy (w Pięciu Stawach - przed olimpiadą w Meksyku) i masowe "spędy" w rodzaju Rajdu Lenina.
Na szczęście zazwyczaj zwyciężał jednak zdrowy rozsądek i troska o zachowanie przyrody tatrzańskiej.
Żródło: Tatry
Tatry jako miejsce szczególne miały wyjątkowe szczęście do szczególnie niedorzecznych pomysłów. Warto wymienić chociażby kilka dodając, że pomysłodawcy traktowali je najzupełniej poważnie.
Na przykład w 1902 r. powstał projekt zabudowania kolejki zębatej na Przełęcz Świnicką w celu eksploatacji tamtejszych różowych granitów. Na zboczach Kościelca chciano wykuć grobowiec dla wieszcza narodowego Juliusza Słowackiego lub tez umieścić tenże grobowiec na wyspie na Czarnym Stawie Gąsienicowym. Powstał też zamysł zbudowania na stokach Żabiego nad Morskim Okiem pomnika - kaplicy na cześć zasłużonego dla Zakopanego i Tatr hrabiego Zamoyskiego. Przed wojną rzucono myśl, by wybudować szosę wiodącą przez Przełęcz Tomanową - największe obniżenie w grani głównej. Chciano też przedłużyć szosę z Morskiego Oka do Dolinki za Mnichem i dalej przez Wrota Chałubińskiego do Doliny Koprowej. Istniały również pomysły zatopienia Doliny Pięciu Stawów i budowy wielkiej hydroelektrowni w Dolinie Roztoki. Należy także wspomnieć o projekcie wzniesienia opery górskiej w Dolinie Białego oraz o planach przedłużenia "ceprostrady" ze Szpiglasowej Przełęczy granią aż na Kasprowy.
Jeszcze niedawno na łamach prasy ktoś proponował nocną iluminację północnych zboczy Giewontu, zupełnie poważnie rozważano pomysł zlokalizowania miejskiego wysypiska śmieci Zakopanego na terenie TPN w Brzezinach. Dość kontrowersyjny wydaje się współczesny pomysł stworzenia "kolorowego zawrotu głowy", czyli bardzo znacznej rozbudowy infrastruktury narciarskiej w rejonie Kasprowego Wierchu.
W latach pięćdziesiątych, strzegące bardzo ważnej granicy wojsko, mierzyło z automatów do taterników wspinających się w rejonie Morskiego Oka. Organizowano na terenie Tatr rajdy samochodowe (na szosie do Morskiego Oka),treningi kajakarzy (w Pięciu Stawach - przed olimpiadą w Meksyku) i masowe "spędy" w rodzaju Rajdu Lenina.
Na szczęście zazwyczaj zwyciężał jednak zdrowy rozsądek i troska o zachowanie przyrody tatrzańskiej.
Żródło: Tatry
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Może mnie teraz "zlinczujecie"
ale nie miałabym nic przeciwko jakiejś kolejce elektrycznej na asfalcie do Moka.Po prawej stronie wjazd,po lewej zjazd a środek dla piechurów.Lepsze mi się to wydaje niż męczenie tych biednych koni.Chociaż może liczba turystów w tym rejonie jeszcze bardziej by wzrosła
ale tak wyobraźcie sobie powrót kolejeczką po zdobyciu Rysów...a może po prostu ten asfalt mnie drażni i dziwne pomysły przychodzą mi do głowy hehehe
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Dopóki towarzysze fiakrzy nie przekraczają limitów, to dla konia dzień wożenia ceprów do Moka jest zwykłym dniem pracy, jak dla setek innych koni w Polsce (nadal używanych na polach zamiast traktorów, w kopalniach już chyba nie).
Iwona, kolejka elektr. wzdłuż asfaltu do moka do zły pomysł. Po pierwsze paskudna instalacja trakcyjno-torowa wśród przyrody - wystarczy że jest asfalt. Po drugie - więcej ludzi depczących moko i okolice.
A propos tej drogi - widzę takie rozwiązanie:
1. Likwidacja parkingu na Palenicy
2. Przeniesienie zakazu wjazdu dla aut na Łysą Polanę
3. Wyburzenie mostu przy Wodogrzmotach (pomysł rodem z Cywińskiego, ale vipy się nie pchałyby się tam samochodami, ew. zrobić mały mostek gdzieś poniżej dla zaopatrzenia)
A już najlepiej byłoby, aby na dojście do Moka trzeba było przeznaczyć 1 dzień, potem zanocować w schronisku i dopiero kolejnego dnia eksplorować góry. Mnóstwo stonki by się zniechęciło, ale przecież nikt by nikomu nie zabraniał wejścia.

