Izabela pisze:Tak na marginesie. Nie wiem jak wyglądaja chłopcy /-/, a szczególnie jedną żałośnie łkajacą, wyprowadzoną na OP, którą spotkała moja córka na Kozim Wierchu.
Masz na prawdę wiele racji w tym co piszesz. Nie Ty jedna obserwujesz takie obrazki. Niestety, jest ich dużo więcej. Sam mam podobne spostrzeżenia. Napisałem też takie opowiadanko - "Telegrafistka" - jest gdzieś na mojej stronie.
Czemu mi jednak coś w Twoim tekście nie pasuje?
Aha! Już wiem. Od słów "Drodzy panowie...
Proponuję inną wersję:
"Drogie Panie, może najpierw według wykazu panoramek z Nyki (*) poprosić by z daleka wam pokazano Tatry Wysokie? Rozsmakujcie się, zachęćcie..."
Śmieszna propozycja?
Niekoniecznie.
Nie ma żadnej pewności, kto był motorem takich nieprzemyślanych wycieczek, o których wspominasz i nie pisałbym tego, gdybym nie znał konkretnych przypadków, że pomimo rozsądnych obaw partnera, baba go podpuściła, wyciągnęła w końcu na łańcuchy i sama na nich zdychała ze strachu. Mało tego. Chlipała pretensje przez łzy: "To czemuś się zgodził? A skąd ja miałam wiedzieć, jak tu jest? Trzeba było się nie zgodzić, jak jesteś taki mądry."
Nie, nie. To trzeba odsączyć od kwestii "panie" czy "panowie". To jest powszechna ignorancja, nonszalancja, nieodpowiedzialność. Po prostu głupota i z tym trzeba coś zrobić. Kwestia, co zrobić, to już zupełnie inna sprawa. Myślę jednak, że gubałowski czy równianokrupowski ersatz nie jest najlepszym rozwiązaniem, a jeśli nawet, to bardzo dyskusyjnym i to na niezwykle krótkim, rzekłbym znikomym dystansie.
No dobra. Miało być o pogodzie...
Zatem - chłopcy (koledzy) zapraszani przez dziewczyny w góry wyglądają dziś dokładnie tak samo jak chłopcy (koledzy) zapraszający dzisiejsze dziewczyny w góry. To akurat z boku obserwuję w obydwu wersjach i zapewniam, że zewnętrznie różnic żadnych nie ma.
(*) - Panoramy u Nyki są akurat dość kiepskiej jakości. Zdecydowanie wolę te Zofii Radwańskiej-Paryskiej, ale z kolei lepiej by nowicjusze nie brali do ręki WHP'ów. Kolejna trudna sprawa.