Tylko Tatry Polskie - sama rozkosz!
Tylko Tatry Polskie - sama rozkosz!
Z Tygodnika Podhalańskiego:
Tatrzańska panna młoda
Nowożeńcy pozują do zdjęć na tle błękitnej tafli, turyści popijają wódeczkę z piersiówki, Japończycy w klapkach zdobywają szczyty – w Tatrach można podziwiać nie tylko górskie osobliwości.
Codziennie słyszymy komunikaty o korkach na tatrzańskich szlakach. W pierwszy dzień pięknej, słonecznej pogody na własnej skórze postanowiliśmy sprawdzić, jak jest naprawdę.
Z Zakopanego ruszamy późno, jak prawdziwy ceper, który musi się wyspać, zjeść dwa śniadania, spakować i dopiero wyjść w Tatry.
Cel? Orla Perć, ale wejście jednym z najłatwiejszych w tym rejonie szlaków na Zadni Granat.
W Kuźnicach jesteśmy w samo południe. Docieramy tam busem, w którym turyści upchnięci są niczym sardynki, a kilku z nich wbrew przepisom nie ma szans na siedzenie.
Już na szlaku przez Jaworzynkę na Halę Gąsienicową spotykamy kilka osobliwości. Okazuje się, że w upale turyści zapominają o zapasach wody.
– Skończyła się już cała butelka, nie mamy więcej – krzyczy do swojej partnerki brzuchaty jegomość.
Pokazywanie odkrytych brzuchów w upalne dni na szlakach to najnowszy krzyk mody, szczególnie u panów.
Gdy tylko ścieżka zaczyna ostrzej wspinać się w górę, okazuje się, że klapki nie są najlepszym obuwiem na górskie wyprawy.
– Jutro powinieneś wziąć inne buty, kochanie – mówi pewna dama do swojego męża, którego obuwie nadaje się najwyżej do pokonania dystansu dzielącego salon od sypialni.
Sapiące, ledwo dyszące tłumy rosną z każdą chwilą. Tuż przed Karczmiskami mija nas sznur pędzących w dół młodych sportowców.
Jeden z nich nazbyt wczuwa się w rolę kozicy, potyka się. „Co ci się stało? Łydka tylko. To nic, biegniemy dalej” – krzyczą współtowarzysze.
Przed schroniskiem kłębią się tłumy turystów. Czym prędzej uciekamy w stronę Gąsienicowego Stawu. Poniżej ścieżki skalna tablica przypomina o śmierci w lawinie Mieczysława Karłowicza.
Niestety, 95 proc. turystów nawet jej nie zauważa.
Powoli przebijamy się dalej. Nad Czarnym Stawem tłoczno prawie jak we Władysławowie.
I tu zaskoczenie. Na wielkim głazie sesja fotograficzna młodej pary. Piękna, biała suknia, ciemny błękit stawu i dwóch fotografów – czego można chcieć więcej nazajutrz po poślubnej nocy?
Nad stawem słychać kilka obcych języków. Nawet japoński.
Para w sandałach, z torbami w rękach i aparatami fotograficznymi wtapia się w tłum turystów. Powyżej zaskoczenie. Nagle tłumy urywają się, kończą niczym pola kosówki.
W Koziej Dolince tylko kilka osób, a jak brakuje towarzystwa, to trzeba sobie sztucznie poprawić nastrój. Ukryci wśród głazów turyści używają do tego celu płynu z piersiówki. Ciekawe, czy o własnych siłach zejdą na dół?
– Byłam w Bieszczadach, ale to nie to samo, okropnie bolą mnie nogi – mówi 40-letnia turystka schodząca z Granatów.
No tak, połoniny to zupełnie inna para kaloszy. Im wyżej, tym lepiej jednak z wyposażeniem turystów. Jeden z nich, schodzący z Orlej Perci, ma na głowie kask – to już niespotykana wręcz zapobiegliwość.
W końcu osiągamy szczyt. Na Zadnim Granacie ledwie dwie osoby. Godzina 15.
Więc są jednak miejsca, gdzie nawet w szczycie sezonu nie ma tłumów.
– Dla takich chwil warto żyć, tu jest zupełnie inaczej, niż wszędzie” – mówi do swojej towarzyszki młoda turystka. I ma z pewnością rację.
W czasie jednej tylko tatrzańskiej wycieczki można przeżyć więcej, niż przez cały tydzień na Krupówkach.
