Co uważacie na temat słuchania muzyki podczas górskich wędrówek? Lubicie to robić?
Jeśli chodzi o mnie, to lubię posłuchać sobie mojej ulubionej muzyki na szlaku. Jest to ona bardzo "leśna", pasuje do pięknych górskich widoków... I pozwala zapomnieć o zmęczeniu długą trasą. Oczywiście staram się nie robić tego za często, ponieważ naturalna muzyka matki natury, a więc szum drzew, odgłosy zwierząt itd., też jest piękna i unikalna dla kogoś, kto tak jak ja, mieszka w dużym, hałaśliwym i cuchnącym samochodami mieście
Z drugiej strony np. w zimę, mając słuchawki na uszach, można nie usłyszeć zbliżającej się lawiny
Chyba wolę dźwięki natury,czyli pitaszki,szum wiatru i potoku. Tego nie mam na codzień.Jeżeli miałabym już czegoś słuchać,to byłaby to na 100% jakaś płyta U2 albo P.Gabriela
PS.Poza tym to nie jest zbyt bezpieczne,bo nawet latem możesz np.nie usłyszeć, jak ktoś krzyczy,iż leci kamień w Twoją stronę(albo misiek hi,hi)
To biorę swoja manatki....i zwiewam gdzie pieprz rosnie...
Obawiam się jednak, że niewiele mi to pomoże... Chyba , że jakoś go oczaruję , tylko jak? kobiece wdzięki na niedźwidzi chyba nie działają
Nie wyobrażam sobie - siebie ze słuchawkami na uszach - tak na szlaku, jak i podczas........ jazdy na rowerze. I nie ma to dla mnie znaczenia czy chodzę po niskich górach, np: Bardzkich, Wzgórzach Strzelińskich czy po naszych ukochanych Tatrach. Podobnie rzecz ma się z rowerem. Miasto czy poza nim - przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa - NIE!
Przyznam, że są takie szlaki (i trasy) kiedy fascynacja zmienia się w znużenie-zmęczenie i wtedy................ JA jednak NIE! Czasami widuję w górach ludzi z jakimś sprzętem grającym, ale wcale mi to nie przeszkadza, każdy robi to co lubi.
Bardzo lubię słuchać muzyki i robię to najczęściej przez prawie 12 miesięcy w roku ale nie w Tatrach. Byłoby mi przykro tracić bezcenny czas na słuchanie muzyki, zakłócałoby to i rozpraszało moją uwagę na piękno tej krainy gdzie odgłosy fauny i szelest flory zacierają trudy całego roku pracy. Nie mam jednak nic do ludzi noszących sobie sprzęt elektroniczny na uszach. Pozdrawiam
Niektórzy wykonawcy potrafią wykrzesać z siebie "mistyczne" brzmienia i być może słuchanie takiej muzyki na łonie przyrody może wzbogacić doznania estetyczne... np. Enya, Enigma, Clannad (muzyka ze starego serialu "Robin Hood").
Jeśli chodzi o mnie, to nic nie może się równać z ciszą, przerywaną szumem potoku, szumem wiatru między skałami lub w konarach smreków, albo też jego świstem między skałami... Oj za nic nie włożyłbym słuchawek w uszy...
Do towarzystwa, które wymieniłeś,dodałabym jeszcze M.Oldfielda...
Hmmm,powiem szczerze,że czasem miałabym ochotę usiąść sobie np. przy wylocie Dol. za Mnichem,w miejscu rozwidlenia szlaków na Wrota i Szpiglasową i włączyć sobie jakąś przestrzenną muzykę. Mogłoby być miło...I podejrzewam,że niektórzy z Was niekiedy mają podobne myśli do moich.Prawda?
Człowieku jak mozna słuchac muzyki podaczas chodzenia w górach. W kazdej chwili ktos moze wołac pomocy a ty bedziesz słuchac wolkmena. No bardzo mądry jestes. A potem są wypadki w górach.
A ja się z tobą nie zgodzę Amusing - słuchanie walkmana na szlaku nie wpływa raczej na twoje bezpieczeństwo, ani nie zagrażasz innym (no może poza przypadkiem nieudzielenia pomocy, bo nie słyszysz jak ktoś woła, ale to chyba sporadyczne wypadki).
Nie mogę się natomiast nadziwić rowerzystom w Warszawie, którzy zasuwają po głównych ulicach z walkmanem na uszach - przecież to samobójstwo - nie słychać samochodów, klaksonów, brak koncentracji itd...
Co ty tak z tym "wołaniem o pomoc"? Pomocy może także wzywać kobieta okradana w autobusie albo facet, co dostał ataku serca na ulicy - ale to nie powód żeby wyrzucić walkmana do śmieci.
Nie denerwuj się dziewczyno. Ale według mnie góry mają własną muzyke która jest fajna (szum wiatru, w dolinach ptaszki itp.). Ja wiem ze wolkmen nikomu nie przeszkodzi. Oprócz temu co bedzie mu potrzebna pomoc.