Iwona, kolejka elektr. wzdłuż asfaltu do moka do zły pomysł. Po pierwsze paskudna instalacja trakcyjno-torowa wśród przyrody - wystarczy że jest asfalt. Po drugie - więcej ludzi depczących moko i okolice.
A propos tej drogi - widzę takie rozwiązanie:
1. Likwidacja parkingu na Palenicy
2. Przeniesienie zakazu wjazdu dla aut na Łysą Polanę
3. Wyburzenie mostu przy Wodogrzmotach (pomysł rodem z Cywińskiego, ale vipy się nie pchałyby się tam samochodami, ew. zrobić mały mostek gdzieś poniżej dla zaopatrzenia)
A już najlepiej byłoby, aby na dojście do Moka trzeba było przeznaczyć 1 dzień, potem zanocować w schronisku i dopiero kolejnego dnia eksplorować góry. Mnóstwo stonki by się zniechęciło, ale przecież nikt by nikomu nie zabraniał wejścia.
Dokładnie tak powinno się zrobić. Możnaby pójść jeszcze krok dalej i w ogóle zlikwidować przejście graniczne na Łysej Polanie. Byłoby to na pewno z pożytkiem dla środowiska naturalnego.Mariusz pisze:1. Likwidacja parkingu na Palenicy
2. Przeniesienie zakazu wjazdu dla aut na Łysą Polanę
3. Wyburzenie mostu przy Wodogrzmotach (pomysł rodem z Cywińskiego, ale vipy się nie pchałyby się tam samochodami, ew. zrobić mały mostek gdzieś poniżej dla zaopatrzenia)
Niestety tego rodzaju pomysły, mające na celu ochronę przyrody, nie znajdują jakoś oddźwięku wśród decydentów. Słyszy się natomiast sporo o zwiększeniu przepustowości kolejki na Kasprowy. Nie mówiąc już o takim szczególe, jak działalność wspólnoty uprawnionych 8 wsi w zachodniotatrzańskich dolinach, która to działalność, abstrahując od statusu prawnego tych terenów, ma niewiele wspólnego z troską o przyrodę.
Czasem odnoszę wrażenie, że kasa odebrała niektórym do reszty zdolność trzeźwego myślenia. Do tego stopnia, że gotowi są piłować gałąź, na której siedzą
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Jeśli tylko dla aut,to podejrzewam,że nic by to nie zmieniło,ludzie przesiądą się na busy i autobusy,bo akurat odwiedzenie Moka,jest standardowym putktem każdej wycieczki.Mam nadzieję,że nie miałeś na myśli całkowitej likwidacji tego miejsca,bo nie wyobrażam sobie chodzić do Moka jeszcze więcej niż owe 9 km.Mariusz pisze:Likwidacja parkingu na Palenicy
być może masz rację.Stwierdzę to dopiero,jak zacznę wreszcie nocować w schroniskachMariusz pisze:A już najlepiej byłoby, aby na dojście do Moka trzeba było przeznaczyć 1 dzień, potem zanocować w schronisku i dopiero kolejnego dnia eksplorować góry
święte słowa,ale jak te biedne konie z pianą przy pysku widzę,to zaraz przypomina mi się Łysek z pewnego pokładuandaluzja pisze:koń to zwierzę pociągowe, a przynajmniej nie robi hałasu przewożąc turystów.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
To prawda. Jednak znam wiele osób, które nie mając możliwości podjechania na Palenicę swoim Fordem Mondeo, czy innym wypasionym Passatem raczej odpuściły by temat, niż pchały się do autobusów z plebsem. Po drugie, lepiej autobus co pół godziny, niż łańcuszek samochodów (redukcja spalin w otulinie Parku).Iwona pisze:Jeśli tylko dla aut,to podejrzewam,że nic by to nie zmieniło,ludzie przesiądą się na busy i autobusy,bo akurat odwiedzenie Moka,jest standardowym putktem każdej wycieczki
Co do Palenicy - miałem na myśli, całkowite zamknięcie parkingu.
Co do Łysej Polany - likwidacja przejścia jest raczej nierealna, można conajwyżej mówić o zamknięciu go dla TIRów.
Iwona, nie czułabyś się przyjemnie wiedząc, że do najbliższej cywilizacji dzieli cię DZIEŃ PIESZEJ WĘDRÓWKI od schroniska? Dla mnie byłaby to rewelacja, szkoda że te nasze górki są takie maleńkie...
