Mój sierpniowy wyjazd w tary zaczął sie od pięknej pogody. Tak pięknej że pól plecaka pływało. Był to poniedziałek 13. Lało jak scebra. Plusem było to że dzięki łapiduchom z dworca udało mi sie znaleźć jedynkę tuż koło dworca za 30zł.
Następne dni miały byc już lepsze i tak sie stało. We wtorek wyruszyliśmy na rozgrzewkę w Tatry zachodnie.
Wędrówkę na orlą ustaliliśmy na 15stego. Około 530 tuz po otworzeniu ślipiów oceniłem pogodę na dobra przez moje przeogromne okno wielkości 50x50 cm i nie myliłem sie. Było przepięknie, żadnej chmurki na niebie, troche zimno ale to akurat dobry omen.
Jak najszybszym krokiem udaliśmy sie na busiki i wiśta wiooo do Kuźnic.
ok 0615
Wybraliśmy szlak idący przez Skupniów Upłaz(niebieski).
Tuż po wyjściu z lasu przywitało na szwedzkie niebo i cieplutkie słonce.

Szlak mimo wczesnej pory nie należał do pustych. Spotkaliśmy ok 20 osób.
0800
Dotarliśmy do murowańca. Tu ruch wyraźnie pokazywał że dziś mogą być korki. Powoli robiło sie już cieplej i po krótkim postoju kontynuowaliśmy spacer na niebieskim szlaku - Murowaniec - Czarny Staw Gąsienicowy.
Dolina Gąsienicowa wyglądała malowniczo.

0830
Krotki postój na stawem Gąsienicowym(z powodu pogody takich sybciorów było dużo, widoki były takie że zapierały dech w piersiach).
Oto moj kompan niedoli i autor zdjęć

Kościelec wyglądał tak ja na załączonym obrazku:

No i wpadliśmy na rodzinę prezydencką na wakacjach, kto by pomyślał

Po uzupełnieniu płynów udaliśmy sie dalej. W cieniu granatów temperatura spadła znacznie.

1020
Jesteśmy na Zawracie. Pogoda jest dalej jak z bajki i nic nie wygląda na to że sie zmieni.

Kanapka, Prince polo i w droge.
1030 Czerwony Szlak Zawrat - Kozi Wierch
Od samego początku martwiłem sie ze dostane skrętu szyi i to nie od oglądania sie za kobietami a za pięknymi widokami których (wiem powtarzam sie) dzięki pogodzie nie dało sie ignorować.
Widok za zakopane | Początek Doliny 5-ciu Stawów | Orla Perc | Orla Perc
Przy pierwszych łańcuchach spotkał nas niemiły incydent, na szczęście jedyny. Dziadek, wydaje sie z racji wieku człowiek rozważny i z wyobraźnią, zaczął pchać sie na ten sam łańcuch co mój kolega, który to tez zwrócił mu uwagę. Na to Pan chojrak ze mu te niebezpieczeństwo nie przeszkadza i na tym samym łańcuchu wyprzedził go, niepatrząc na to ze naraża innych. No ale cóż zrobisz...idioci są wszędzie.


Sławna drabinka w całej okazałości. Na jej wysokości było już oczywiste że będziemy mieli opóźnienie. Na szlaku było ciasno, do "wolnych momentów" ustawiały sie kolejki. Ale plusem tego była możliwość sycenia sie widokami lub tez , w moim przypadku, przypominaniem sobie ze mam lęk wysokości
Krotki rzut oka na Granaty

za siebie

i w drogę
1300
Jesteśmy na Koziej Przełęczy. Jak widać na załączonym obrazku kolejna do zejścia jest już długa. Praktycznie było to ok 10 oczekiwania na łańcuch. W tym miejscu mój lek wysokości (mimo przełamania na drabince) zaczął narastać ale sie nie dałem

W trackie czekania mój kompan wypatrzył ekipę wspinaczkową

1350
KOZI WIERCH...nareszcie. Na szczycie tłok, natężenie ludności większe niż na krupówkach..no może nie aż tak. Ale jedynym winnym jest pogoda...nie dziwie sie nikomu kto w ten dzień tam sie wybierał. Zdjęcia(poniżej) nie oddają nawet po części tych krajobrazów. Jak narazie był to najpiękniejszy widok jaki widziałem
ps...podczas szlaku tylko jeden turysta złamał jednokierunkowość tego przejścia...i to trzeba uznać za sukces.


Postój w celu uzupełnienia kalorii i w drogę.
1440
Na Buczynowej Straznicy ktoś śmiał latać po naszym niebie

Ten człowiek miał dopiero widoki, chciałbym kiedyś tego sprobować
1450
Przełęcz na Buczynową dolinka i mój kolega na niej spoczywający

i nieuchronnie zbliżał sie etap końcowy naszej wędrówki
1520
Zadnia Sieczkowa Przełęcz
i piękny widok Koziej przełęczy

Schodziliśmy do Koziej Dolinki zielonym szlakiem
Parę ostatnich spojrzeń na nasza zdobycz

oraz na to co zostawiliśmy sobie na kolejne odwiedziny czyli granaty i dalej

I w dół do domu

papa orla

powrót dziki obolałym kolanom trwał długo...w zakopanym byliśmy ok 19stej, spałem jak dzidzia
W piątek 17 wybraliśmy sie na Rysy ale z powodu pogody jedyne zdjęcia które są warte obejrzenia to:

Miało padać ale tylko pokropiło. Jak widać chmury miały 2 warstwy, piekne widoki pojawiały sie gdy obydwie sie rozchodziły. To w połączeniu z malowniczością morskiego dawało majestatyczny efekt. Plan był taki aby wracać stroną słowacka ale ...zapomniałem wziąść dowodu :/ i patataj z buta spowrotem kochanym asfaltowym szlakiem
ps pozdrowienia dla przemiłej parki z Iławy którą poznaliśmy na Orlej - Lukasz i Ewa lub Ula








