Jestem, Alien, wyższy ponad te niegodziwe insynuacje, które pan minister Ziobro nazwałby "kłamstwami wyssanymi z palca i to brudnego". Odpowiedź na tak brutalną i niczym nie uzasadnioną napaść wymaga nieco czasu. No i nie brnij w to dalej bo się nie wyplątasz z tych piekielnych intryg. Po Alienie to się niczego dobrego nie spodziewałem ale Ruda,eheu! Et tui Ruda contra me! Krwawię!Alien pisze:mysle, ze Janek dbajac o to by nie "złamać elementarnej zasady ekonomiki produkcji dążącej zawsze do minimalizacji kosztów" sam kupil sobie bilet PKP jedynie do Warszawy (wiadomo - taniej niz do Krakowa) i tam kazal bogatemu kuzynowi z USA ladowac, a dalej niech kuzyn taxi zamawia do Kuznic (stac go, a co)
szlaki do Orlej
No to widzę, że PPMDWWdZiSnPpK (Polska Partia Miłośników Dwudniowych Wyjazdów Weekendowych do Zakopanego i Spania na Podłodze pod Kiblem) zwarła szeregi i zamierza doprowadzić do powołania Komisji Śledczej, która ujawni moją kłamliwą a zapewne i agenturalną przeszłość (jeden user albo były user już pewno zaciera łapki). No to sam się zgłaszam w celu złożenia zeznań. Na wstępie muszę stawić odpór temu Okęciu i Balicom. Ani tutaj ani tutaj, mój zacny krewniak wylądował z żoną i córką w Tegel k. ówczesnego Berlina Zachodniego, tam wynajął auto i nim pojechał do Polski rundkę po krewniakach zrobić a że ma korzenie w okolicach Jordanowa to tam zjechał na wstępie. Wyjaśnić też trzeba, że onże krewniak należy w rodzinnym Chicago do jakiegoś Klubu Podhalan i tam mu właśnie jakiś Stan pokazał zdjęcia mające świadczyć o jego, Stana, górskich przewagach i zapragnął mieć podobne. Liczył, że krewniaki mu w tym pomogą. O święta naiwności - na miejscu się okazało, że krewniaki to Tatry znają ale z widoku z Nowego Targu, dalej się nie zapuszczali bo i po co. Wtedy mój krewniak przypomniał sobie o moim istnieniu a raczej o moich niemądrych upodobaniach i wykonał odpowiedni telefon. Co było robić, wykombinowałem delegację do Krakowa i kilka dni urlopu i pojechałem. Pociągiem i autobusem bo auta wtedy jeszcze nie miałem.
Pań śledczy Alien pytał o aklimatyzację. Naiwne pytanie, panie śledczy. Toż się musiałem zapoznać z nieznanymi mnie krewniakami a oni ze mną, też im nieznanym. I co, to ja po tym nie miałem aklimatyzacji co by na Everest nie starczyła. Pan śledczy się widać z nikim na Podhalu jeszcze nie zapoznawał skoro takie androny plecie. Radzę to doświadczyć, panie śledczy, ale na Boga – nie przez dwa dni, toż to obraza boska i brak szacunku dla porządnych ludzi.
