Mało kiedy się zdarza, aby kurs skałkowy był typowym przygotowaniem do kursu tatrzańskiego - chyba że wszyscy uczestnicy mają zamiar szkolić sie dalej w tatrach.
Z czterech osób na kursie skałkowym jak jedna pójdzie na tatrzański to i tak dużo, wiec kurs musi też spełniać wymagania tych co nigdy nie kupią sobie rocksów czy friendów a będą miały tylko komplet ekspresów i pojedynczą linę i to im wystarczy.
Ja na kursie miałem tylko jeden dzień (na Górze Zborów) na obitych drogach, po to aby poćwiczyć technikę samego wspinania, a reszta kursu to wynajdywanie dziurek na kości (Rzędkowice) , ale podobno w dolinkach podkrakowskich dróg nieobitych jest tak mało, ze nie ma gdzie się uczyć
Nie dziwi więc fakt ze może się zdarzyć osoba po kursie która z typowym wspinaniem na własnej asekuracji spotka się pierwszy raz dopiero w tatrach.