Po czterech dniach bajkowego relaxu na Brando nadszedł czas powrotu do rzeczywistości-powrotu na główne wyspy archipelagu -mieliśmy w planach nocleg na znanym nam już kempingu w Bomarsund i następnego dnia dłuuuuuuuuugi skok na zach skraj Alandów do słynnego Eckero.
,,Od XVI w aż do początków XX stulecia przez Eckero przebiegał szlak pocztowy wiodący ze Sztokholmu do Turku.Utrzymywano stałą łączność przez Bałtyk-i to niezależnie od pory roku.Gdy zimą morze skuwał lód do transportu poczty używano sań. 40km odcinek Eckero-Grisslehamn był najdrudniejszy.Wiódł bowiem przez otwarte wody Bałtyku ,a pokonywano go na małych,wwiosłowo-żaglowych łodziach-utrzymywanie stałej komunikacji kosztowało zycie blisko 200 Alandczyków,którzy zginęli podczas pełnienia służby.Z historią komunikacjipocztowej można zapoznać się w EckeroPost&Tullhust-historycznym budynku z 1828roku. "
chcieliśmy właśnie zobaczyć to muzeum jak i skorzystać z innych atrakcji tego miejsca -wspaniałe kąpieliska
wracaliśmy z Brando tym samym promem -przyjechali -wymieniając nas nastepni turyści -ale niewielu ich było

W Bomarsund nasi młodzi rowerzyści rozpieszczeni relaxem na Brando mieli spore problemy z wczesnym wstawaniem -a czekał nas długi etap-liczyłem go na min 60 km-wyszło 63....

ale jak już wstali to sprawnie i szybko zwijali obozik

przejazd z wsch na zach kraj Alandów zajął nam cały dzień z licznymi przerwami :
na słodki lunch (ciasto alandzkie +kawalub piwko lub soki ) -miejsce na to drugie śniadanie było położone na wzgórzu ,z którego mieliśmy piękny widok na Farjsund -rodzaj fiordu :

alandzkie oznakowanie szlaków rowerowych

same drogi często przypominały Szwajcarię Kaszubską -rodzajem lasów jak i forsownymi podjazdami

Do Eckero dotarliśmy wieczorową porą , po wybraniu kempingu (a wybrali Mati i Bartek-znaleźli na nim taki batut do skakania

) rozbiciu namiotu głodni jak psiaki znaleźliśmy urocza restauracje położoną na miejscowym kąpielisku -ależ ta pizza jest pyszna :

Kilka słów o Eckero-to taki słynny alandzki kurort turystyczny -można tu dostać się w 2 godziny promem ze Szwecji.
Więc dużo turystów ,kąpieliska ,liczne kempingi ale i b.ciekawe muzeum poczty,muzeum rybołówstwa i łowiectwa ,można nawet odbyć safari -w ogrodzonym terenie na obszarze kilku km2 łażą sarny ,jeleni,dziki ,gęsi a nawet strusie.... ot takie atrakcje dla turystów ..
ale -jest urocza marina wypełniona ciekawymi jachtami,w marinie śliczna portowa kafejka (pyszne lody) są stare ponad 100-letnie wodne garaże i przepiękny skalistu brzeg (można sie nawet powspinac w ciepłej skale -a odpadnięcia wprost do morza )
oto pare fotek z klimatami Eckero:
zachody słońca w marinie

dziwne ,,ptasie pióra" na niebie

a te klimaty o wschodzie słońca gdy wymykałem sie z uśpionego kempingu :
małe ognisko ,które umilało czekanie na leniwie wstające słońce

i ono samo gdy już rozpalało pomarańczowym ciepłym blaskiem marinę ,wrzosy ,pierwszych wędkarzy...
a jak to ranne słońce malowało stare wodne garaże , pobudzało do radosnych spiewów jaskółki ...
I nawet śpiące jeszcze jachty wygladały dziwnie tajemniczo

przyjemności ,przyjemnosciami ale dla ,,obowiązku " zajrzeliśmy do muzeum poczty w Eckero jak i do samej poczty:) gdzie podziwialismy imponujaca kolekcję znaczków-wszystkie można kupić :

wieczorem ostatniego dnia w Eckero znaleźlismy sobie spokojne miejsce na skalistym wybrzeżu ,ja fociłem swoje ulubione roślinki

skały i porosty...

a moja małżonka nie mogła oczu oderwać ....

od zachodzącego gdzieś tam u wybrzeży Szwecji słońca...

myślę ,że już troszke przynudzam więć na koniec króciutko;
Nastepnego dnia -a był to już dzień 12 -sty naszej WYRO2006 wrócilismy do Marienhamn -nie obyło sie tego dnia bez niespodzianki -załoga podniosła bunt -nie podobało im się moje wolne rowerowe człapanie i w składzie Beatka,Mati i Bartek pognała szybko do przodu ,ja dotarłem na kemping z 3 godzinnym ,,spóźnieniem "- ale ile miałem z tego frajdy
W Mariehamn były jescze atrakcje - baseny w Mariebad, ciekawa mała huta-wytwórnia szkła ,arcyciekawe i podonno jedyne takie na swiecie muzeum żeglarstwa ,spotkanie na kempingu z czterema Fordami -dziadkami wyprodukowanymi w 1926 roku-wszystkie na chodzie i w idealnym stanie ...:
acha , przy tej szklanej fabryczce jest przemiła kawiarnia z wystrojem z epoki z przed 100 lat -jkie tam ciasta podają -mniam,mniam
popatrzcie to ta fabryczka ,jej wyroby i kawiarenka

poczciwe Fordy-przyjechały z Gotlandii -a właściwie stolicy tej wyspy Visby:

Ostatniego dnia na wyspach , w Mariehamn około 23 opuściliśmy kemping- naszym schronieniem był pawilon na terminalu Silii i Vikinga , poniewaz nasz prom odpływał o 4.35 -a zawijał tylko na 10 minut płynąc z Helsinek do Sztokholmu ...
Załoga drzemała a stary rep,który od 30 lat pracuje też w nocy czekał cierpliwie na wielkiego czerwonego Vikinga,który jak zjawa ale b.punktualna zjawa pojawił sie pare minut po czwartej

korzystając z ,,turystycznej sypialni " przed 10 rano dotarliśmy do Sztokholmu :

kolejką jak dwa tygodnie wcześniej-chociaż w dużo większym komforcie dotarliśmy do Nynashamn gdzie właśnie dobijał nasz prom.
ponieważ mieliśmy jeszce parę godzin czasy wykąpaliśmy sie w czystym morzu -tzn ja sie wykąpałem ,Beatka sie opalała a młodzież drzemała w cieniu...
Około 18 nasza Skandynawia ruszyła , Szwecja żegnała nas piękną pogodą

jeszcze tylko ostatni zachód słońca na morzu

i...łyk 17-sto letniego Tokaja Aszu -wypatrzonego w małym sklepie ,,ALCO" w Mariehamn.. siedemnastoletni Tokaj -stała tam na półce jedna taka butelka,, a za 3 dni mijała nam 17-sta rocznica ślubu...

i Gdańsk witał nas chłodem i deszczem ...

skończyła sie nasza alandzka przygoda ...
żegnam sie i dziękuję za cierpliwość, kazik/żwirek.

pozdrawiam serdecznie wszystkich maniaków roweru i zapraszam na Alandy -to naprawde zapomniany bałtycki raj...
chociaż ostatnio opisywany szeroko w lipcowym numerze Polityki
Ale na Brando i tak dotrą tylko najwytrwalsi

, pa.