Górskie powietrze działa cudy i nazajutrz skoro świt ruszyliśmy z krewniakiem, Frank jemu jest, w stronę Zakopanego. Żona i córka Franka zostały – stateczne kobiety nie podzielały szaleńczych pomysłów męża i ojca (czyli Daddy – córeczka trochę kiepska była w polskim). Pogoda była nie najgorsza co mnie bynajmniej nie cieszyło, chwalić Boga w Poroninie już mżyło a jak dojechaliśmy do Kuźnic (wtedy było można – aut było tyle co kot napłakał) to już żaby z nieba leciały. Zawróciliśmy, resztę dnia pogłębialiśmy znajomość i zawieraliśmy nowe. To samo powtórzyło się drugiego i trzeciego dnia. Kolejny, czwarty, był ostatni bo Frank musiał ruszać do kolejnych krewniaków, tym razem w białostockie (to z mamy strony). Rankiem, czwartego dnia, było „mleko”. Pomyślałem sobie – Bóg łaskaw dla mnie grzesznika. Frank był jednak nieugięty – wbił się w ten garnitur i te buty co je nazywał sportowe i pojechaliśmy. Po drodze jednak moja wiarą w boską łaskawość ulegała postępującej dewastacji – im bliżej było do Zakopanego to pogoda była ładniejsza a w Kuźnicach wręcz wymarzona. Iskierka nadziei zapaliła się gdy Frank wyraził chęć pojechania kolejką a kolejka była do kasy była przydługawa. Zapomniałem jednak o sile kapitalistycznego pieniądza – po kilku sekundach stał już przy nas facecik, który zadeklarował, że za „zielone” rzecz jest do załatwienia. Chyba za dychę były od ręki, nawet powrotne. Pojechaliśmy. Stojąc na tarasie główkowałem gdzie tu iść zrobić te zdjęcia aby Frank w tym Klubie Podhalan mógł tego Stana pogrążyć. Doszedłem do wniosku, że na Liliowem będzie w sam raz. Już miałem dać sygnał do wymarszu gdy Frank wskazał na Kościelec i zapytał czy na niego bardzo trudna droga. No i kurde, dobre wychowanie to jest jednak rzecz okropna – zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. No to idziemy odrzekł Frank. Na nic były moje przekonywania – Stan wszedł to i on wejdzie, bo on, cholernik, zapamiętał tą górę ze zdjęć Stana. Myślałem, że będzie miał dojść po zejściu, po tych deszczach było mokro i te spodnie z tego „sportowego garnituru miał już utytłane jak nieszczęście. Ale gdzie tam... Pomiędzy stawami zapieprzał jak czołg, na Karb prawie wbiegł a na Kościelcu musiałem sprężyć się na maksa aby nie zostać w tyle bom był trochę przemęczony tą nadmierną „aklimatyzacją”. Szczyt, zdjęcia, zejście – tym razem do Czarnego, po piargach proszę państwa śledczych, tej nowej ścieżki jeszcze nie było, kolejne zdjęcia – Stan też tu miał i do Murowańca. Kolejne świadectwo potęgi prawdziwych pieniędzy – chyba trzy dziewczyny z kuchni wrzątkiem przeznaczonym dla biednych turystów doprowadziło garnitur Stana do ładu. Nie pamiętam już co jedliśmy, pewnie coś okropnego, jak to w Murowańcu ale Frank i tak orzekł, że drugiej takiej restauracji w Stanach nie ma (Stan podobno też tak twierdził).
Tyle mam do wyjaśnienia proszę państwa śledczych i nie ukrywam, że oczekuję przeprosin za te niecne oszczerstwa, które położyły się cieniem na mojej nieposzlakowanej reputacji.
Pań śledczy Alien pytał o aklimatyzację. Naiwne pytanie, panie śledczy. Toż się musiałem zapoznać z nieznanymi mnie krewniakami a oni ze mną, też im nieznanym. I co, to ja po tym nie miałem aklimatyzacji co by na Everest nie starczyła. Pan śledczy się widać z nikim na Podhalu jeszcze nie zapoznawał skoro takie androny plecie. Radzę to doświadczyć, panie śledczy, ale na Boga – nie przez dwa dni, toż to obraza boska i brak szacunku dla porządnych ludzi.