Paweł Pełka
[ 24-08-2007 | 09:44:59 | red] Góry
Tatrzańska panna młoda
Nowożeńcy pozują do zdjęć na tle błękitnej tafli, turyści popijają wódeczkę z piersiówki, Japończycy w klapkach zdobywają szczyty – w Tatrach można podziwiać nie tylko górskie osobliwości.
Codziennie słyszymy komunikaty o korkach na tatrzańskich szlakach. W pierwszy dzień pięknej, słonecznej pogody na własnej skórze postanowiliśmy sprawdzić, jak jest naprawdę.
Z Zakopanego ruszamy późno, jak prawdziwy ceper, który musi się wyspać, zjeść dwa śniadania, spakować i dopiero wyjść w Tatry.
Cel? Orla Perć, ale wejście jednym z najłatwiejszych w tym rejonie szlaków na Zadni Granat.
W Kuźnicach jesteśmy w samo południe. Docieramy tam busem, w którym turyści upchnięci są niczym sardynki, a kilku z nich wbrew przepisom nie ma szans na siedzenie.
Już na szlaku przez Jaworzynkę na Halę Gąsienicową spotykamy kilka osobliwości. Okazuje się, że w upale turyści zapominają o zapasach wody.
– Skończyła się już cała butelka, nie mamy więcej – krzyczy do swojej partnerki brzuchaty jegomość.
Pokazywanie odkrytych brzuchów w upalne dni na szlakach to najnowszy krzyk mody, szczególnie u panów.
Gdy tylko ścieżka zaczyna ostrzej wspinać się w górę, okazuje się, że klapki nie są najlepszym obuwiem na górskie wyprawy.
– Jutro powinieneś wziąć inne buty, kochanie – mówi pewna dama do swojego męża, którego obuwie nadaje się najwyżej do pokonania dystansu dzielącego salon od sypialni.
Sapiące, ledwo dyszące tłumy rosną z każdą chwilą. Tuż przed Karczmiskami mija nas sznur pędzących w dół młodych sportowców.
Jeden z nich nazbyt wczuwa się w rolę kozicy, potyka się. „Co ci się stało? Łydka tylko. To nic, biegniemy dalej” – krzyczą współtowarzysze.
Przed schroniskiem kłębią się tłumy turystów. Czym prędzej uciekamy w stronę Gąsienicowego Stawu. Poniżej ścieżki skalna tablica przypomina o śmierci w lawinie Mieczysława Karłowicza.
Niestety, 95 proc. turystów nawet jej nie zauważa.
Powoli przebijamy się dalej. Nad Czarnym Stawem tłoczno prawie jak we Władysławowie.
I tu zaskoczenie. Na wielkim głazie sesja fotograficzna młodej pary. Piękna, biała suknia, ciemny błękit stawu i dwóch fotografów – czego można chcieć więcej nazajutrz po poślubnej nocy?
Nad stawem słychać kilka obcych języków. Nawet japoński.
Para w sandałach, z torbami w rękach i aparatami fotograficznymi wtapia się w tłum turystów. Powyżej zaskoczenie. Nagle tłumy urywają się, kończą niczym pola kosówki.
W Koziej Dolince tylko kilka osób, a jak brakuje towarzystwa, to trzeba sobie sztucznie poprawić nastrój. Ukryci wśród głazów turyści używają do tego celu płynu z piersiówki. Ciekawe, czy o własnych siłach zejdą na dół?
– Byłam w Bieszczadach, ale to nie to samo, okropnie bolą mnie nogi – mówi 40-letnia turystka schodząca z Granatów.
No tak, połoniny to zupełnie inna para kaloszy. Im wyżej, tym lepiej jednak z wyposażeniem turystów. Jeden z nich, schodzący z Orlej Perci, ma na głowie kask – to już niespotykana wręcz zapobiegliwość.
W końcu osiągamy szczyt. Na Zadnim Granacie ledwie dwie osoby. Godzina 15.
Więc są jednak miejsca, gdzie nawet w szczycie sezonu nie ma tłumów.
– Dla takich chwil warto żyć, tu jest zupełnie inaczej, niż wszędzie” – mówi do swojej towarzyszki młoda turystka. I ma z pewnością rację.
W czasie jednej tylko tatrzańskiej wycieczki można przeżyć więcej, niż przez cały tydzień na Krupówkach.