Jancar,Jancar pisze:Nie mówiąc już o takim szczególe, jak działalność wspólnoty uprawnionych 8 wsi w zachodniotatrzańskich dolinach, która to działalność, abstrahując od statusu prawnego tych terenów, ma niewiele wspólnego z troską o przyrodę.
jak będziesz miał swój las to też go będziesz chciał eksploatować... Jak komuś zależy na ochronie przyrody, to niech wykupi te PRYWATNE grunty.
pozdrawiam
Marcys
Mariusz podejrzewam,że zacznę Tatry odbierać zupełnie inaczej,jak zacznę spędzać moje wyjazdy w schroniskach bez konieczności pokonywania codziennie tras do szlaków właściwych.Jakoś nie przepadam za maszerowaniem tych 9 km do Moka,w dodatku wiedząc,że tak naprawdę to dopiero tam zaczyna się dla mnie prawdziwa radocha
Jeśli zaś chodzi o gości z tych aut,o których wspominasz,to wolę takowych nie spotykać na swej drodze,bo mam cofki
Jeśli zaś chodzi o gości z tych aut,o których wspominasz,to wolę takowych nie spotykać na swej drodze,bo mam cofki
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
To oczywiste, choć wypowiedziane chłodnym, prawniczym tonem.marcys pisze:jak będziesz miał swój las to też go będziesz chciał eksploatować... Jak komuś zależy na ochronie przyrody, to niech wykupi te PRYWATNE grunty.
Wierzę jednak, że marcys tak naprawdę w duchu kibicuje "ochroniarzom przyrody" i czasem lubi się zapuścić do Chochołowskiej. A to co ostatnio widziałem w Jarząbczej (zrywka drzewa) sprawiało, że zjeżył mi się ów nieliczny włos na głowie. Ale co zrobić - wolnoć Tomku...
Mam nadzieję, że skarb państwa będzie kiedyś stać na wykupienie pozostałych jeszcze fragmentów TPN. Jest to ostatni dzwonek, bo presja cywilizacji, przemysłu i komercji ciągle się zwiększa na te tereny.
Tiiaaa,gdzie podziały się te czasy,w których mawiano iż "Bezcenne skarby przyrody stanowią własność całego narodu i obowiązkiem każdego jest ocalenie jej piękna dla przyszłych pokoleń. " -o czym szerzej napisałam w wątku: Tatry wczoraj i dziśMariusz pisze:Ale co zrobić - wolnoć Tomku...
Mam nadzieję, że skarb państwa będzie kiedyś stać na wykupienie pozostałych jeszcze fragmentów TPN.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
To ja myślałem, że te roboty w Jarząbczej i Starorobociańskiej są jakoś uregulowane i pod nadzorem kierownictwa parku. Troche mnie to dziwi, że prawo własności upoważnia do niszczenia takiego ewenementu w skali Polski jakim sa Tatry Wysokie. Przecież tam jeżdżą traktory i auta terenowe. Obraz jak po bitwie pod Verdun. Błoto, woda i pościnane drzewa. Ładnie górale kochają swoje Taterki.
pozdrawiam
Zechciej zauważyć, iż w swej wypowiedzi abstrahowałem od statusu własnościowego tych ziem. Wiem doskonale co to jest własność PRYWATNA i jej poszanowanie. Co wcale nie oznacza, że mogę swobodnie przełknąć to, co się tam dzieje. Po prostu dla mnie to miejsce jest czymś znacznie więcej niż kawałkiem lasu, który można "eksploatować".marcys pisze:Jancar,
jak będziesz miał swój las to też go będziesz chciał eksploatować... Jak komuś zależy na ochronie przyrody, to niech wykupi te PRYWATNE grunty.
Podobnie jak Mariusz, miałem okazję przekonać się na własne oczy jak właściciele "doglądają" swojej własności. W czerwcu tego roku wędrowałem dolinami Jarząbczą i Starobociańską. Pomijam już nawet kwestię samej zrywki drewna, ale stopień zaśmiecenia tych rejonów butelkami, puszkami, papierami i innymi pozostałościami po drwalach był uderzający. Zawsze uważałem, że stosunek człowieka do fauny i flory jest wyznacznikiem jego poziomu i kultury osobistej.
Zmierzam po prostu do tego, że działalność miejscowej ludności jest zagrożeniem tak samo (albo nawet bardziej) poważnym dla środowiska jak turystyka masowa. Strażnicy parku zdają sobie z tego sprawę, ale wolą ścigać np. pojedynczych turystów bezszlakowców niż trudniących się kłusownictwem ziomków z sąsiedniej wsi. Jest to oczywiście pewne uogólnienie, bo nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Chodzi mi jedynie o zwrócenie Waszej uwagi na zagrożenia, jakie niesie ze sobą eksploatacja terenów Parku przez miejscową ludność.