Górskie powietrze działa cudy i nazajutrz skoro świt ruszyliśmy z krewniakiem, Frank jemu jest, w stronę Zakopanego. Żona i córka Franka zostały – stateczne kobiety nie podzielały szaleńczych pomysłów męża i ojca (czyli Daddy – córeczka trochę kiepska była w polskim). Pogoda była nie najgorsza co mnie bynajmniej nie cieszyło, chwalić Boga w Poroninie już mżyło a jak dojechaliśmy do Kuźnic (wtedy było można – aut było tyle co kot napłakał) to już żaby z nieba leciały. Zawróciliśmy, resztę dnia pogłębialiśmy znajomość i zawieraliśmy nowe. To samo powtórzyło się drugiego i trzeciego dnia. Kolejny, czwarty, był ostatni bo Frank musiał ruszać do kolejnych krewniaków, tym razem w białostockie (to z mamy strony). Rankiem, czwartego dnia, było „mleko”. Pomyślałem sobie – Bóg łaskaw dla mnie grzesznika. Frank był jednak nieugięty – wbił się w ten garnitur i te buty co je nazywał sportowe i pojechaliśmy. Po drodze jednak moja wiarą w boską łaskawość ulegała postępującej dewastacji – im bliżej było do Zakopanego to pogoda była ładniejsza a w Kuźnicach wręcz wymarzona. Iskierka nadziei zapaliła się gdy Frank wyraził chęć pojechania kolejką a kolejka była do kasy była przydługawa. Zapomniałem jednak o sile kapitalistycznego pieniądza – po kilku sekundach stał już przy nas facecik, który zadeklarował, że za „zielone” rzecz jest do załatwienia. Chyba za dychę były od ręki, nawet powrotne. Pojechaliśmy. Stojąc na tarasie główkowałem gdzie tu iść zrobić te zdjęcia aby Frank w tym Klubie Podhalan mógł tego Stana pogrążyć. Doszedłem do wniosku, że na Liliowem będzie w sam raz. Już miałem dać sygnał do wymarszu gdy Frank wskazał na Kościelec i zapytał czy na niego bardzo trudna droga. No i kurde, dobre wychowanie to jest jednak rzecz okropna – zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. No to idziemy odrzekł Frank. Na nic były moje przekonywania – Stan wszedł to i on wejdzie, bo on, cholernik, zapamiętał tą górę ze zdjęć Stana. Myślałem, że będzie miał dojść po zejściu, po tych deszczach było mokro i te spodnie z tego „sportowego garnituru miał już utytłane jak nieszczęście. Ale gdzie tam... Pomiędzy stawami zapieprzał jak czołg, na Karb prawie wbiegł a na Kościelcu musiałem sprężyć się na maksa aby nie zostać w tyle bom był trochę przemęczony tą nadmierną „aklimatyzacją”. Szczyt, zdjęcia, zejście – tym razem do Czarnego, po piargach proszę państwa śledczych, tej nowej ścieżki jeszcze nie było, kolejne zdjęcia – Stan też tu miał i do Murowańca. Kolejne świadectwo potęgi prawdziwych pieniędzy – chyba trzy dziewczyny z kuchni wrzątkiem przeznaczonym dla biednych turystów doprowadziło garnitur Stana do ładu. Nie pamiętam już co jedliśmy, pewnie coś okropnego, jak to w Murowańcu ale Frank i tak orzekł, że drugiej takiej restauracji w Stanach nie ma (Stan podobno też tak twierdził).
Tyle mam do wyjaśnienia proszę państwa śledczych i nie ukrywam, że oczekuję przeprosin za te niecne oszczerstwa, które położyły się cieniem na mojej nieposzlakowanej reputacji.
Ostatnio zmieniony pn 20 sie, 2007 przez Janek, łącznie zmieniany 3 razy.
Czy PPMDWWdZiSnPpK wystartuje w najbliższych wyborach. Doradzałbym, macie duże szanse. Osobnicy gotowi z miłości do Tatr spać pod kiblem są dla mnie bardziej wiarygodni niż dwóch facetów (Jarek i Zbinio), którzy nie umieją uzgodnić co "zeznają" w tej samej sprawie. No chyba, że Jarek chce ugrobić Zbinia. Jeśli tak, to powiem całkiem szczerze - mój podziw dla Jarka wzrośnie - jest swoistym geniuszem. Wałęsa ze swoimi "zderzakami" to cienki Bolek przy Jarku.