Paweł Pełka
[ 24-08-2007 | 09:44:59 | red] Góry
dziewczyny ,powiedzcie uczciwie ,czy to jest sexy ,czy nie ,a może zupełnie obojętne dla Was ,przecież odkryć brzucho to nie problem . Może macie też inne propozycjie dla nas odnośnie ubioru ,byśmy się podobali i przyciągali Wasz wzrok . Chętnie posłucham ,podzielcie się spostrzeżeniami
luknij na moje panoramy i galerie
Miałem lat 18, gdy z pewną panną pojechałem w góry. Rok 1994. A lato było upalne tego roku, zaś panna (niestety...) z zasadami. Gdy tylko na szlaku pozbyłem się koszulki, oświadczyła stanowczo - "albo ją zakładasz, albo nie będziemy chodzić po górach". A ponieważ góry były mi bliższe niż ta panna, więc rad nie rad musiałem chodzić ubrany...
Po latach przyznaję jednak, że widok w górach roznegliżowanych panów wyjątkowo mi nie przypada do gustu. Zwłaszcza jak taki obiekt zasłania sobą widoki...
Po latach przyznaję jednak, że widok w górach roznegliżowanych panów wyjątkowo mi nie przypada do gustu. Zwłaszcza jak taki obiekt zasłania sobą widoki...
dagomar napisał
Pozdrówka
Izunia
- oto dag, w roli prowokatora!dziewczyny ,powiedzcie uczciwie ,czy to jest sexy ,czy nie ,a może zupełnie obojętne dla Was ,przecież odkryć brzucho to nie problem . Może macie też inne propozycjie dla nas odnośnie ubioru ,byśmy się podobali i przyciągali Wasz wzrok . Chętnie posłucham ,podzielcie się spostrzeżeniami
Pozdrówka
Izunia
Wracamy do tematu! Post z innego forum (321) - Pawła_G. Znam człowieka - wiarygodny!
Jak to pisał Wyspiański? - "a to Polska właśnie".Wczoraj wróciłem z Tatr. To co tam się wyprawia w kwestii alkoholu w górach to jakaś paranoja. Wyszliśmy sobie w niedzielę z dziewczyną na Szpiglasowy, jakieś pięć minut po nas przybyła grupka 5 osób - chłpokaki i dziewczyny w wieku ok. 25 lat. I jak uczcili zdobycie tego neprawdopodobnie wysokiego i technicznego szczytu? Wyciągnęli 0,7 litra czystej i pociągnęli w kolejce z gwinta :shock: Masakra
Odnośnie alkoholu to w maju zdarzyło mi się minąć na szlaku jegomościa, który kiedy powiedział do mnie cześć, gdy się mijaliśmy to prawi zdmuchął mnie ze ścieżki odór wódki albo innego wysokoprocentowego alkoholu...niby szedł prosto no ale mimo wszystko...
odnośnie samego artykułu..to autor ma ciekawe i krytyczne spojrzenie na to, co się wokół niego dzieje..szczerze mówiąc już myślałam, ze w ogóle nie wspomni o turystach z prawdziwego zdarzenia ale jednak na sam koniec o nich napisał...
wiadomo, że jeśli chce się uniknąć tłumów trzeba iść tam, gdzie osoby w klapeczkach raczej nie wejdą albo w takie, które są najmniej znane...
odnośnie samego artykułu..to autor ma ciekawe i krytyczne spojrzenie na to, co się wokół niego dzieje..szczerze mówiąc już myślałam, ze w ogóle nie wspomni o turystach z prawdziwego zdarzenia ale jednak na sam koniec o nich napisał...
wiadomo, że jeśli chce się uniknąć tłumów trzeba iść tam, gdzie osoby w klapeczkach raczej nie wejdą albo w takie, które są najmniej znane...
w klapkach, nie w klapkach, wyprzedził mnie kiedyś typek wzrostu prezydenckiego i tuszy słusznej, z kijaszkiem drzewiennym w dłoni, a poginający tak żwawo w... trampkokorkach! Takich zwykłych odlewanych z gumy! I się dobrze przyjrzałem - te korki były niespiłowane, więc przy jego masie i twardości szlaków musiały niezły masażyk stóp robić... No zgięło mi nadgarstki.... A wyprzedził mnie nie na ceprostradzie, ale na szlaku na Zawrat od Gąsienicowej. Ja odbiłem na Kozią Przełesz, poszedłem na Kozi.. i ten gość tam dotarł po jakimś czasie i.. posiedział na szczycie grubą minutę i poleciał dalej... A ja myślałem, że robię długie trasy i chodzę żwawo...
Coś musi być w tych butach z bazaru za 20zeta...
Coś musi być w tych butach z bazaru za 20zeta...