A Ty nie używasz polskich czcionek - świadczy to o głębokiej pogardzie dla uczuć patriotycznych i uzależnieniu od wpływów naszego zachodniego sąsiada. Ale poczekaj - sprawdzimy gdzie to służył dziadek i pradziadek i czy praprababka nie była przypadkiem agentką carskiej ochrany. Radzę zakupić dyktafon i mieć się na baczności.Alien pisze:juz sie gubisz
Jestem gorszego sortu...
- Bluecocaine
-

- Posty: 95
- Rejestracja: pn 20 sie, 2007
- Lokalizacja: Cracków
- Bluecocaine
-

- Posty: 95
- Rejestracja: pn 20 sie, 2007
- Lokalizacja: Cracków
Lotniska mi się pokręciły. Zresztą tak naprawdę to nie jestem pewien czy Frank nie lądował w Hamburgu. Nieważne! Istotnym jest co inne - jak małe macie pojęcie o tamtych czasach. No bo jak NRD to w wypożyczalni tylko Wartburgi i Trabanty. Błąd. Nie wiem jak to było w NRD ale w wypożyczalniach aut, które prowadził polski Orbis (za waluty wymienialne) były całkiem niezłe wózki zachodnie a Wartburgów i Trabantów nie było na pewno. Z "socjalistycznej" produkcji chyba tylko Fiaty 125p i potem Polonezy ale głowy bym za to nie dał.andy67 pisze:Lotnisko Schonefeld leżało na terenie NRD a nie Berlina Zachodniego.
Jakie auto wynajął Twój gość z USA - Trabanta czy Wartburga ?
Państwo cierpiało na chroniczny brak walut wymienialnych ale wiedziało jednocześnie, że aby je zarobić trzeba i trochę ich wydać.
Jestem gorszego sortu...
Wracając do tematu. Janek, widzę, wczoraj wytyczył szlak. Czas przejścia trasy Kuźnice - Murowaniec - Cz. Staw - Kozia Przeł. - Dol. 5 Stawów - Zawrat - Murowaniec - Kuźnice, według mapy wyniósł 10' 05''.
Teraz zacytuję ciebie
Inna sprawa, że dziewczyna chciała iść na Orlą, a Twój szlak tylko ją przekracza. Jeśli tak się zdobywa Orlą, to równie dobrze, po obejrzeniu w telewizji zdjęć z Mont Everestu, można powiedzieć, że też się tam było!
Gdyby jakiś "znawca" zaproponował mi takie zwiedzanie Orlej, pewnie bym go utopił w Czarnym Stawie, w biały dzień. Więc, jeśli ja jestem przewodnikiem od siedmiu boleści, to Ty - od boleści śmiertelnej!
Wspomniałeś też coś o drodze przez Słowację. Rany! Dobrze, że nie zaproponowałeś przez Rumunię!
Teraz zacytuję ciebie
Sam teraz nie wiem czy to aberracja umysłowa, czy tylko kołtunizm...czy Ty [to do mnie] jesteś kompletnie nieodpowiedzialny czy też tylko normalnie głupi. (...) przewodniku od siedmiu boleści, wysyłasz ją na trasę może niezbyt trudną ale cholernie długą (...)
Gdyby jakiś "znawca" zaproponował mi takie zwiedzanie Orlej, pewnie bym go utopił w Czarnym Stawie, w biały dzień. Więc, jeśli ja jestem przewodnikiem od siedmiu boleści, to Ty - od boleści śmiertelnej!
Wspomniałeś też coś o drodze przez Słowację. Rany! Dobrze, że nie zaproponowałeś przez Rumunię!
Chris - miałem Cię za pojętniejszego. Przeczytaj jeszcze raz:

Ela prosiła o radę jak NAJMNIEJSZYM nakładem sił dostać się na Zawrat, nie podając skąd zamierza tam iść. No to jej zrobiłem krótki wykład, nie ukrywam, że trochę złośliwy. Ale jak ktoś się wybiera na Orlą Perć to nie powinien zadawać pytań tak naiwnych. Ela aluzję zrozumiała. Ty niestety jesteś mniej pojętny. Jak sądzę to cały Twój wysiłek umysłowy idzie w kierunku aby mnie albo Zygmuntowi przygadać. Proponuję abyś tego poniechał - syzyfowa praca, za kiepski jesteś w te kulki. Odejdź w pokoju, dobry człowieku!A skąd w tym dniu zamierzasz rozpocząć wędrówkę? Jeśli z Murowańca to jest tylko jedno podejście na Zawrat - k. Czarnego a potem Zmarzłego Stawu. Jeśli z Pięciu Stawów to też jedno i to bardzo łatwiutkie - na upartego byś rowerem wjechała. Dojście przez Świnicę praktyczne tylko przy czynnej kolejce.
Ale zarówno do Murowańca jak i Pięciu Stawów trzeba się jakoś dostać. Na piechotę, helikopter TOPR tylko odwozi, dowozić jak na razie jeszcze nie. No i z Zakopanego (Kuźnic) masz do Murowańca 1.5 godziny, góra dwie a na Pięć Stawów z Zakopanego telepiesz się praktycznie cały dzień, busikiem, asfaltówką do Wodogrzmotów a potem w górę Roztoką. Gdybyś jednak upierała się przy tym wchodzeniu na Zawrat od Pięciu Stawów ale bez mitręgi trasy przez Palenicę to możesz udać się do Murowańca a następnie na Kozią Przełęcz (połowa trasy wspólna z ścieżką na Zawrat) a z Koziej Przełęczy zejść do Doliny Pięciu Stawów i następnie już prosto na Zawrat. Co by Ci jeszcze doradzić? Jest jeszcze kilka możliwości przez Słowację ale do nich trzeba mieć duszę ryzykanta bo złośliwcy z TPN i TANAP zlikwidowali szlaki, które istniały 100 lat i dłużej.
Na koniec, Elu, powiem Ci anegdotę. Pewien Szkot w modlitwie uskarżał się Panu Bogu, że nie wygrywa na loterii. Litościwy Pan Bóg przerwał jego narzekania i wyrzekł doń z góry - Mój synu, wysłucham twych próśb ale daj m szansę - KUP LOS. Trawersując - Elu - daj nam szansę - KUP MAPĘ.
Hehehe, dziadek! Spodziewałem się, że różne głupoty napiszesz ale to co przeczytałem przerosło moje oczekiwania. Ale po kolei.
Zacytowałeś siebie w całości choć pominąłeś pytanie Eli, które też przytaczałeś w swoim poście, więc musiałeś je zrozumieć. Przypomnę je dla jasności:
A teraz następny Twój idiotyzm:

Dziadek! Ty daj se spokój z poradnictwem na Forum. Lepiej opisuj swoje wspomnienia z gór, kiedy miałeś 20 lat i szalałeś... po Zakopanem!
Zacytowałeś siebie w całości choć pominąłeś pytanie Eli, które też przytaczałeś w swoim poście, więc musiałeś je zrozumieć. Przypomnę je dla jasności:
W kontekście jej pytania, Twoje porady wydają się niedorzeczne, żeby nie powiedzieć, po prostu, głupie.Janek pisze:Ela napisał(a):
Zastanawiam się na przejściem całej Orlej tj. odcinka Zawrat-Krzyżne, z tym że nie wiem która drogę wybrać do Zawratu, żeby nie była zbyt forsowna i starczyło sił na dalszą wędrówkę po Orlej?
A teraz następny Twój idiotyzm:
No i Ty, w ramach oszczędności sił dołożyłeś jej od Zmarzłego Stawu 3'45'' zamiast 1'20''. Po co?! Rozpędu miała nabrać?! Zaaklimatyzować się?!Janek pisze:Ela prosiła o radę jak NAJMNIEJSZYM nakładem sił dostać się na Zawrat
Dziadek! Ty daj se spokój z poradnictwem na Forum. Lepiej opisuj swoje wspomnienia z gór, kiedy miałeś 20 lat i szalałeś... po Zakopanem!





